Historia o tym jak James co dzień zakochuje się w Lily... |

Cokolwiek


piątek, 18 lipica 2008||18:05:15

Piszę aktualnie cokolwiek żeby nikt nie przejął mojego bloga (zresztą kto by chciał? :P ). Notka jak zwykle nie wiem kiedy będzie i czy w ogóle się pojawi w jakimkolwiek znanym terminie. Cóż ja mogę rzec - mogę tylko czekać, aż najdzie mnie porządna wena i dokończę opowiadanie, bo następne (nie potterowskie) czekają. Pozdrawiam czytelniczki - kocham Was :*

komentarze [10]



Dumbledore coś wie...


niedziela, 20 kwietnia 2008||16:56:37

Zdaję sobie sprawę z tego, że notki nie było bardzo długo, na usprawiedliwienie mam tylko brak czasu i weny. Straciłam zapał do tego opowiadania, w międzyczasie zaczęłam pisać inne, którego jeszcze nie ma na internecie, ale zapewne będzie. Jednak dopiero po zakończeniu tego. Szczerze mówiąc chciałabym jak najszybciej skończyć to opowiadanie, bo czuję, że z każdą notką może być gorzej. Wiem, że to dla Was cios niemalże w samo serce, proszę Was jednak o zrozumienie. Ta notka do najlepszych nie należy i jest strasznie krótka. Nie obiecam Wam czegoś lepszego, bo nie wiem czy jestem w stanie tę obietnicę wypełnić.
Dolomea - nie przestaję pisać jak widzisz, ale sama rozumiesz blogowe rozterki :) dziękuję za życzenia (późno, ale zawsze coś). Czekaj, czekaj, doczekasz się w końcu :D
kotek - miło, że aż tak często mnie odwiedzałaś, sprawdzić czy jest coś nowego, przykro mi, że zawiodłam Cię przez ten czas, ale zaczynam się poprawiać :)
Ania - Tobie to już naprawdę nie wiem co pisać, bo wyszedłby z tego poemat jakiś xD dziękuję Ci bardzo, że jesteś i, że mnie tak bardzo motywujesz do działania. Wena doszła do mnie jak widać, ale myślę, że jeszcze jej będę potrzebować, to pożyczę od Ciebie :D
Martuśka - tak, wiem kim jesteś, nie zapominam ;) wcale nie jesteś namolna, skądże znowu ;) a co do śmierciojadka... Sama się domyśl albo poczekaj na rozwój wydarzeń :D
pamiętnik-rogacza - nazwa jakoś tak sama mi się w głowie zrodziła, takie coś podobnego jak Fatalne Jędze :P obiecuję, że wpadnę i opinię wyrażę, bo nie wiem czy już u Ciebie byłam :D
Magda - wątki erotyczne muszą być, a jakże, bez tego nie byłoby ciekawie xP ach i muszę wysłać Ci zdjęcia z Projektu Loitsche, bo chyba jeszcze tego nie zrobiłam :P
Arvas - wolisz po ksywce bloga "arvas" czy po imieniu? :D a Malfoyowie i Narcyza są w Hogwarcie w tym samym czasie, bo tak mi do fabuły pasuje :) rozumiem co masz na myśli i przyznaję Ci rację, miałam melancholijny i romantyczny nastrój do tego typu scen dlatego jest ich tak dużo i masz już przesyt. Teraz postaram się to ograniczyć do koniecznego minimum :) bardzo dziękuję Ci za krytykę, bo wtedy opowiadanie staje się lepsze :* i będę wpadać do Ciebie, owszem :)
Paulina - fajnie, że szablon Ci się podoba i za niego ukłony w stronę Lisy :D cieszę się też, że historia Cię wciągnęła i obiecuje odiwedzić Twój blog (o ile tego jeszcze nie zrobiłam) w najbliższym czasie :) nie przesadzaj z komplementami, chociaż miło coś takiego przeczytać, dziękuję :*
huncwoci-vs-lily - miło przeczytać kolejny komplement :) postaram się wpaść i zobaczyć, czy rzeczywiście masz mi czego zazdrościć xD

Teraz zapraszam już do czytania i z góry przepraszam za wszelkie błędy jakie znajdziecie. Piszcie mi o nich to będę poprawiać :)



Mijały dni, a starania przyjaciół o przywrócenie Alex do rzeczywistości ciągle spełzały na niczym. Pewnego kwietniowego popołudnia Lily i Amy postanowiły poważnie porozmawiać ze swoją koleżanką. Osaczyły ją w dormitorium, gdy wracała z łazienki.
-Alex? Możemy pogadać? – zaczęła Drabina.
-Niby o czym? – odpowiedziała jej tamta podchodząc do szafy.
-O naszej przyjaźni – powiedziała stanowczo Ruda.
-Przyjaźni? My się nigdy nie przyjaźniłyśmy. Co najwyżej kolegowałyśmy.
-Być może. Ale kiedyś mówiłyśmy sobie wszystko, albo prawie wszystko. Teraz nas unikasz.
-Doprawdy? Przecież chodzę z wami na zajęcia, jemy razem obiady. To wam nie wystarcza? Bo mi w zupełności.
-Nie. Nie wystarczy Alex. Nie potępiam twojej znajomości ze Ślizgonami, bo niektórzy są naprawdę fajni. Jednak nie wszyscy. Ty zadajesz się z tymi mniej fajnymi.
-Nie będziesz mi wybierać znajomych! – oburzyła się panna Sturms.
-Słusznie, nie będę. Tylko zastanów się z kim ty się zadajesz?!
-Z kimś kto mnie rozumie lepiej niż wy! Z kimś kto ma jakiś cel w życiu, nie tak jak to całe szlamowate społeczeństwo!
-Co? Co ty powiedziałaś?! – zapytała Amy, która stała teraz z wrogą miną na wprost Alex.
-Powiedziałam tylko, że zadajecie się ze szlamami – spojrzała w stronę Rudej, która zaciskała pięści z wściekłości – Dobrze, że jest ktoś kto się wami w końcu zajmie! – rzuciła i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Dziewczyny stały osłupiałe. Obie oddychały głęboko usiłując uspokoić nerwy. Lily pierwsza się odezwała .
-Uwierzyłabyś? Tyle lat mieszkania w jednym dormitorium, dzielenie się sekretami, tyle godzin spędzania ze sobą czasu a ona mówi takie coś. Jak mogła nazwać mnie… Mnie… Boże – westchnęła Ruda przysiadając na łóżku.
-Wiesz, chyba czas przestać się przejmować kimś takim jak ona. Okazuje się, że nawet w Gryffindorze są osoby dwulicowe o paskudnym charakterze. Próbowałyśmy wszystkiego Lily. Nic się nie da zrobić.
Te słowa wryły się boleśnie w świadomość obu dziewczyn. Nic nie da się zrobić. Nic.
Ponieważ pogoda była już coraz ładniejsza dziewczyny zeszły do pokoju wspólnego by zaproponować reszcie spacer po błoniach i przy okazji porozmawiać o Alex. Usiedli jak zwykle pod wielkim dębem. James oparł się o konar, Lily o niego. Syriusz wyłożył się wygodnie na trawie, obok niego usiedli Remus i Amy obejmując się, Peter przycupnął z podkurczonymi nogami, Cas położyła się z głową na kolanach Mike’a, a Monica i Josh ułożyli się na brzuchach. Cała paczka tworzyła w ten sposób krąg.
-Słuchajcie, ja i Amy rozmawiałyśmy dzisiaj z Alex, dosłownie przed kilkunastoma minutami – wszyscy zwrócili oczy w jej stronę – niestety nic to nie dało.
-Nie dość, że ona była nieugięta i ciągle obstawała przy swoim to jeszcze nazwała nas „szlamowatym społeczeństwem”. A już szczytem było kiedy nazwała Lily… No sami-wiecie-jak – westchnęła szatynka.
-Co?! – James się zdenerwował – Jak mogła? Przecież tyle lat się przyjaźniłyście!
-Według niej tylko się kolegowałyśmy – sprostowała Ruda.
-Mówiłem, że tak będzie – wzruszył ramionami Syriusz.
-Zawsze była jakaś nadzieja, że może jednak jest pod wpływem zaklęcia albo poczuła się przez nas odrzucona. Nic z tego, sprawdziłyśmy wszystkie możliwości – powiedziała Amy – Nic nie da się już zrobić. Niestety.
Zapanowała cisza.
-Zastanawiam się tylko nad jednym… - Lily zapatrzyła się w jezioro – Alex powiedziała coś takiego, że jest ktoś kto zrobi z nami porządek czy coś w tym stylu. Kogo ona mogła mieć na myśli?
-Nie wiem, ale warto będzie wybadać o co chodzi – Rogacz spojrzał na resztę huncwotów.
-James, nic z tego. Niczego nie będziesz badał. Rozumiesz?
-Zrozum Liluś, nie pozwolę, żeby ktokolwiek nazywał cię w ten sposób i żeby ktokolwiek miał ci zagrażać.
-Doceniam twoje poświęcenie, ale nie trzeba. Jeszcze wpadniesz w jakieś poważne kłopoty i co wtedy?
-Nie z takich opałów się wychodziło – odrzekł dumnie – no przecież nie mogę bezczynnie siedzieć! – obruszył się.
-Nie bądź już taki rycerski – Lily uśmiechnęła się pod nosem i szturchnęła chłopaka w ramię – nic mi nie będzie. Nie ma bezpieczniejszego miejsca niż Hogwart.
-Skoro tak mówisz…
Mijały minuty, kwadranse, godziny, a przyjaciele nadal nie mogli skojarzyć kto mógł im zagrażać. Aż do śniadania.
-Zobaczmy co piszą w „Proroku” – mruknęła do siebie Cas i zaczęła wertować gazetę. Nagle rzuciła ją rozłożoną na stół i wskazała jeden z artykułów – Patrzcie!

Dziś nad ranem w Chipping Sodbury znaleziono ciała Ministra Spraw Zagranicznych z mugolskiego Ministerstwa oraz jego rodziny. Sprawa jest o tyle poważna, że ów minister był w posiadaniu ważnych informacji dotyczących czarodziejskiego świata, a ktoś kto go zabił użył wymyślnych tortur z pomocą Zaklęć Niewybaczalnych. Magiczna policja już bada tę sprawę, a okoliczni mugole są już po zabiegach zmodyfikowania pamięci. O dalszym rozwoju sprawy…”

-To przestaje mi się podobać – zaczęła Amy.
-Może właśnie o tego kogoś chodziło Alex? – zauważył Syriusz – Tylko na co mu u licha jakiś mugolski minister, który z magią ma tyle wspólnego co ja z byciem grzecznym.
-I tak nie wiemy nic więcej poza to co wiedzieliśmy do tej pory – dodał Remus – Sprawca jest nieznany. Nie wiemy z kim mamy do czynienia.
-To jest właśnie najgorsze – westchnęła Lily – Jeśli temu komuś przeszkadzają mugole… A nasi rodzice? Oni też są w niebezpieczeństwie.
-Może Dumbledore powie coś na ten temat?
-James, nie licz na to. Nawet jak go sam zapytasz to też ci nic nie powie – Łapa oparł się łokciami o stół i położył na nich brodę.
-Zawsze warto spróbować.
* * *
Po śniadaniu całą siódemką podążyli za dyrektorem. James jako pierwszy go dogonił.
-Panie profesorze, możemy zabrać panu chwilkę czasu?
-Ależ proszę panie Porter. Domyślam się, iż jest to coś istotnego.
-Właściwie tak – zaczęła Lily – Czy wie pan cos o tych tajemniczych morderstwach dzieci z mugolskich rodzin?
Dumbledore zmierzył ją czujnym spojrzeniem niebieskich oczu i delikatnie się uśmiechnął.
-Owijanie w bawełnę nie należy do twoich cech, panno Evans – Ruda oblała się rumieńcem, a reszta grupy spojrzała na dyrektora nieco speszona – Otóż wiem niewiele, zapewne tyle co wy. Nie dziwię się, że ta sprawa was interesuje, bo w większości dotyczy was i waszych rodzin. Zapewniam was jednak, że Ministerstwo zrobi wszystko, żeby niebezpieczeństwo zażegnać i ja z pewnością będę dążył by się do tego przyczynić. A teraz zmykajcie na zajęcia. Nie sądzę, żeby profesor McGonagall ucieszyła się z waszego spóźnienia.
Odwrócił się i odszedł pozostawiając przyjaciół w pustoszejącym korytarzu.

komentarze [9]



Narada wojenna z Wesołymi Orangutanami


sobota, 29 grudnia 2007||18:27:36

Widzę, że większe zainteresowanie wzbudziła scena miłosna Lilki i James’a niż podejrzane rzeczy dziejące się wokół Alex. No ciekawe dlaczego? ^^ Tak w ramach wyjaśnienia: gdybym opisywała np. powiedzmy zakładanie prezerwatywy to zaginęłaby mi cała magia wydarzenia, a tego nie chciałam. Zabezpieczenie było w domyśle, bo przecież Lilka to rozsądna dziewczyna i nie pozwoliłaby sobie na nieplanowaną ciążę. Dlatego nie będzie żadnych małych Potterów ani tym bardziej Potterówek :P Oj, czytelniczki Wy moje drogie… To, że się nie domyśliłyście biorę na karb bliskości świąt i zaprzątnięcia głowy tymże tematem :)
kotek - jak już wspomniałam wyżej Lily nie zajdzie w ciążę, zresztą nie śmiałabym doprowadzić do utraty czytelnika ;)
Gabrysiowa - cieszę się, że wracasz, bo mówiąc szczerze tęskniło mi się trochę za Crystal Candance Cinamonn :D i kobieto małej wiary, jak mogłaś zwątpić, że będziesz u mnie w linkach tyle czasu? Powinnam się obrazić :P A napisać nie omieszkam :)
Milly - witam kolejną czytelniczkę, bardzo mi miło :D a co do Lilki to odsyłam kilka linijek wcześniej :)
Dolomea - a cóż to za czas powrotów? Niemniej jednak strasznie się cieszę :D ale proszę mi tu nie słodzić, bo w samozachwyt wpadnę, a wtedy nie wiem czy będę pisać więcej czy przestanę, lepiej nie ryzykować :P co do szablonu to proszę się kłaniać w stronę Lisy Presckott (której po raz kolejny bardzo dziękuję) i cieszę się, że się podoba :D
Księżniczka Anna - heh, Ciebie zostawiłam sobie na deser :P dziękuję za maraton komentarzy, który naprawdę jest bardzo fajny, obojętnie czy się taki czyta u siebie, czy pisze u Ciebie :P jak widać wena zawitała, ale skromnie. Cały czas jednak czekam na coś na Twoim blogu! :)
Ogólnie rzecz biorąc notka krótsza niż normalnie. A w ogóle byłaby już wczoraj, ale z myloga mnie wywaliło i wstęp taki piękny mi się skasował. Tak więc wczoraj się zdenerwowałam i nie próbowałam go odtworzyć, ale dziś jest już ok :) A tak ogólnie to życzę wszystkim wszystkiego najlepszego z okazji byłych już Świąt ale także moich dzisiejszych urodzin (kończę 20 lat - ale stara już jestem:P).
A teraz zapraszam do czytania!


Alex chodziła często do pokoju wspólnego Ślizgonów, niekiedy tylko spotkać się ze swoim chłopakiem, a czasem na imprezy. Cieszyła się, że Lily i reszta nie wypytują o to z kim i gdzie chodzi. Wyglądało na to, że miały swoje sprawy i nie pamiętały o koleżance. Oczywiście Czekoladce było to bardzo na rękę.
Piątek wieczorem. Alex i Zach siedzieli na ślizgońskiej suto zakrapianej imprezie. Dziewczyna dobrze się bawiła i nie miała zamiaru wracać na noc do siebie. Zdarzyłoby się to pierwszy raz, poza tym wiązało się z dużymi konsekwencjami, o które nie dbała ogłuszona alkoholem.
-Zostaniesz na noc? – szepnął do niej Zach całując ją delikatnie w szyję.
-Oczywiście – uśmiechnęła się.
-To może już pójdziemy, bo impreza zaraz będzie się kończyć.
-Chodźmy – wstała i pociągnęła chłopaka do jego dormitorium.
* * *
-Gdzie jest Czekoladka? – zapytała Cas rozczesując włosy na środku pokoju.
-Właśnie nie wiem. Nawet nie powiedziała gdzie idzie i z kim – odpowiedziała Amy.
-Może Lilka będzie coś więcej wiedzieć, chociaż ostatnio żadna z nas z Alex nie rozmawiała – dodała Monica.
-Jakoś tak zupełnie straciłyśmy z nią kontakt. Nie wiem czy nadal lubi brukselkę, jaka jest teraz jej ulubiona piosenka, czy ma kogoś… – zamyśliła się Amanda.
-Jak tylko wróci trzeba będzie z nią pogadać – postanowiła Cassidy odkładając grzebień.
* * *
-Dobra, James, puszczaj, już późno – śmiała się Lily, próbując się wyrwać chłopakowi, który trzymał ją mocno przygwożdżoną do łóżka.
-Nie ma mowy – odpowiedział i sięgnął po poduchę, którą zaczął okładać bezbronną dziewczynę.
-Rogacz, dajże jej spokój – Syriusz śmiał się razem z Rudą, jednocześnie usiłując ją bronić.
-Zasłużyła sobie. Nabijała się ze mnie.
-Bo masz takie poczochrane te włosy.
-Wcześniej ci to nie przeszkadzało – powiedział płaczliwie – już nie mnie lubisz.
-No nareszcie! – krzyknął uradowany Syriusz.
-I ty przeciwko mnie? – brunet zmierzył kumpla spojrzeniem – Nie lubię cię.
-Ja już idę do siebie – powiedziała rozbawiona Lily próbując jakoś zrzucić z siebie James’a.
-Nieeee – jęknął – Nie możesz zostać? – zrobił słodkie oczka.
-Nic z tego, chłopcy by cię za to powiesili. To zabieranie im wolności osobistej. Krępowaliby się.
-Wcale nie!
-Do jutra James – cmoknęła chłopaka i uśmiechnęła się do reszty przyjaciół – Dobranoc chłopcy!
* * *
-Lilka, nareszcie! Już północ prawie – ledwie Ruda weszła do dormitorium, a Cas już zaczęła robić jej wyrzuty.
-Biłam się z James’em, więc sama rozumiesz.
-Gadałaś ostatnio z Alex?
-Nie. Dlaczego pytasz? – przysiadła na łóżku przyjaciółki. Zaraz dołączyły do niej Monica i Amy.
-Nawet nie wiemy czy się zmieniła, bo żadna z nas dawno z nią nie rozmawiała. Unika nas, nie chodzi z nami na posiłki, na zajęciach nie ćwiczy z nami, nie spędza z nami wolnego czasu. Nie wiem co z nią jest nie tak – westchnęła Mandy.
-Myślicie, że dzieje się z nią źle? – wyraziła przypuszczenie Lilka spoglądając po kolei na każdą z przyjaciółek – Trzeba będzie z nią porozmawiać, ale nie naskakiwać na nią od razu tylko delikatnie zacząć.
-Tak, chyba jutro, bo na noc zdaje się nie wróci. Po raz pierwszy – zauważyła Nica.
* * *
Alex całowała się namiętnie z Zach’iem przy okazji pozbywając się swojej i jego garderoby. Wylądowali na łóżku, a dziewczyna wyzbyła się wszelkich zahamowań. Jej partner także nie panował nad sobą. Wszedł w nią szybko, bez myślenia o zabezpieczeniu, o konsekwencjach. Po prostu dobrze się bawili. Bez żadnych głębszych uczuć, bez poczucia bliskości. Kiedy było po wszystkim oboje po prostu zasnęli.
* * *
-To mnie zastanawia Siwa, wiesz? Ty w zasadzie ciągle jesteś z Joshem, rzadko wszyscy razem spędzamy czas, a mimo to dobrze się dogadujemy – powiedziała Lily.
-Masz rację – zastanowiła się Nica – jakoś wcześniej na to nie zwracałam uwagi. Ale wy dobrze wiecie z kim się zadaje i gdzie chodzę. Wygląda na to, że nie znamy Alex tak dobrze jak myślałyśmy.
-Niestety – przytaknęły dziewczyny.
-Chodźmy spać – zadecydowała Cas.
* * *
Obudziła się z bólem głowy i krocza. Usiadła na łóżku i złapała się za skronie.
-Za dużo alkoholu – westchnęła. Spojrzała w bok, gdzie spał Zach, potem na siebie. Była naga. Szybko wstała i ubrała się. Poszła do łazienki, gdzie w miarę się odświeżyła. Weszła z powrotem do pokoju, a jej chłopak już się obudził.
-Dzień dobry – powiedział wyciągając do niej rękę. Podeszła do niego i przysiadła na łóżku – Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła za to co się stało?
-Nie – powiedziała cicho – tylko nie chcę być w ciąży.
-Są na to sposoby. Poczekaj tu chwilkę – ubrał się i zostawił dziewczynę samą w dormitorium. Mimo, że do ich pierwszego razu doszło po alkoholu to jednak spodobało jej się i miała ochotę na jeszcze. Pod warunkiem, że nie zaszła w ciążę i następnym razem nie będzie jej tak bolało. Wrócił Zach. Podał jej małą tabletkę.
-Połknij to i wszystko będzie dobrze.
-Co to?
-Dzięki temu nie będziesz w ciąży.
Zrobiła to o co ją prosił.
-Alex?
-Tak?
-Zostaniesz dziś na noc?
-Nie, dziś nie.
-Dlaczego?
-Bo nie mam na razie ochoty na seks. Poza tym trzeba w końcu pomyśleć o zabezpieczeniu.
-Załatwi się.
-Muszę iść. Widzimy się wieczorem – pocałowała chłopaka i wyszła.
* * *
-Cześć Alex – dziewczyny przywitały ją, kiedy tylko weszła.
-Co tam słychać? – zapytała Cas.
-A nic, wszystko dobrze – odpowiedziała.
-Może poszłabyś dzisiaj z nami do Hogsmeade? Wieczorem grają Wesołe Orangutany – zaproponowała Monica.
-Nie, dzięki, jestem zajęta.
-Przecież dziś sobota.
-Właśnie Cas, dlatego już sobie zaplanowałam wieczór.
-Dawno nie spędzałyśmy razem wolnego czasu – zauważyła Lily.
-Widocznie już nie musimy tego robić – Czekoladka wzięła czyste ubrania i zamknęła się w łazience. W pokoju zapadła cisza przerywana jedynie pluskiem wody dochodzącym z łazienki. Żadna z dziewczyn nie wiedziała co ma powiedzieć, co powinna myśleć, jak się zachować. Oczywistym było, że Alex nie potrzebowała już towarzystwa przyjaciółek. Teraz już byłych przyjaciółek…
* * *
-Zupełnie nie wiem co się z nią stało. Zmieniła się. I to na gorsze – Lily z dziewczynami siedziały u chłopców w dormitorium.
-Nie zadręczaj się. To nie twoja wina – James objął ją.
-Jak to nie moja? Gdybym z nią więcej rozmawiała może nie doszłoby do tego.
-Właśnie: MOŻE by nie doszło – zauważył Remus – Rogacz ma rację to nie twoja wina, a przynajmniej nie cała. Mogliśmy zareagować wcześniej, a jednak żadne z nas tego nie zrobiło. Widocznie znalazła sobie lepsze towarzystwo od nas.
Zapadła cisza.
-Ona zadaje się ze Ślizgonami – szepnął Syriusz.
-Co? – siedem zdumionych par oczu zastygło na Blacku oczekując wyjaśnień.
-Rozmawiałem z nią jakiś czas temu. Podobno podobał jej się Zachary Nott. Może to z nim się teraz prowadza.
-Czemu nie powiedziałeś nam o tym wcześniej? – zapytała Lily.
-Bo myślałem, że to nie będzie istotne.
-Nie będzie istotne? Coś ty w ogóle sobie wyobrażał? Alex wpadła w złe towarzystwo, a według ciebie to NIE JEST ISTOTNE?! – zbulwersowała się Amanda wstając. Remus musiał ją przytrzymać, by nie rzuciła się na Syriusza.
-O co ci chodzi? Wy, baby, zawsze macie jakieś dziwne myślenie. Sama sobie wybrała z kim chce łazić. Nic nam do tego. Woli Ślizgonów to niech sobie z nimi siedzi. W końcu ma tę czystą krew o jaką im chodzi – wycedził brunet przez zęby.
-Widać, że tobie wcale na koleżance nie zależy! Jesteś nieczuły!
-Akurat nie bardzo mi zależy, jeśli mam być szczery. Gdyby chodziło o ciebie, Lilkę, Cas czy Nicę to bym się starał was z tego wyciągnąć! Za to Alex od początku wiedziała w co się pakuje! Więc nie zarzucaj mi, że jestem nieczuły!
-Nie kłóćcie się i wy. Teraz nam to nie jest potrzebne – po słowach Remusa dwójka przestała się sprzeczać – Tak jest o wiele lepiej.
-Musimy się zastanowić czy rzeczywiście Alex nie miała wpływu na to z kim się zadaje.
-Już wam mówiłem, że Nott jej się podobał i to zapewne przez niego woli siedzieć ze Ślizgonami niż z nami – powiedział Syriusz dobitnie. Amy rzuciła mu nienawistne spojrzenie.
-Możesz się mylić.
-Ale też niekoniecznie – James wziął stronę Syriusza – Alex nie jest głupia i rzeczywiście może woleć towarzystwo tych ze Slytherinu niż nasze.
-Czyli, że nie powinniśmy w ogóle nic robić, tak? – Amy była naprawdę zdenerwowana. Zawsze bardzo przejmowała się losem innych i nie znosiła gdy ktoś był obojętny.
-Tego nie powiedziałem. Chodzi mi raczej o to, że trzeba się upewnić czy Czekoladka nie jest pod wpływem jakichś środków odurzających albo co gorsza zaklęć. Jeśli nie jest, to być może wybrała sama swoje towarzystwo.
-Od początku to mówię.
-Syriusz! – Lily skarciła przyjaciela.
-Oj, dobra, dobra – założył ręce na piersi i oparł się o ścianę.
-W każdym razie dziś już nic nie załatwimy. Od obiadu się z nią nie widziałyśmy – powiedziała Cas.
-Trzeba poczekać do jutra. W takim razie może chodźmy już do Hogsmeade? – zaproponował Peter.
* * *
Przyjaciele zgodnie ruszyli do wyjścia. Przy wyjściu spotkali się z Michaelem Finniganem, a także Monicą i Joshem. Całą gromadką ruszyli do wioski, gdzie już dało się słyszeć podniecone głosy. Wesołe Orangutany to nowy zespół, który niedawno wydał swoją pierwszą płytę. Grali lekkiego rock’a czyli klimaty Hogwartczyków. W parku gdzie stała scena roiło się już od napalonych fanek i nieco spokojniej nastawionych do zespołu fanów. Koncert miał się zacząć o siedemnastej, zostało więc do niego tylko piętnaście minut.
-Wiecie, może skoczymy po coś do picia? – zaproponował Syriusz.
-Nie, zajmą nam miejsca – zaprotestowała Cas. Stali prawie pod samą sceną.
-Dobra, to my idziemy coś kupić, a wy pilnujcie miejsc – powiedział Łapa, po czym szturchnął James’a i Remusa, żeby poszli za nim.
-Patrz jaki bezczelny, facetów nam zabrał – zaśmiała się Lily do Amy.
-Weź mi nie mów o nim, dobra?
-Dalej jesteś zła na niego? Nie jestem po jego stronie, ale nie przyszło ci do głowy, że on może mieć rację? Wiem, że to byłoby coś okropnego, ale takie rzeczy się zdarzają. Mam nadzieję, że to jednak nie jest prawda.
-Możemy o tym nie rozmawiać? – poprosiła szatynka – Po prostu cieszmy się, że my nie wpadłyśmy w takie towarzystwo – uśmiechnęła się nieznacznie.
-Dobrze – Lily przytuliła do siebie przyjaciółkę.
* * *
-Ale było super! A jacy z nich przystojniacy! – ekscytowała się Cassy. Michael spojrzał na nią niepewnie – Och, ale ty jesteś od nich dużo przystojniejszy – pocałowała swojego chłopaka, który natychmiast się rozpromienił, a reszta zaczęła się śmiać.
-Wracamy o zamku? Czy jeszcze idziemy się gdzieś poszwędać? – zapytał Peter.
-Ja bym już wróciła. Późno się robi – powiedziała Monica.
-Racja. Ewentualnie możemy jeszcze wziąć piwo kremowe – dodała Lily.
Idąc do „Trzech Mioteł” usłyszeli jakieś szepty dobiegające z jednej z ciemniejszych uliczek. Dziewczęta to zignorowały, jednak chłopcy ze swoją wrodzoną ciekawością chcieli sprawdzić co to.
-Nie, James. Nie idziemy tam – usiłowała odciągnąć swojego chłopaka, jednak niewiele jej to dawało.
-Poczekaj tutaj, a ja sprawdzę co to.
-Nie! Nawet się nie wygłupiaj.
Nie zdążyli nawet dojść do jakiegokolwiek porozumienia, bo oto z uliczki wyszło pięć zakapturzonych postaci. Kiedy spostrzegły gromadkę przyjaciół rzuciły się o ucieczki.
-Za nimi! – zarządził Syriusz i chłopcy zerwali się za uciekinierami. Zakapturzeni wbiegli jednak do lasu i tam huncwoci stracili ich z oczu. Wrócili do reszty.
-Po co za nimi biegliście?! – Lily naskoczyła na przyjaciół – A gdyby byli uzbrojeni?! Pomyśleliście, że mogło wam się coś stać?! Gdzie wy w ogóle macie mózgi?! Skąd wiecie czy nie byli od was starsi czy lepiej wyszkoleni?! Co?! Jesteście zupełnie bezmyślni!!
-Lily, przestań już – powiedziała cicho Amy.
-Nie, nie przestanę! Bo oni są zupełnie nierozwa… - w tym oto momencie James uciszył swoją dziewczynę krótkim całusem. Od razu zmiękła? – Co ty sobie wyobrażasz? A gdyby ci… wam się coś stało? Pomyśleliście o tym?
-Aż tak się o mnie martwisz?
-Tak. Czy to źle? – opuściła wzrok i westchnęła.
-Oczywiście, że nie. Moje kochana Lily – cmoknął dziewczynę w skroń.
-Idziemy po to piwo? – ciszę przerwał Peter.
-Idziemy – odpowiedział mu chór głosów.
* * *
-Niewiele brakowało – Malfoy zrzucił w lesie kaptur i odetchnął głęboko.
-Oj, mało – przytaknęła Narcyza.
-Przecież byśmy sobie poradzili z nimi – prychnęła Bellatrix.
-Owszem, ale po co się ujawniać? Podejrzewam zresztą, że większy szok wywołałoby u nich gdyby zrzucili kaptur naszej koleżance – tu Lucjusz spojrzał na osobę stojącą obok Zachary’ego Notta.

komentarze [23]



Tanecznie i namiętnie


niedziela, 25 listopada 2007||22:51:36

Jak widać kolejna notka i w sumie w dość krótkim czasie jak na mnie :) Ale podejrzewam, że nie narzekacie :D Zaczyna się robić coraz mroczniej i w obecnej notce dowiedzie się kim jest ten chłopak, który kręci się przy Alex. Poza tym ostrzegam, że w notce jest scena mniej więcej erotyczna :P dlatego dzieci poniżej osiemnastego roku życia muszą ominąć ten fragment :P Żeby nie było, że deprawuję młodzież... Ale tak poważnie to czytajcie, tylko proszę nie róbcie tego w domu :P:P Nie, no, żartuję :D Może ja wam nie będę już za bardzo nudzić. Proszę tylko po raz kolejny: kto chce być powiadamiany o nowych notkach niech wpisze się do księgi gości (po prawej jest link "wpisz") i zostawi numer GG, adres bloga bądź e-mail, tak będzie mi po prostu łatwiej. I nie przejmujcie się tym spamem, bo staram się coś z nim zrobić a na razie systematycznie kasuję. A teraz, nie przedłużając, miłego czytania!


-James, no ruszaj się!
-Idę, idę! – odkrzyknął swojej dziewczynie. Zawsze to on musiał ją poganiać. Tym razem było inaczej. Dlaczego? Bo Rogacz po prostu… zaspał.
W biegu się ubierał i biegiem dotarł do Pokoju Wspólnego, gdzie czekała już reszta przyjaciół w składzie: Syriusz, Amy, Remus, Peter i oczywiście Lily. Wybierali się właśnie do Hogsmeade na otwarcie nowego Centrum Mugolskich Rozrywek, gdzie wszyscy mieli się zapisać na kurs tańca. Kiedy zjawił się James ruszyli przez zamek, a potem główną aleją prowadzącą do wioski.
-No i jak tam teoria Lilka? – zaczepił dziewczynę Syriusz.
-Tyle co przeczytałam mi wystarczy.
-To może mi powiesz z jakiego kraju jaki taniec pochodzi?
-Wszystko ci powie pani lub pan instruktor – ucięła z uśmiechem. A Łapa już miał taką ochotę podenerwować trochę dziewczynę.
Dotarli do wioski i od razu spostrzegli napis zawieszony w powietrzu, który wskazywał drogę do centrum rozrywek. Udali się więc za strzałką i po chwili ich oczom ukazał się sporej wielkości budynek z różowym, migającym napisem.
-To chyba tu – powiedział James.
-Chyba? Oczywiste, że to tu. – zaśmiał się Syriusz – Wchodzimy!
Już wyrwał się do wejścia jednak Rogacz przytrzymał go za kaptur.
-Co jest?!
-Panie przodem – odparł spokojnie James, kiedy Remus otworzył dziewczętom drzwi. Zachichotały i weszły do środka, za nimi zaś chłopcy. Ludzie ni było dużo ze względu na wczesną porę otwarcia. Nikt normalny nie wstaje tak wcześnie w soboty. Hall był pomalowany w biało-zielone pionowe pasy. Za biurkiem opatrzonym nazwą „informacja” siedział mężczyzna, do którego podeszła Lily.
-Przepraszam bardzo.
-Tak?
-Chciałabym zapytać o kurs tańca.
-Proszę przejść przez hall, skręcić w lewo i iść do końca korytarza. Tam jest sala taneczna i tam się proszę o wszystko pytać – wyjaśnił przedsionek uśmiechem.
Przeszli przez przedsionek i stanęli w korytarzu. Po prawej i lewej stronie mieli szyldy z numerami i nazwami sal. Były tam takie pomieszczenia jak „bilardownia”, „kręgielnia”, „sala taneczna”, „warsztat malarski”, „pracownia makijażu” i tym podobne.
-Cassidy byłaby w siódmym niebie – powiedziała Amy wskazując na salę numer piętnaście w której mieścił się pokój wizażu.
-Trzeba będzie ją tu zabrać – przytaknęła Lily skręcając jednak w lewo. Doszli do końca korytarza, tak ja powiedział im facet od informacji. Stanęli przed brązowymi podwójnymi drzwiami. James zaoferował się i uchylił je lekko.
-A witam, witam! – wysoki mężczyzna pod wąsem ubrany w spodnie od garnituru i koszulę koloru łososiowego zaprosił ich gestem do środka – Państwo na lekcje tańca?
-Tak – przytaknął James.
-Zapraszam – rzekł z uśmiechem.
Sala była pusta jeśli nie liczyć magnetofonu, dwóch ławek, biurka i mnóstwa luster. Przyjaciele weszli do środka i przymknęli drzwi.
-Na pierwszy stopień mam rozumieć? – zapytał.
-Tak. Chcielibyśmy wiedzieć też ile to będzie kosztowało.
-Hogwart, prawda?
Przytaknęli.
-Dla uczniów mamy zniżkę. Poza tym teraz i tak jest taniej, ponieważ to nowo otwarte centrum. Dwanaście sykli za jeden stopień czyli osiem godzin lekcyjnych. Proszę o nazwiska.
Wszyscy podali swoje dane, które instruktor zapisał, oraz zapłacili należność za pierwszy stopień.
-Ach, nie przedstawiłem się wam. Nazywam się Raphael Rembase. Nasze zajęcia będą w każdą sobotę od czternastej. Zaczynając od dzisiaj. Mam nadzieję, że pojawi się więcej osób. Tymczasem do rozpoczęcia jest jeszcze kilka godzin, więc możecie zwiedzić resztę atrakcji – uśmiechnął się.
-Dobry pomysł – stwierdził Syriusz i wszyscy ruszyli na rozpoznanie okolicy.
* * *
-Witam, jak większość pewnie już wie nazywam się Raphael Rembase i będę waszym instruktorem tańca. Zaczniemy od czegoś łatwego, a mianowicie walca angielskiego, z którego my Brytyjczycy jesteśmy szczególnie dumni. Proszę ustawić się na sali tak, żeby każdy miał miejsce. Teraz proszę popatrzeć.
Instruktor pokazał pierwszy krok podstawowy.
-Proszę bardzo, teraz wszyscy razem. Prawa noga w przód, lewa do boku, prawa dostawia. Lewa w tył, prawa do boku, lewa dostawia. I raz, dwa, trzy, dwa, dwa, trzy… Bardzo dobrze. Spróbujemy z muzyką. I raz dwa, trzy, dwa, dwa, trzy…
* * *
-O jaaaa, jestem wykończony – powiedział Syriusz kiedy wrócili do zamku.
-Ty sobie chyba żarty robisz. Nic tam męczącego nie było – powiedziała Lily siadając obok niego na kanapie.
-Nie? A te wszystkie noga w przód, a ta w tył, ta w prawo, a ta w lewo. Wiesz ile razy wpadłem na James’a?
-Jak nie rozróżniasz stron to nie moja wina – zachichotała Ruda.
-Aaa nie gadam z tobą.
-Weź no, Syriusz – szturchnęła go lekko.
-Tobie to dobrze szło, poćwiczysz ze mną. Muszę się dobrze prezentować.
-Jasne – odparła od razu, rada, że przyjaciel się nie gniewa.
-A ja?
-Co ty?
-Ze mną powinnaś ćwiczyć, a nie z Łapą.
-Ty jesteś moim chłopakiem i partnerem na stałe więc na zajęciach poćwiczymy – wystawiła mu język.
-O żesz ty! – James zaczął łaskotać Rudą, że aż spadła z kanapy przy ogólnym śmiechu przyjaciół.
-I wy, brutale, przeciwko mnie – śmiała się.
* * *
-To może ja panią poproszę do pokazania ze mną tej cha-chy – pan Rembase wyciągnął dłoń do Lily i poprowadził na środek parkietu. Ustawili się i zaczęli tańczyć. James patrzył z podziwem na swoją dziewczynę. Naprawdę szło jej świetnie. Był dumny, że taka wyśmienita tancerka jest właśnie z nim. Nie spodobał mu się jednak wzrok instruktora. Nie dość, że miał w objęciach jego Lily to jeszcze patrzył na nią tak… Zupełnie jak James spoglądał na Rudą kiedy chciał ją pocałować. Teraz jednak powstrzymywał się od zbyt gwałtownej reakcji. Postanowił, że musi porozmawiać z Lily. Kiedy już instruktor kazał im się dobrać w pary zapytał:
-Jak się tańczyło?
-Powiem ci, że genialnie. Już nie mogę się doczekać kiedy będziemy znali więcej kroków.
-Czyli lepiej tańczy ci się z nim niż ze mną?
-Tego nie powiedziałam – Lily zrobiła nieco zdziwioną minę – czy coś jest nie tak?
-Nie, wszystko w najlepszym porządku.
* * *
Mijały tygodnie, a przyjaciele coraz więcej umieli. Pogoda się także zmieniła wraz z nadejściem wiosny. Właśnie nasza szóstka bohaterów zmierzała na kolejną lekcję tańca, tym razem już na czwartym stopniu. James zauważył zmianę w zachowaniu Lily na zajęciach, nawet zmianę w jej ubiorze. Zawsze na tańca zakładała bluzki z większymi dekoltami, bardziej obcisłe, a nawet krótkie spódnice, co zupełnie do niej nie pasowało. Nie chciał się jednak kłócić ze swoją dziewczyną.
-No to poproszę moją ulubienicę do jive’a.
Lily z uśmiechem podeszła do instruktora i dała mu się prowadzić. James już nie zwracał uwagi na to jak porusza się jego dziewczyna, nie był już taki dumny z jej talentu tanecznego. Wręcz przeciwnie – bardzo go to denerwowało.
-Dziękuję – pan Raphael odprowadził Lily do Rogacza, która z uśmiechem rzuciła mu się w ramiona. Nie zareagował jak zwykle, szczerząc do niej zęby i obejmując. Stał po prostu patrząc z nienawiścią na mężczyznę, który właśnie machnął różdżką w stronę magnetofonu. Popłynęła żywa muzyka do jive’a.
-Bardzo wszystkim dziękuję. Spotykamy się za tydzień – instruktor pożegnał się z całą gromadą uczniów.
-Idziemy do Trzech Mioteł? – zaproponował Syriusz, kiedy wychodzili z budynku.
-Nie mam ochoty – powiedział James.
-Jak to? Ty nie masz ochoty?
-Nie mam. Wracam do zamku.
-Nie wygłupiaj się, James – powiedziała Lily.
-Ty nie musisz wracać – odparł po czym dodał bardzo cicho – może spotkasz tam swojego pana instruktora. W końcu jesteś jego ulubioną tancerką.
-James! – podniosła głos.
-Idę do zamku. Pa! – odwrócił się i ruszył aleją prowadzącą do Hogwartu.
-Idźcie do pubu, ja pójdę z James’em. Jak mi się uda to go tam przyprowadzę – powiedziała szybko Lily i puściła się biegiem na swoim chłopakiem.
-James!
-Zostaw mnie.
-Nie. Co ty w ogóle wyrabiasz?
-Idę do zamku. Nie widać? – powiedział zgryźliwie.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi – zatrzymała go i zmusiła by na nią spojrzał – Powiedz mi, co jest grane? Już nawet nie rozmawiamy tak jak kiedyś.
-Bo ty tego nie chcesz – w jego głosie można było usłyszeć wręcz ból. Spojrzał w ziemię, a następnie skierował się z powrotem drogą. Lily w milczeniu ruszyła za nim. Delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. Nie protestował, nie wyrwał jej. Doszli do Pokoju Wspólnego, który był prawie pusty. James chciał odejść, jednak to Lily pociągnęła go lekko w stronę jego własnego dormitorium. Zdziwił się jednak posłusznie poszedł za dziewczyną. Kiedy weszli Ruda zamknęła drzwi, nie tylko na zamek. James w tym czasie zdjął buty i kurtkę. Lily zrobiła to samo. Chłopak przysiadł na łóżku, Ruda obok niego. Ujęła go delikatnie za dłoń.
-Powiedz mi o co chodzi. Porozmawiamy, bo rzeczywiście się trochę zaniedbaliśmy i nie przeczę, że to moja wina – spojrzała w podłogę, ale zaraz przeniosła wzrok na swojego chłopaka.
-Kochasz mnie jeszcze? – zapytał głosem pełnym rozżalenia i bólu. Był zrozpaczony. Przez tańce Lily się od niego odsunęła, a on nie wiedział jak ma to naprawić. Już nie spędzali ze sobą tyle czasu co kiedyś, mimo, iż byli nadal parą. Niedawno minęło pół roku odkąd są razem i jakoś to zupełnie przeszło bez echa. Milczała. James’a już całkowicie opuściła nadzieja, że jednak jakieś uczucie między nimi jest. Lily z kolei zastanawiała się nad jedną rzeczą i widząc rozpacz swojego chłopaka, podjęła decyzję. Położyła dłoń na jego policzku i zmusiła Rogacza, by na nią spojrzał.
-Kocham cię James, jak nikogo na świecie – szepnęła. W jego oczach znów zabłysnął ten wesoły ognik. Tym bardziej, że były to słowa wypowiedziane jak za pierwszym razem: z pełnym uczuciem, z mocą jakie to uczucie ze sobą niesie, z oddaniem. Musnęła delikatnie jego wargi. Uśmiechnął się. Zaczęli się całować, a Lily powoli zdjęła zapinaną bluzę jaką miała na sobie. Stanęła przed chłopakiem i objęła go. James wsunął jej rękę pod bluzkę i opuszkami palców przeciągał po skórze dziewczyny. Powoli zdjęła mu koszulę i całując po szyi dotykała jego nagiego torsu. Weszli na łóżko i zasunęli zasłonki, by nic ich nie rozpraszało. Cały czas wymieniając pocałunki Lily pozbyła się swoich spodni i skarpetek, a zaraz po niej zrobił to samo James ze swoją garderobą. Zsunął z Rudej koszulkę i przewrócił dziewczynę na plecy. Patrzyli na siebie oddychając głęboko.
-Jesteś pewna? – zapytał całując ją w policzek.
-Jestem pewna – powiedziała stanowczo acz łagodnie i wycisnęła na jego ustach soczysty pocałunek.
Pozbył się jej biustonosza i zaczął pieścić jej piersi, natomiast Lily masowała jego plecy i ramiona. Dotarła w końcu do bokserek, które zaczęła zsuwać i one podzieliły los reszty ubrań lądując na podłodze. Teraz to on zaczął zdejmować jej figi. Kiedy już oboje leżeli nadzy James jeszcze raz spojrzał jej w oczy, a Lily uśmiechnęła się, dając mu znak, że na zawsze jest już tylko jego…
* * *
-Myślicie, że się pogodzą? – zapytała Amy patrząc w pusty kufel i przesuwając opuszkiem palca po jego brzegu. Remus objął ją.
-Nie wyglądało to dobrze, ale na pewno wszystko się ułoży – cmoknął ją w policzek.
-Nie chciałbym, żeby się rozstali – odezwał się cicho Peter – są taką fajną parą.
-Masz rację. Może zobaczymy co z nimi? – zaproponował Syriusz.
-Lepiej im nie przeszkadzajmy – zarządził Lupin – chce ktoś jeszcze piwa?
-Ja poproszę – odezwały się trzy głosy.
Remus złożył zamówienie i po chwili kolejne kufle piwa stały już przed nimi.
-Chyba wiem, o co im poszło – powiedział po chwili namysłu Syriusz.
-Tak? – zaciekawione spojrzenia skierowały się na jego twarz.
-Zauważyliście, że Lily jest ulubienicą instruktora? Zawsze prosi ją do tańca.
-Ale to jeszcze nie powód, żeby… - zaczęła Amy, ale Łapa uciszył ją gestem ręki.
-Owszem, nie powód. Ale zauważyliście jak Rembase patrzy na Lilkę? I jak reaguje na to James?
Przyjaciele chwilę się zastanawiali i Peter odezwał się jako pierwszy.
-Dzisiaj w ogóle nie chciał przytulić Lily po jive’ie i z nami też mało rozmawiał.
-Tak było od dłuższego czasu – dodał Syriusz.
-Więc to nie jest jakaś tam zwykła zazdrość – powiedziała Amy, biorąc łyk napoju – oby doszli do porozumienia, bo nie wyobrażam sobie innej opcji.
-Ani ja – przytaknął Peter.
-My też nie – dodał Syriusz patrząc na Remusa znad kufla.
* * *
-Kocham cię Lily – James cmoknął swoją dziewczynę w usta i przyciągnął ją bliżej siebie.
-Ja ciebie też bardzo kocham – przytuliła się do nagiego torsu chłopaka – i wiesz, że jestem tylko twoja i tylko dla ciebie.
Chłopak uśmiechnął się. Leżeli już tak dobrą godzinę, a wciąż żadne z nich nie mogło uwierzyć w to co się stało. Niedawno przeżyli swój pierwszy raz, w dodatku wspólnie, co jeszcze bardziej zbliżyło ich do siebie.
-Wiesz, chociaż nie chcę, chyba powinniśmy wstać – powiedział Rogacz patrząc uważnie na swoją dziewczynę – zaraz pewnie wróci reszta zaniepokojona, że do nich nie przyszliśmy.
-Nie chcę…
James zaśmiał się.
-Jęczysz zupełnie jak ja kiedy usiłujesz mnie zwlec rano z łóżka.
-A weź się ty! – uszczypnęła go w rękę.
-To bolało – zaczął ją łaskotać.
-Już nie będę, obiecuję – powiedziała przez śmiech. Chłopak przestał ją torturować i pocałował gorąco w usta.
-To wstajemy?
-Nie. Ubieramy się, a potem kładziemy się z powrotem.
Znaleźli swoje rzeczy porozrzucane po pokoju i naciągnęli je na siebie. Lily odkluczyła drzwi i położyła się z powrotem. James ubrał się tylko do połowy.
-Czemu zawdzięczam te widoki? – zapytała Lily patrząc na nago tors swojego chłopaka.
-Tym, że jesteś moją najcudowniejszą, jedyną i ukochaną dziewczyną – pocałował ją w usta i położył się obok niej gładząc ją po ramieniu. Lily usiadła na nim okrakiem.
-James, powiedz mi, czym się tak zdenerwowałeś dzisiaj?
Zmarszczył czoło i odwrócił wzrok. Lily przygryzła wargę.
-Powiedz mi, proszę. Chcę to wyjaśnić żebyśmy później się już tak nie kłócili.
-A ja chciałbym żebyśmy zawsze się tak godzili – odezwał się jak prawdziwy huncwot szczerząc zęby i łapiąc dziewczynę za biodra.
-James, słońce, ja poważnie mówię – zaśmiała się.
-Pan instruktor – odpowiedział zgryźliwie.
-Więc tu cię boli – klepnęła go lekko w brzuch.
-Tak, śmiej się. Ja tu nic zabawnego nie widzę.
-No nie gniewaj się – cmoknęła go w policzek i wyprostowała się – on jest tylko instruktorem tańca. Nic dla mnie nie znaczy oprócz tego, że dobrze uczy tańczyć. Ty jesteś moim chłopakiem, ciebie kocham i to na tobie mi zależy. Z tobą chcę przetańczyć całe życie – spojrzała mu w oczy – Żaden inny facet się dla mnie nie liczy.
Na usta James’a wpłynął powoli uśmiech. Wyciągnął ręce w jej kierunku, a ona oparła się na nim i pocałowała. Jego dłonie znów powędrowały pod koszulkę dziewczyny.
-Jesteś niegrzeczny, wiesz? – cmoknęła go w szyję, potem zeszła nieco niżej, aż do brzucha chłopaka.
-Ty też grzeczna nie jesteś – przyciągnął ją znów do siebie i namiętnie pocałował.
* * *
-U nas ich nie ma – powiedziała Amy schodząc do pokoju wspólnego.
-Pewnie siedzą w naszym dormitorium – rzekł Syriusz i wszyscy ruszyli schodami na górę. Stanęli przed drzwiami do pokoju chłopców. Nagle można było usłyszeć śmiech i to nie jeden. Łapa wszedł do dormitorium. Za nim wpadła reszta towarzystwa. Stanęli jak wryci. Lily siedziała okrakiem na James’ie, który na wpół leżał opierając ręce za głową, i oboje z czegoś się śmiali. Dopiero po chwili zauważyli towarzystwo.
-Cześć – powiedziała Ruda – przepraszam, że nie dotarliśmy, ale chyba nie macie nam tego za złe?
-Eee… Nie, jasne, że nie – odparła Amy spoglądając dość dziwnie na parę zajmującą łóżko.
Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał Syriusz.
-Czyli już nie jesteście pokłóceni?
-A jak myślisz?
-Kochanie, nie zmuszaj go do tego – wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Łapy.
-Ha ha ha – zaironizował – weźcie nie róbcie z nas debili.
-Jak już to z ciebie – zachichotał Peter i usiadł na swoim łóżku.
-Przyjaciele. Pfff! – prychnął Syriusz i obrażony zajął miejsce na swoim posłaniu.
-Ty się nie fochaj nam tutaj – powiedziała Lilka rzucając w niego poduchą – a wy czemu stoicie w drzwiach?
-Tak jakoś… - Remus zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku, natomiast Amy wyszła na chwilę, a kiedy wróciła, była już w kapciach i bez płaszczyka.
-Więc pogodziliście się? – zaczęła.
-Tak, to było małe nieporozumienie – Lily uśmiechnęła się do przyjaciółki i usiadła przodem do reszty, wciąż na kolanach James’a, który splótł swoje dłonie na jej brzuchu i oparł sobie brodę na ramieniu swojej dziewczyny.
* * *
-Lilyanne, musimy pogadać – powiedziała Drabina pewnego dnia, gdy wychodziły z ostatnich zajęć.
Ruda wiedziała, że czeka ją poważna rozmowa z przyjaciółką. Nigdy nie mówiły do siebie pełnymi imionami, chyba, że sprawa była szczególnej wagi. Amy coś podejrzewała, gdyż jej przyjaciółka nigdy nie zachowywała się w taki sposób. Zwykle unikała czułości w miejscach publicznych, a tymczasem okazało się, że sama zabiega o uwagę James’a. Tym razem także cmoknęła swojego chłopaka w policzek i obejmując się ruszyli do wieży Gryffindoru.
Kiedy Lily poszła odłożyć książki Amy zamknęła drzwi i oparła się o nie.
-Powiedz mi, co się między wami zmieniło?
-Między nami to znaczy…?
-Między tobą a James’em. Bo jest inaczej. Ja to widzę – powiedziała, po czym szybko dodała – nie twierdzę, że to źle.
-Kochaliśmy się – powiedziała najspokojniej w świecie Lily wyjmując książki z torby i kładąc je na biurku.
-I ty to mówisz tak spokojnie? – Amy podeszła szybko do przyjaciółki i rzuciła jej się na szyje – tak się cieszę!
-Że się kochaliśmy? – zaśmiała się Ruda.
-Że tak dobrze między wami się układa, że znalazłaś kogoś na całe życie, że jesteś szczęśliwa. Och, Lily… - przytuliła kumpelkę – a jak było?
-Wiedziałam, że w końcu o to zapytasz – uśmiechnęła się – powiem ci, że nie wyobrażałam sobie tego tak, bo było nawet lepiej! Cieszę się, że zrobiłam to z kimś kogo kocham i to z wzajemnością. Wiesz, że to był także pierwszy raz James’a?
-Żartujesz!
-Nie-e – pokręciła głową – też w to nie wierzyłam na początku.
Amy usiadła na łóżku Lily i przyglądała się jak ta układa pergamin i pióra na biurku.
-Lily?
-Tak?
-Ja jeszcze nie muszę tego robić, prawda?
Ruda spojrzała na przyjaciółkę uważnie, przerywając wcześniejszą czynność i siadając obok niej. Ujęła dłoń Drabiny i wzięła głębszy oddech.
-Amy, nikt cię do niczego nie zmusza. Ja zrobiłam to, bo czułam się gotowa. W końcu mamy po szesnaście lat. No, prawie siedemnaście.
Szatynka odetchnęła z ulgą.
-Chyba możemy iść na obiad – uśmiechnęła się i obie wymaszerowały do swoich chłopców.
* * *
-Alex, miło mi cię znów widzieć – powiedział chłopak ukazując zęby w uśmiechu.
-Ciebie też miło widzieć Zach – cmoknęła go w policzek.
-To co, idziemy? – podał jej rękę i ruszyli do lochów. Stanęli przed kamienną ścianą. – Masz ochotę to powiedzieć?
-Oczywiście. Język węży - ściana rozsunęła się ukazując ciemnozielony pokój wspólny Ślizgonów.
-Witamy naszą Alex – zaczepiła ją jakaś dziewczyna. Odpowiedziała jej skinieniem głowy.
Zach poprowadził ją do korytarza, gdzie mieściły się męskie dormitoria.
-Cześć Nott. O i nasza koleżanka też jest – zaczepił ich blondyn.
-Jak widzisz Malfoy, dziewczyn nam w Slytherinie nie brakuje, ale takich to nie ma – uśmiechnął się do Alex.
-Dziwne, że jesteś w Gryffindorze. Z taką czystą krwią na zmarnowanie. Ech… - westchnął teatralnie – Cóż, zobaczymy się za chwilę. Pójdę tylko po Narcyzę i Bellę.
-Oczywiście, czekamy tam gdzie zwykle – odparł i razem z Czekoladką skierował się do swojego dormitorium.

komentarze [8]



Jazda konna, tajemnica i niespodzianki


niedziela, 11 listopada 2007||22:09:34

Święto ludzie! Dodałam notkę! Wiem, że na pewno grono moich czytelników bardzo się z tego ucieszy :) Po tak długiej niemocy twórczej w końcu przyszła do mnie wena, płaszcząc się przede mną i prosząc bym ją "wykorzystała" :P czyż mogłam odmówić? :P Notka jak widać standardowa czyli siedem stron Word'a :D Takie teraz będą się pojawiać. Usiłowałam pisać krótsze, ale częściej, jednak z powodu wyżej wymienionej weny nie mogłam. Dlatego dobrze, że wróciła. Od razu mam też wielką prośbę! Każdy kto chce być powiadamiany o nowych notkach niech wpisze mi się do księgi gości i poda adres bloga, mail bądź numer GG. Tak po prostu będzie mi łatwiej, bo nie mam już pojęcia kogo informować, sama się w tym pogubiłam. Dlatego pomóżcie mi to ogarnąć i skrobnijcie namiary na siebie. A teraz... Miłego czytania! :*


-Bee, nie wstaję… - jęczał James.
-A ruszaj się, bo cię zrzucę – Lily zapowiedziała ostrym głosem szturchając chłopaka.
-Nieee….
-Taaak – odparła przeciągając tak jak on sylaby.
-Dzisiaj jest niedziela. Proszę, daj mi spać – James odwrócił się na drugi bok i przykrył kołdrą.
-Ale jest już prawie druga popołudniu – odparła Ruda zrezygnowanym tonem siadając na skraju lóżka.
-Druga? – Rogacz otworzył oczy i usiadł obok dziewczyny – Znaczy, że przespaliśmy śniadanie? A zaraz będzie obiad?
-Dokładnie tak.
-No to ja idę do łazienki – cmoknął Lily w policzek, wstał i już szedł pod prysznic, kiedy zatrzymał się w pół kroku – ej, a oni jeszcze śpią.
-No śpią.
-Czemu ich nie budzisz, a mnie zrzucasz z łóżka? – stanął przed nią i oparł dłonie na pościeli obok jej ud. Jego oczy były na wysokości oczu Rudej. Uśmiechał się zawadiacko.
-Bo tak sobie pomyślałam… - zapatrzyła się w te dwie czekoladki. Chłopak nie przestawał się uśmiechać. Widział jak na nią działał. Potrząsnęła głową, jakby chciała się obudzić – Pomyślałam, żebyśmy może poszli na spacer. We dwójkę.
-Hmm, kuszące.
-Ostatnio mało czasu spędzaliśmy sami, bo ciągle byliśmy z resztą paczki.
-To jest bardzo dobry pomysł – powiedział cicho i zbliżył swoje usta do warg dziewczyny. Delikatnie pocałował i uśmiechnął się.
-Widzę, że ty już ubrana i wykąpana. Ja idę się umyć. Za dziesięć minut będę gotowy.
Zniknął w łazience, a Lily opadła na łóżko z nieobecnym spojrzeniem i uśmiechem błąkającym się po ustach. Po chwili jednak wstała i poszła do własnego dormitorium ubrać coś cieplejszego. Kiedy ubierała buty usłyszała pukanie.
-Proszę!
-Gotowa? – zapytał James wchodząc do pokoju.
-Prawie – założyła jeszcze szalik i spojrzała w lustro ze sceptyczną miną.
-Pięknie wyglądasz. Chodź – uśmiechnął się i złapał dziewczynę za rękę.
Wyszli na błonia i skierowali się do zamarzniętego jeziora. Spacerowali jego brzegiem.
-James?
-Tak?
-Czy były jakieś nowe wieści na temat ataków na czarodziejów z rodzin mugolskich?
-Nic mi o tym nie wiadomo – odparł szczerze.
-Mimo wszystko się boję. Może pójdę porozmawiać z McGonagall?
-Lepiej nie – powiedział od razu, a Lily spojrzała na niego zaskoczona. Pospieszył z wyjaśnieniem - Nie chodzi o to, że cię odciągam czy coś, ale jeśli powiesz coś niestosownego… Znaczy wygadasz się przypadkiem o tym, co słyszałaś w Hogsmeade, to możemy mieć niezłe kłopoty.
-I to mówi James „Rogacz” Potter? Największy żartowniś i postrach szkoły? Ten, który rzekomo się niczego nie boi?
Chłopak zatrzymał się i spojrzał Lily w oczy.
-Nie boję się o siebie, ale o ciebie. Bo jeśli rzeczywiście ktoś poluje na osoby takie jak ty, to powinnaś zostać w Hogwarcie tak długo jak tylko się da.
Ruda pojęła w mig wszystko, co powiedział jej James. I miał rację. Milcząc podążyła znów brzegiem jeziora, a Rogacz tuż obok niej.
-Mam pomysł – James nagle wskoczył przed Lily i szedł twarzą do niej.
-Jaki? – zapytała automatycznie, ale z nutką ciekawości.
-Tylko… Musisz mi zaufać.
-Dobrze wiesz, że ci ufam.
-No tak, tylko, że… Eee bo…
-Wyduś to z siebie – powiedziała Lily, którą zaczęło bawić jąkanie się Rogacza.
-Ty jesteś jednorożcem, ja jeleniem, więc może byśmy tak… Pobiegali sobie po Lesie? – spojrzał na nią z minką kotka na mrozie.
-Ostatnio, kiedy ganiałam sobie po Lesie źle się to dla mnie skończyło – powiedziała Lily opuszczając wzrok i przygryzając wargę.
-Jak to? – zapytał zdziwiony.
-Ech – westchnęła – Pamiętasz jak leżałam w Skrzydle Szpitalnym z rozcięta ręką? Po wykrwawniku złośliwym?
-Tak, pamiętam – uśmiechnął się na samo wspomnienie, kiedy był „ochroniarzem” Lily, zanim jeszcze chodzili ze sobą.
-On rośnie tylko w Zakazanym Lesie – powiedziała poważnie.
Natychmiast uśmiech zniknął z twarzy James’a. Milczał. Z jego miny można było wywnioskować, że głęboko się nad czymś zastanawia. Po chwili odezwał się głosem na wpół pełnym wyrzutu i na wpół zrozumienia.
-To było nierozsądne, że do czegoś takiego dopuściłaś – Lily poczuła się jak małe dziecko, które stłukło ulubioną filiżankę mamy – Na mnie mówisz, ale tobie też przydarzają się sytuacje, które musisz odreagować. Na szczęście znam Las na tyle dobrze, żeby swobodnie się po nim poruszać i nie zrobić sobie krzywdy.
Ruda milczała ze wzrokiem wbitym w ziemię.
-Lily, przecież nie robię ci wyrzutów z tego powodu – podszedł do niej i objął delikatnie. Założył jej kilka niesfornych kosmyków za ucho i zmusił, aby spojrzała na niego – Chodź, pogalopujemy sobie trochę.
-Nigdzie nie idę.
-Idziesz, albo cię zaniosę – uśmiechnął się i cmoknął ją w czubek nosa – a swoją drogą przynajmniej wiem, że jesteś idealną dla mnie dziewczyną, skoro też umiesz się wpakować w niezłe, choć niebezpieczne, tarapaty.
-Bardzo śmieszne – burknęła.
-No chodź już. Na pewno dobrze ci to zrobi – złapał ją za rękę i poprowadził wzdłuż Lasu. Gdy drzewa zasłoniły zamek wślizgnęli się między krzewy. Lily spojrzała na James’a z lekkim wahaniem. Dostrzegł to, bo delikatnie ujął jej dłoń i musnął ustami.
-Jeśli chcesz to możemy wracać.
-Nie – zaprzeczyła cicho, ale stanowczo.
-To powiedz, co jest nie tak?
-Boję się, że może nas ktoś zobaczyć – powiedziała dokładnie to, o czym myślała.
-Tego miejsca nikt nie zna, ale jeśli chcesz możemy iść jeszcze dalej, gdzie na pewno nikogo nie poniesie.
To ją uspokoiło. Cmoknęła chłopaka w policzek i odsunęła się nieznacznie. Już po chwili przed nim nie stała rudowłosa dziewczyna, a piękny jednorożec zarzucający jedwabistą grzywą. Rogacz uśmiechnął się pod nosem i zaraz jeleń o złotawej sierści ocierał się szyję towarzyszki. Uszczypnęła go delikatnie zębami jak klacz źrebię i kiwnęła głową w stronę lasu. James ruszył stępem przez zarośla, a w ślad za nim i Lily. Gdy krzewy się przerzedziły oboje przeszli do kłusa. Gdyby ktoś teraz zobaczył te dwa zwierzęta pomyślałby, że niemal płyną w powietrzu. Ruch obojga był płynny i lekki. Grzywa falowała od pędu powietrza. Można było usłyszeć miarowy stukot ośmiu kopyt. Nie długo im zajęło dostanie się na ogromną wolną przestrzeń, otoczoną pniami, niemalże w samym środku lasu. Korony drzew bardzo się rozrosły tworząc baldachim z liści i gałęzi, przez który nieśmiałe promyki słońca przedzierały się w poszukiwaniu skrawka trawy czy czegokolwiek innego co nie jest śniegiem, a co mogłyby oświetlić. Oboje stanęli na polance. Lily opuściła głowę, by obwąchać ziemię, jak to koń, a Rogacz w tym momencie polizał ją po chrapach, chcąc zapewne pocałować swoją dziewczynę. Parsknęła cicho, co zabrzmiało jak śmiech. Rogacz przekłusował naokoło niej unosząc dumnie głowę z porożem i prężąc się niczym struna. Strasznie to rozbawiło Lily, więc zaczęła kłusować za nim. Robiła jednak dłuższe kroki. Nic dziwnego skoro była niemal dwa razy większa niż on. Kopyta miękko odbijały się od mchu. Jeleń przystanął i przypatrywał się swojej dziewczynie jak z gracją przechodzi w galop i przeskakuje jeden ze zwalonych i nieco spróchniałych pni. Zamienił się z powrotem w siebie, czyli James’a. Gdy Lily to dostrzegła kłusem ruszyła w jego stronę.
-Lily, nie zmieniaj się jeszcze – poprosił. Koń przystanął, zastrzygł uszami i spojrzał na niego zdziwiony – Może to nieco głupie, bo nigdy konno nie jeździłem, ale kiedy tak skoczyłaś przez ten pień i galopowałaś…
Nie musiał mówić nic więcej. Lily potrząsnęła głową i uklęknęła przed nim, zupełnie jak tresowany koń, robiący ukłon.
-Czy to znaczy, że mogę? – zapytał nie dowierzając.
Dziewczyna pokiwała mu głową. Uśmiechnął się szeroko i wspiął się na jej grzbiet.
-Ale, czego ja się mam trzymać?
W odpowiedzi Lily znów potrząsnęła głową, co spowodowało falowanie jedwabistych pasemek. James zorientował się, że chodzi o złapanie się grzywy.
-A nie będzie cię bolało?
Znów potrząśnięcie łbem, z jednoczesnym parsknięciem. Dziwnie przypomniało to James’owi swoiste prychanie w wykonaniu Lily, gdy jej się coś nie podobało albo uważała kogoś za imbecyla, gdy się wypowiadał.
-Dobra, trzymam się.
Lily ruszyła stępem naokoło polany. James starał się rozluźnić i zapomnieć, że pod nim spokojnie idzie jego dziewczyna a nie najzwyklejszy koń. No, może nie taki najzwyklejszy. W końcu to jednorożec. Nim się zorientował Lily przeszła do kłusa i chłopak musiał się wczuć w rytm, by nie spaść. Po kilku kółkach przyspieszyła i przeszła w galop. James zrozumiał, co tak kochają wszyscy koniarze. Wiatr we włosach, przyjemny chłód powietrza, ciepło zwierzęcia… Mimowolnie się uśmiechnął i przymknął powieki nadal trzymając się grzywy. Kiedy otworzył oczy zorientował się, że najeżdżają na przeszkodę. Nie było czasu by się przygotować. Zamknął nogi na bokach konia i mocno złapał się pasemek grzywy. Po chwili już frunęli nad pniem. Mimo, że nie trwało to długo wydawało się wiecznością. A było przy tym tak cudownym przeżyciem, iż James wiedział, że zapamięta to do końca życia.
-Lily, jesteś zmęczona? – zapytał, kiedy zdał sobie sprawę, że przecież ona nie jest robotem i nie może tak wozić go kiedy mu się tylko spodoba. Oczywiście zaprzeczyła, ale on i tak wiedział swoje.
-Ale ja mam już dość jak na jeden raz – była to po części prawda. Lily zatrzymała się, a James zgrabnym ruchem zsunął się z jej grzbietu, po czym znów zmienił się w jelenia. Pogalopował i skoczył przez tę samą przeszkodę. Lily stała przodem w kierunku, z którego przybiegli. James zrozumiał to doskonale – czas wracać. Pokłusował spokojnie, ona obok niego. Gdy znaleźli się już prawie przy granicy Lasu, zatrzymali się i zmienili z powrotem w ludzkie postaci. Lily uśmiechnęła się promiennie.
-Dziękuję – pocałowała go delikatnie w usta, objął ją i splótł dłonie na jej plecach.
-Mówiłem – wyszczerzył zęby.
-Ale zapomniałeś o jednej rzeczy. Jednorożce jak i konie nie męczą się tak szybko. To znaczy, że spokojnie mogłabym cię jeszcze powozić – uśmiechnęła się trącając go delikatnie w ramię. Z jego gardła wydobył się dźwięczny śmiech.
-Dobra, ty mnie woziłaś, teraz moja kolej – ustawił się do niej tyłem. Lilka wskoczyła mu „na barana”.
-Wio koniku! – zaśmiała się, a James udając rżenie truchtem puścił się przez błonia – Dobra, zwolnij mój drogi, bo się połamiesz jeszcze.
-No wiesz co? – oburzył się, ale zaraz potem zaczął się śmiać.
Przeszli tak przez cały zamek i do dormitorium chłopców, gdzie lokatorzy byli już ubrani i szykowali się do wyjścia na obiad.
-A wy gdzie się podziewaliście? I czemu nas nie obudziliście? – zapytał Syriusz od progu.
-Też mówię ci „dzień dobry” – zaśmiała się Lily – Byliśmy na spacerze. Właśnie mamy zamiar wybrać się na śniadanie. Znaczy obiad. To ja idę po dziewczyny.
Ruda poszła do własnej sypialni, gdzie jej współlokatorki doprowadzały się do porządku. Zadały to samo pytanie co Syriusz i otrzymały tę samą odpowiedź.
-Powiedz nam chociaż co robiliście – Cas już zatarła ręce.
-Spacerowaliśmy sobie tu i tam. Mroźno jest.
-Lilka, nie wykręcaj się.
-Oj no dobra, pogalopowałam sobie co nieco i pouczyłam James’a jeździć konno.
-Dałaś mu się dosiąść? – zapytała z niedowierzaniem Amy.
-A dlaczego nie? Fajnie było – Lily uśmiechnęła się promiennie.
-Lilka…
-Nie ma mowy! Nie jestem koniem – powiedziała z lekkim uśmiechem, od razu wiedząc, o czym myślą jej przyjaciółki.
-Potterowi to pozwoliłaś – powiedziała naburmuszona Cas. Uśmiech który był na twarzy Lily nagle zniknął, a jej głos zabrzmiał wręcz lodowato:
-To jest James, mój chłopak.
-Kiedyś to mówiłaś do niego po nazwisku.
-To było KIEDYŚ jak słusznie zauważyłaś. I nie obrażajcie się z tego powodu. On to co innego, a wy co innego.
-Tak, oczywiście.
-Och, Cassy, przestań, proszę cię. Robiłabyś to samo na moim miejscu. Zresztą niepotrzebnie wam się przyznałam – wyszła z dormitorium starając się nie trzaskać drzwiami.
-Cassidy, przesadziłaś – zaczęła Monica rzeczowym tonem – To chyba normalne, że chłopakowi pozwala na więcej. I ma rację, nie jest jakimś szkółkowym koniem do nauki jazdy. Jasne, że ja też chciałabym pojeździć na jednorożcu, ale byłoby mi głupio ze świadomością, że siedzę na mojej przyjaciółce. Powiedz sama, jak ty byś się czuła na jej miejscu? Wcale też nie musiała nam mówić, że jest animagiem. Zrozum ją i nie bądź egoistką. Idę po Josha. – Monia również opuściła dormitorium.
Blondynka siedziała nachmurzona. Była zła na siebie, że naskoczyła na Lily, i zła na dziewczyny, że naskoczyły tak na nią.
-Wiesz dobrze, że nie chcemy się kłócić, ale ja i tak uważam, że to Lilka ma tutaj rację. I w pełni zgadzam się z tym co powiedziała Monica – Amy zabrała głos – Idziemy na obiad. Idziesz z nami czy chcesz zostać sama?
-Idę – mruknęła cicho i podniosła się z łóżka.
W pokoju wspólnym czekała Monica i Josh.
-Reszta już poszła – powiedział chłopak i ruszył w stronę dziury pod portretem.
Kiedy wszyscy już siedzieli na stołówce i jedli obiad panowała dziwna cisza między dziewczynami. Chłopcy bardzo chcieli wiedzieć o co chodzi, jednak nie ośmielili się zapytać. Dopiero kiedy po śniadaniu cała paczka zebrała się w męskim dormitorium James zapytał:
-Powiecie mi co jest grane? Od rana dziwnie się zachowujecie – patrzył po kolei na każdą z dziewczyn.
-Później ci powiem – odparła Lily unikając jego wzroku.
-Skoro tak…
Zapadła dość niezręczna cisza.
-Lily, mogę z tobą porozmawiać? – odezwała się cicho Cassidy. Jej policzki przybrały odcień różu, gdy tylko oczy wszystkich zwróciły się ku niej.
-Dobra – odparła Ruda i wstała z lóżka kierując się do drzwi. Blondynka poszła za nią. Poszły do dormitorium dziewczyn.
-Słuchaj – zaczęła nieśmiało Cas – może przesadziłam, rzeczywiście. Po prostu ci zazdroszczę, że masz takiego fajnego chłopaka i tak wam się dobrze układa.
-Przecież ty masz Michael’a. O co więc chodzi?
-Może i mam. Tylko, że my nie potrafimy się tak wygłupiać jak wy, tak rozmawiać…
-Przecież dopiero co zaczęłaś z nim chodzić! – Ruda otworzyła oczy ze zdumienia i zrozumiała co się dzieje z jej przyjaciółką. Objęła ją delikatnie ramieniem – Nie masz o co być zazdrosna. Jak poznacie się lepiej to nawet będziecie jeszcze bardziej szaleć niż ja i James. Wierz mi, to z czasem przyjdzie.
-Myślisz?
-Ja nie myślę, ja wiem.
Obie zachichotały i zgodnie wróciły już w lepszych humorach do dormitorium chłopców.
-I co? – zapytał James od progu.
-A co ma być? Pogadałyśmy sobie jak zwykle – udzieliła mu odpowiedzi jego dziewczyna.
-Czyli, że już wszystko ok?
-Jak najbardziej – dodała Cas.
-No to w takim razie ja mam pomysł… – zaczął Syriusz, ale Amy mu przerwała:
-Nie, dziękujemy ci bardzo, ale nie skorzystamy. Posiedzimy tu sobie i pogadamy. Może kulturalnie w karty pogramy.
* * *
Święta zbliżały się nieubłaganie. Uczniowie Hogwartu na ostatnim w tym roku wypadzie do Hogsmeade nakupowali masę prezentów dla rodzin i przyjaciół. Czuło się wszechogarniający nastrój choinki i kolęd. Śnieg sypał ostatnio cały czas, tak, że zostały odwołane zajęcia „terenowe” czyli zielarstwo i ONMS. Jednak treningi quidditcha trwały nadal, bo tuż przed przerwą świąteczną miał się odbyć mecz Ravenclaw kontra Slytherin. Lily z kolei wciąż miała w myślach słowa huncwotów: „zobaczysz za pół roku”. Co to miało znaczyć? Miała nadzieję, że się wkrótce dowie, bo obiecane pół roku właśnie się zbliżało.
-Panna Evans?
-Tak? – zapytała nieco rozkojarzona Slughorna, który wpatrywał się w nią intensywnie.
-Powiedz mi co dodaje się do eliksiru z jeżozwierza by otrzymać silnie działający środek przeciwbólowy.
Lily szybko przegrzebała pamięć.
-Korzeń majówki niepospolitej.
-Bardzo dobrze. Pięć punktów dla Gryffindoru – pochwalił ją i oddalił się by zapytać o coś kolejnego ucznia.
-Co się tak zamyśliłaś? – szepnął jej do ucha James.
-Tak jakoś – odparła z uśmiechem. Rogacz położył jej dłoń na udzie i wyszczerzył zęby.
Na szczęście lekcja szybko się skończyła i cała gromadka naszych bohaterów ruszyła na upragniony obiad.
-Jestem niemiłosiernie głodna – powiedziała Lily „rzucając” się na tłuczone ziemniaki. I co dziwne, na brukselkę.
-Faktycznie musisz być głodna – zaśmiał się Remus – ty nienawidzisz brukselki!
-A może ty w ciąży jesteś? – zapytała dla żartu Amy, świetnie udając przerażenie.
-Zapomniałam wam powiedzieć, wiatropylna jestem – i zaczęła się śmiać razem z resztą.
Po obiedzie wszyscy rozsiedli się w dormitorium dziewczyn. Wszyscy prócz Alex, która zniknęła gdzieś przebąkując coś o bibliotece i Cas, która poszła na randkę z Michael’em. Za to za Monicą przypałętał się Josh. Syriusz wygodnie rozłożył się na łóżku Cas i zaczął opowiadać głupie dowcipy, podczas, gdy Siwa i jej chłopak zaczęli małpować gestykulację Łapy, a reszta się z nich śmiała.
-Cieszę się, że wam się podobają moje dowcipy – Syriusz był z siebie dumny, a Amy, Lily, Remus i James zaczęli się śmiać jeszcze głośniej.
-Ej, dobra, ja już skończyłem. No z czego się śmiejecie? – zapytał zdezorientowany.
Niestety odpowiedzi nie uzyskał na co się obraził. Szybko jednak wrócił do normalnego stanu.
* * *
Alex szła korytarzami Hogwartu zmierzając do sali wejściowej. Portrety rozmawiały między sobą, za oknem przelatywały ptaki i sypał delikatnie śnieg. Opatuliła się szczelniej swetrem. Kiedy dotarła na schody prowadzące do wrót ujrzała na dole postać, przyglądającą się jakiejś zbroi. Zeszła cicho po schodach. Gdy była już blisko postać odwróciła się. W świetle świec można było dostrzec twarz przeciętnego chłopaka o bladej cerze, wręcz granatowych oczach i czarnych włosach. Był dobrze zbudowany i wysoki.
-Cześć – powiedział cicho do stojącej przed nim Alex i uśmiechnął się – fajnie, że przyszłaś.
* * *
Lily przeciągnęła się i odsunęła kotary. Była sama w dormitorium. Spojrzała na zegarek, którego tarcza wskazywała za osiem dziewiątą.
-Dziwne – pomyślała dziewczyna – przecież dzisiaj jest dwudziesty piąty grudnia, a tu nikogo nie ma?
Spojrzała na stos paczek w nogach jej łóżka. Jedno pudło było tak wielkie, że zajmowało prawie pół pokoju! Lily zaczęła się zastanawiać od kogo może być. Nie zwróciła nawet uwagi, że drzwi od łazienki są uchylone, a prezenty reszty dziewczyn nie są w ogóle odpakowane. Podeszła ostrożnie do pudełka i przyłożyła do niego ucho. Nic nie było słychać. Co też to mogło być? Zwierzę odpada, bo zapewne chciałoby się wydostać na zewnątrz, poza tym miała już sowę i psa. Rozejrzała się po dormitorium. Neo nigdzie nie było. Pomyślała, że pewnie James zabrał go na spacer. Ale dlaczego nikt jej nie obudził. Czyżby nagle przeniosła się do jakiegoś innego świata? Postanowiła w końcu odpakować największe pudełko jako pierwsze, co oznaczało, że ciekawość wygrała.
Powoli zdejmowała papier. Z każdym jej ruchem ciekawość rosła. W końcu dostała się do wieka. Uniosła je z pewnym ociąganiem. Kiedy odrzucała je na łóżko odwróciła od prezentu wzrok. Nagle z okrzykiem „wesołych świąt” z paczki wyskoczył James owinięty czerwoną wstążką i z wielką kokardą na piersi. Lily aż podskoczyła po czym zaczęła się śmiać.
-Więc to było to „pół roku”? – zapytała przez łzy, które pociekły od śmiania się.
-Tak. Prawda, że jestem ślicznym prezentem? – wyszczerzył się.
-Ależ oczywiście – James wyszedł z pudełka a Lily chcąc się do niego przytulić musiała najpierw zdjąć kokardę. Gdy tylko ją odpięła wstążka opadła na podłogę ukazując James’a w niebieskiej piżamie z napisem „Kocham Cię Lily”.
-Teraz już rozumiem – dziewczyna roześmiała się na nowo – gdybym nie chciała z tobą być w ten sposób byś mnie przekonał?
-Dobry miałem pomysł, czyż nie?
-Jak dla mnie zajebisty – usłyszeli głos dobiegający z łazienki.
-Syriusz wyłaź – Lily bezbłędnie go rozpoznała. Jednak na Łapie się nie skończyło. Z łazienki wyszła reszta towarzystwa z Josh’em włącznie.
-A więc to tak! – Lily złapała się pod boki. Wszyscy stali w piżamach i uśmiechali się do niej – To była zmowa paskudy jedne!
-Owszem, nie zaprzeczę – odparł James obejmując Rudą i całując w policzek – teraz czas na drugą część.
-Jaką? – zapytała od razu.
Rogacz pociągnął ją na łóżko i nim zdążył zasunąć kotary zauważyła, że pary oraz single jakie były obecne udały się na odpowiednie miejsca spania. James pocałował ją namiętnie po czym wygodnie się ułożył, a Lily legła obok niego wtulając się w jego słodką piżamkę.
-Skąd ty wytrzasnąłeś pomysł na taki prezent?
-Główka pracuje - cmoknął ją w czoło – ale teraz chciałaby iść spać.
-Przecież jest już po dziewiątej – zdziwiła się Ruda patrząc uważnie na swojego chłopaka.
-My wszyscy wstaliśmy o szóstej i trochę senni jesteśmy – ziewnął na poparcie swojej tezy.
Lily uśmiechnęła się do niego i przytuliła.
* * *
Alex upewniła się, że wszyscy śpią, cichutko ubrała się i wyszła z dormitorium. Ruszyła znaną sobie drogą. W sali wejściowej spojrzała na zegar. Była prawie dziesiąta. Skręciła w korytarz prowadzący do lochów. Dotarła do posągu smoka mieszczącego się w jednej z wnęk ślepej, na pierwszy rzut oka uliczki. Po chwili dotarł do niej chłopak. Pocałował gorąco w usta.
-Miło, że przyszłaś.
-Też się cieszę.
-To idziemy?
Zawahała się przez chwilę po czym kiwnęła głową. Brunet objął ją w pasie i poprowadził do końca korytarza. Stuknął w jedną z cegieł a ściana odsunęła się ukazując przejście. Weszli tam oboje i zniknęli w ciemności. Przejście za nimi zasunęło się z głuchym łoskotem.

komentarze [3]



Jak to jest pod ladą i nauczycieli wieczorne rozmowy


piątek, 7 września 2007||22:38:51

-O święta Heleno z Trzebiatowic Środkowych! Szykujcie trumny – powiedział Syriusz patrząc w stronę okna. Jak na komendę wszyscy odwróciliśmy się w tamtym kierunku. Serca zabiły nam mocniej. Za szybą stała profesor McGonagall!
-Musimy szybko coś wymyślić! – powiedział rezolutnie mój chłopak.
Na twarzach reszty widziałam nie tyle niepokój co panikę. Za to Syriusz nagle się uspokoił i każąc nam czekać podszedł do madame Rosmerty.
-Moja kochana, mamy do ciebie malutką prośbę – zaczął robiąc te swoje maślane oczka.
-Słucham mój drogi – nachyliła się do niego przez ladę. O mało biust jej nie wypłynął. Nie ma to jak gorset…
-Widzisz, bardzo nie na rękę nam jest, że za drzwiami stoi profesor McGonagall. Miało jej tu dziś nie być, a my przyszliśmy kupić jej prezent na urodziny. Jeśli by nas tu zobaczyła to na pewno zorientowałaby się, dlaczego tu jesteśmy i nie byłoby niespodzianki. Mało tego, mogłaby niesłusznie dać nam szlaban, bo nic nie wie o pozwoleniu od profesora Dumbledore’a – łgał jak najęty! Przyznam, że sama bym mu uwierzyła – Czy mogłabyś czymś ją zająć?
-Ależ wtedy nie uda wam się stąd wymknąć i z pewnością was zobaczy – łyknęła haczyk, jaki zarzucił Łapa. Teraz sama chce nam pomóc!
-Och, rzeczywiście, ależ ze mnie gapa – udał, że się speszył i nachylił do niej bardziej.
-Nie szkodzi, nie szkodzi – machnęła ręką rumieniąc się – chodźcie szybko za ladę, tam przeczekacie aż sobie pójdzie.
Cała nasza grupa podreptała szybko we wskazane miejsce, nie zapominając oczywiście o naczyniach. Pod ladą nie było zbyt wygodnie, bo musieliśmy się tam zmieścić w siedem osób. Jakoś tak samo wyszło, że leżałam na Jimmy’m, Amy na Remusie, a reszta gniotła się jakoś koło siebie. Peter i Cas zaczęli niemalże sapać, bo zaczęło się robić duszno.
-Uwaga, bądźcie cicho, bo właśnie idzie – szepnęła do nas Rosmerta, chowając pod ladę jakąś miskę, która zapewne była pretekstem, by się do nas nachylić.
-Witam Rosmerto – usłyszeliśmy głos McGonagall. Wszyscy zamarliśmy – zwykle nie przychodzę, aż pod sam bar, ale dziś jest wyjątkowy spokój, więc mamy chwilkę, żeby porozmawiać.
O nie! Jak one będą gadać to do zamknięcia lokalu się stąd nie zdążymy zmyć. A wtedy to szlaban murowany. Czemu ja dałam się w to wplątać? Odpowiedzi nie uzyskałam, ale za to mój kochany chłopak zaczął mnie molestować. Konkretniej jego rączki biegały tu i ówdzie, a usta zaczęły się dobierać do mojej szyi. A to wampir jeden. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie okoliczności – pod ladą, w pubie, z McGonagall nad głową. Nawet nie miałam jak powiedzieć James’owi, że to nie miejsce i czas na takie harce i przez przypadek walnęłam łokciem w ladę.
-…i widziałam tam taką ładną niebieską szatę z… Co to było? – zapytała Minerva przerywając swoją wypowiedź. Cholera jasna! Ale ze mnie niezdara.
-Nic, nic, to tylko ja wykonałam ruch nogą i uderzyłam – Rosmerta wyratowała nas z opresji i psorka chyba jej uwierzyła, bo nie pytała o nic więcej. Ja starałam się już leżeć spokojnie i nawet Jim już nic nie kombinował.
-No to wracając do sprawy szaty…
Całe szczęście po jakichś pół godziny nauczycielka poszła i Rosmerta z uśmiechem pozwoliła nam wyjść spod lady. Byliśmy ukurzeni i porządnie wymięci. Mało tego, musiałam się poprzeciągać, żeby wszystkie kości odpowiednio ponastawiać po tym gnieżdżeniu się na tak małej przestrzeni.
-Nigdy więcej – szepnęłam strzepując sobie resztki kurzu z ubrania.
-Chłoszczyść! – mruknął Remus i już był czysty.
-Jasny gwint, znowu o tym zapomniałam – powiedziałam, a chłopcy zaczęli się ze mnie podśmiewywać.
-Pewnie, śmiejcie się z cudzego nieszczęścia, goryle jedne. A z tobą Syriusz to ja już sobie osobiście porozmawiam – zapowiedziałam z groźnym wyrazem twarzy, na co James tylko parsknął śmiechem – Ty będziesz następny – mina mu nieco zrzedła – Idziemy.
Ruszyli za mną do wyjścia. Dla bezpieczeństwa rozglądnęłam się jeszcze czy gdzieś nie ma kogoś, kto by nam zaszkodził i zgodnie udaliśmy się do Wrzeszczącej Chaty. Niestety niedaleko parku zobaczyłam Flitwicka.
-Szybko! Chować się! – szepnęłam i wszyscy pobiegliśmy w jakieś krzaki, gdzie było najciemniej i na pewno nas nie zauważy.
-Czy ich już pogięło do reszty? Muszą tak łazić za człowiekiem? – zbulwersował się Syriusz.
-Chciałabym ci przypomnieć, że to raczej ty za nimi łazisz, a nie na odwrót. Poza tym jesteśmy tu NIELEGALNIE – wytłumaczyłam mu.
-Tak, mamo. Mam szlaban na miotłę – zaczął się śmiać.
-Czekaj no! Zobaczymy jeszcze.
Kiedy już myśleliśmy, że wreszcie będzie spokój i wrócimy do Wrzeszczącej Chaty na horyzoncie zjawił się Slughorn i Sprout.
-O nie! Oni będą tędy przechodzić – Amy szepnęła przerażona widząc jak skręcają w alejkę biegnącą obok naszej kryjówki.
-Ani słowa, bo was uduszę, poćwiartuję i konserwy na zimę zrobię – ostrzegł James.
Nauczyciele zbliżali się wolnym krokiem. Cholera, czy oni nie mogą przebiec obok nas? A właściwie to co oni tak się do wioski zlecieli? Posiedzenie mają jakieś czy co?
-…że te ataki to nie przypadkowo. Dumbledore coś mówił odnośnie nieudolnego Ministerstwa Magii. Podejrzewa już kto za tym stoi, a minister jak zwykle udaje, że nic się nie dzieje – mówiła Sprout.
-Owszem, słyszałem, ale wydaje mi się, że aurorzy już coś z tym robią. Nie mogą zostawić ot tak sprawy tylu morderstw na niewinnych mugolach i czarodziejach z rodzin mugoli. No powiedzmy sobie szczerze, że nasz rząd nie jest zbyt dobry, ale chyba nie dopuszczają do takich zaniedbań.
-Nie wiem Horacy, ale ja tam wolę wysłuchać co ma do powiedzenia Album i jestem całkowicie po jego stronie.
-Ja też, oczywiście, ale z drugiej strony dziwię się, że nie chciał zostać ministrem magii. Przecież taki człowiek jak on na takim stanowisku na pewno coś by wskórał.
-Och, przecież nie zostawi swoich uczniów.
-Ach, tak, tak, wiem coś o tym. A może przyszłabyś kiedyś na spotkanie mojego Klubu Ślimaka? Zaiste nieźle się tam bawimy i…
Ich głosy powoli cichły i po chwili już straciliśmy ich z oczu.
-Biegiem do Wrzeszczącej Chaty, bo nie chcę się już natknąć na nikogo – powiedziała Amy.
Na razie nie chciałam poruszać tematu o jakim rozmawiała Sprout i Slughorn. Morderstwa? Ile ich było skoro Ślimak mówił, że aż „tyle”? Na dodatek chodzi o ludzi niemagicznych i czarodziejów pochodzących z takich rodzin. Ja do takich należę. Zasępiłam się nieco i nie bardzo odzywałam się w drodze do Wrzeszczącej Chaty, tunelu, a nawet, gdy szliśmy przez błonia prosto do zamku. W pokoju wspólnym byliśmy jakieś dziesięć po dziewiątej, czyli w granicach normy. Nie chcę nawet myśleć jak skończyłoby się, gdybyśmy wrócili później albo, co gorsza, gdyby McGonagall lub inny z nauczycieli nas złapał. Siedliśmy przed kominkiem. Syriusz i James zdawali się wcale nie przejmować tym, że mam ich na oku cały czas i zapowiedziałam im reprymendę.
-Zielona, a czemu ty taka zamyślona jesteś? – zapytał Łapa.
-Zastanawiam się czy dać wam szlaban czy tylko punkty odjąć.
-Weź nie żartuj kochana. Co tam szlaban czy punkty? Na mnie to już nie działa.
-Może to nie, ale wyrzucenie ze szkoły owszem – Syriusz spojrzał z niedowierzaniem, tak jak i James.
-Lil, żartujesz, prawda? – chciał się upewnić mój chłopak.
-Oczywiście, że nie żartuję. Zresztą porozmawiamy sobie później, jak dzieci pójdą spać.
-Rogacz, przypomniało mi się coś ważnego. Wiesz, jutro musimy rano wstać i powinniśmy się wcześniej położyć. No to dobranoc! – Syriusz chciał zwiać i był w połowie drogi do schodów, ale proste zaklęcie przyklejające nie pozwoliło mu oderwać nóg od podłogi. Odwrócił się i uśmiechnął z zakłopotaniem.
-I co teraz? – zapytałam zadowolona z siebie – James, nic nie rób, bo spotka cię kara – dodałam, nawet nie odwracając się do swojego chłopaka, bo wiedziałam, że daje znaki Łapie.
-Ja nic nie robię Lily, o co mnie podejrzewasz? Siedzę sobie spokojnie…
-Dobra, dobra. Wracaj na miejsce Syriusz.
Chłopak posłusznie usiadł.
-Lily, czy ty nie robisz z tego zbyt wielkiej afery? – zapytał cicho Remus.
-I ty jesteś prefektem? Zdrajca – uśmiechnęłam się.
-Lilka, no! To przecież twój chłopak i twój przyjaciel. No nie bądź taka – włączyła się Cas. A co oni założyli Towarzystwo Obrony James’a i Syriusza? Zaczęło się robić trochę pusto w PW, ale zadecydowałam, że chłopcy pójdą ze mną do ich dormitorium.
-Lily, ale naprawdę…
-Amy! Poradzę sobie.
Ruszyłam za nimi do pokoju, a gdy tylko weszliśmy zamknęłam drzwi.
-Siadajcie – uczynili to od razu, mając nieco skruszone miny. Nie przeszkodziło im to jednak by próbować się bronić.
-Lily, kochana ty nasza, wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra. Pamiętam, że obiecałem ci kiedyś wielki puchar lodów owocowych z Hogsmeade i tak myślę, że może…
-Cicho!
-Próbowałem – szepnął do James’a.
-Syriusz to było nieodpowiedzialne co zrobiliśmy.
-Właśnie. Co ZROBILIŚMY. Nie co ja zrobiłem. To nasza wspólna wina.
-Zgadzam się i dlatego nie dam ci za to żadnej kary, ale żeby mi się to więcej nie powtórzyło. Zrozumiano?
-O kurczę. Lily, ty naprawdę zrobiłaś się bardziej… no… wyrozumiała odkąd jesteś z Rogaczem.
-Dobra, przestań słodzić i zostaw nas na chwilę samych.
-Jasne, jasne, znów to wasze migdalenie się. Cholera, że się podglądać nie da no – to drugie zdanie dodał ciszej.
-Słyszałam to!
-Idę do reszty, bo mnie chyba wołają tam – i zniknął jak najszybciej mógł. Pokiwałam głową.
-Lil, nie żartuj, że będziesz się teraz na mnie drzeć.
-Nie będę. Chociaż mogłeś go powstrzymać przed realizacją tego pomysłu. Wiesz jak niewiele brakowało? – zapytałam z wyrzutem.
-Kochanie, jestem huncwotem. Dla mnie takie akcje to codzienność. Żyć bez tego nie umiem.
-Ech, mniejsza o to – siadłam u niego na łóżku. Po chwili dosiadł się do mnie mój chłopak.
-Co się stało? Normalnie to byś mnie zwyzywała używając co najmniej dwudziestu różnych brzydkich epitetów, a teraz?
-Słyszałeś co mówił Slughorn? O tych morderstwach?
-Tak – stał się poważny – ale Dumbledore na pewno coś z tym zrobi. Poza tym w zamku jesteśmy bezpieczni – objął mnie lekko.
-Ty nawet poza zamkiem jesteś bezpieczny, a ja? Urodzona w rodzinie mugoli. Szlama…
-Lily nie mów tak! Jesteś czarownicą! Najlepszą jaką znam! I kocham cię. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić – przytulił mnie do siebie bardziej.
-Dziękuję, że tak mówisz, ale i tak…
-Przestań na razie o tym myśleć. Jesteś teraz ze mną w zamku, którego strzegą potężne zaklęcia i sam Dumbel. Żadna zła magia tu nie dotrze.
-Czyżbyś czytał „Historię Hogwartu”? – zapytałam zdumiona i lekko się uśmiechnęłam.
-No nareszcie, ale powinnaś się wyszczerzyć jeszcze bardziej. O właśnie tak – poczochrał mnie po głowie kiedy ukazałam mu cały arsenał moich zębów – A tak poważnie to zdarzyło mi się przeczytać parę kartek tej książki, póki mi jej Syriusz nie zakosił – zaśmiał się pod nosem.
-Właśnie, Syriusz… Urwanie głowy z nim jest. Jakbyś był taki jak on to chyba bym nie wytrzymała psychicznie.
-Ja nie jestem taki on. To on jest taki jak ja, małpuje cieć jeden. A ze mną i tak wytrzymujesz i jeszcze wytrzymasz – pocałował mnie lekko w usta.
-Tak myślisz?
-Tak właśnie myślę – położył się na mnie na łóżku i zaczął całować. Jak mi z nim bosko jest! Nie zamienię go na żadnego innego faceta… Ani na dziewczynę xD Syriusz nam się zaczął dobijać do dormitorium.
-Ej, ale ja chcę być chrzestnym, dobra? – usłyszeliśmy śmiech zza drzwi. I to nie jeden, ale kilka.
-Spadaj Syrek!
-Mówiłem ci coś Zielona!
-A czochraj bobra!
-Co?
-A to takie mugolskie powiedzonko. Teraz zmykajcie, bo nam przeszkadzacie.
-My? Skądże! – usłyszałam Cas.
-Dobra, wpuśćmy ich, bo inaczej nam nie dadzą żyć – powiedziałam do mojego chłoptasia, ale on jeszcze wycałował mnie porządnie i dopiero wtedy łaskawie im drzwi otworzył. Rozłożyliśmy się na podłodze i graliśmy w karty. Było coś koło północy jak stwierdziłam, że pora iść spać. Amy i Cas bardzo się opierały, więc poszłam do naszego dormitorium, przebrałam się w piżamkę, zarzuciłam szlafrok i wróciłam do reszty zajmując wygodne miejsce na łóżku Jim’a.
-Ona to już tu chyba mieszka – zaśmiał się Remus.
-Ja tu jestem!
-To jeszcze nie śpisz? Nie przeszkadzaj sobie – zachichotał Syriusz.
James wziął swoją piżamę i poszedł się przebrać, po czym wrył mi się w pościel.
-Spadaj Jimmy, to moje łóżko – powiedziałam usiłując odzyskać kołdrę na własność.
-Nasze jeśli już – rozpoczęła się walka o pościel, a reszta naszej ekipy zaczęła się z nas śmiać. Jak zwykle.
-Idźcie już lepiej spać, a kołdrą się musicie podzielić – powiedział Łapa – no chyba, że Lilka jednak skoczy po swoją pościel.
-Nie ma mowy! Wtedy James zajmie całe łóżko i mnie już nie wpuści! – poskarżyłam się na żarty.
-Lily, no wiesz co? Nie jestem takim egoistą przecież.
-Ja tam nie wiem – zaczął mnie łaskotać, a ja się darłam jak szalona.
-Cicho, bo nam tu McGonagall wpadnie! – usiłował nas Remus uspokoić i prawie mu się to udało. Prawie, bo Cas wstając z podłogi złapała się kotary i ta zerwana spadła na nią. Nasza koleżanka tak się strasznie szamotała, że wyglądała wręcz jak jakaś podróbka ducha. I jak tu się nie śmiać? James to mnie już poduszką uciszał!
Kiedy się już uspokoiliśmy Amy i Cas też przyszły spać do chłopaków. Drabinka oczywiście z Luniaczkiem, a Żyletka z Łapką.

komentarze [14]



I'm back and I have a lot of ideas... :)


poniedziałek, 6 sierpnia 2007||23:38:56

Wdrażam się w angielski, bo tak kazał pan który wysyła mnie i kilka innych osób na Peacefest 2007 do Walii :) Stąd taki temat. A jest on też taki dlatego, że w końcu wracam z nową notką i myślę, że to was ucieszy :D Tak długo chyba jeszcze nigdy nie czekaliście i bardzo Was za to przepraszam. W ogóle to nie będę już przynudzać.
P.S. Niestety na kolejną notkę też poczekacie, bo 8.08 wyjeżdżam do Anglii, wracam 19.08, a zaraz 20.08 wyjeżdżam na Słowację i wracam dopiero 26.08. Ale to i tak nie będzie ponad miesiąc, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :)
P.S.S. Nawet się nie zorientowałam, a tu już minęły 2 lata odkąd powstał blog - dokładnie 26.07.2007 :D Cóż za rocznica, wypiłam za to piwko nawet!
Notka dedykowana:
-Alex
-Lisie Presckott
-Kathrin Dundrow
-Martuśce i Karolinie
-Księżniczce Annie
-Leili
-Martynie
-Ani
-Kasi
-Gabrysiowej
-Dolomei
-Delfusiowi
-Jabłuszkowi
-Du und Ich
-Shierce
-Betce
-Nikki13
-"rozterki-huncwotow"
-Lilce
-Lilka-lover.blogus.pl
-Lady-liv
-Milenie (Lenie Teasdale)
-"zycie-zwyklej-smiertelniczki"
-Madeleine
-Allex
-"tamsine--adair"
-"leaving-sensations"
-"rozmawiasz-z-wampirem"
-"agata101"
-"serce-hermi17"
-"syriusz"
-PrZyLePcE
-"paint-the-lily"
-"kocham-jamesa"
-"jennifer-riddle"
-"lilianne--evans"
-AnGeL
-"nowa-ja"
-"wercia145"
-"princess"
-"notatnik-lily"
-"l-ove-potter"
-"czy-to-ja"
-"asix-diary"
-"her-secret-life"
Teraz już zapraszam do czytania!



-No nareszcie jesteście! – uśmiechnęła się Amy.
-Zamówiliście już coś? – zapytała Lily, kiedy James zdejmował jej płaszcz.
-Tak. Rogacz, musisz chyba iść po raz drugi – powiedział Remus.
-A może i nie będzie musiał – odparła Lily sadzając psa na ławce, a ten oparł łapki na blacie stołu i szczeknął radośnie do Amandy. Podeszła do nich kelnerka.
-Psy w moim lokalu? A co to za nowe maniery? – oburzyła się lekko i postawiła napoje przed Remusem.
-Ależ Rosmerto – powiedział James uśmiechając się zalotnie – ten psiak jest z nami, poza tym chyba twoje cudowne oczy zauważyły, że jest grzeczny. No tylko spójrz na niego. Kobieta o tak dobrym sercu nie wygoniłaby biednego szczeniaka na ziąb, jaki panuje za ścianami – ponownie wyszczerzył zęby, kiedy ta się zarumieniła.
-Och oczywiście, że nie – pogłaskała psa śmiejąc się do Rogacza.
-Ach, więc korzystając z okazji, dwa piwa kremowe proszę.
-Oczywiście, oczywiście – odeszła lekko kołysząc biodrami.
Lily sama nie wiedziała co myśleć o tej scenie. Gdy Amy dostrzegła niewyraźną minę przyjaciółki zaczęła się serdecznie śmiać.
-Co cię tak rozbawiło? – zapytała naburmuszona Ruda.
-Ty!
-Ja? A to niby z jakiego powodu? – zapytała biorąc psa na kolana.
-Mnie też tak pogłaszczesz? – wtrącił się James.
Lily zgromiła go spojrzeniem.
-Chyba sobie ze mnie kpisz!
-Ruda jest zazdrosna! – zaczęła na nowo śmiać się Amy.
-Wcale nie!
-Oj przestań się wygłupiać Lily. Wiesz, że James tak tylko na żarty – Remus wziął przyjaciela w obronę.
-Lily, no chyba nie myślisz, że ja mógłbym… - brunet uśmiechnął się szczerze – O nie, moja droga, co to to nie. Aż tak głupi nie jestem – objął swoją dziewczynę - poza tym wiesz dobrze, że kocham tylko ciebie – pocałował ją czule w policzek. Zarumieniła się lekko. Nadeszła ponownie madame Rosmerta niosąc zamówienie James’a. Kiedy postawiła piwo jeszcze raz uśmiechnęła się zalotnie, na co Lily odpowiedziała prychnięciem, a Rogacz wyszczerzeniem zębów. Gdy już kelnerka odeszła Ruda nie odzywała się za wiele, mimo usilnych starań James’a.
-Lilka, a co było jakieś dziesięć minut temu? – zapytał poważnie.
-Och, no dobra, już nie będę – odpowiedziała i uniosła lekko kąciki ust.
James musnął jej usta i zabrał się za opróżnianie kufla piwa.
-Faceci – mruknęła Lily śmiejąc się pod nosem.
-Widzieliście dzisiaj Cas i Syriusza? – zapytała Alex.
-Nie, Łapa wyszedł kiedy my jeszcze spaliśmy – odparł Peter, biorąc duży łyk piwa.
-Pewnie zaraz przyjdą – wyraziła zdanie Amy.
-Wiecie, wydaje mi się, że Cassidy się poważnie zakochała. Nigdy nie interesowała się jednym chłopakiem tak długi okres czasu – zauważył Remus.
-Ciekawe kiedy Syriusza to trafi – dodała Lily.
-Wierz mi, że pewnie jeszcze trochę to potrwa – odpowiedział jej James.
-Swoją drogą to może się gdzieś zgubił z tą nową koleżanką – powiedziała Alex.
-W każdym razie zapewne do nas dotrą później – dodał Remus.
Siedzieli gawędząc wesoło i nawet się nie spostrzegli kiedy ku nim zmierzała para.
-Cześć wam – usłyszeli nad sobą głos Nalizze.
-Och, cześć, siadajcie – odpowiedziała Lily, robiąc nieco miejsca. Dziewczyna usiadła obok niej jednak Syriusz zajął miejsce obok James’a. Reszcie wydało się to dosyć dziwne jednak woleli o nic nie pytać. Rozmowa zbytnio się nie kleiła. Dlatego też wszyscy postanowili pójść na spacer, póki jeszcze było w miarę widno.
Ruszyli główną aleją do parku. Na szczęście dla przyjaciół Nalizze spotkała koleżanki, grzecznie przeprosiła Syriusza, pożegnała się ze wszystkimi i odeszła.
-Łapko, mamy do pogadania – szepnęła Lily, kiedy reszta była zajęta małą bitwą na śnieżki.
-Nie ma o czym – opuścił wzrok na swoje buty, które widocznie były w tym momencie bardzo interesujące.
-Syriusz, możesz sobie ściemniać komu chcesz, ale wiesz dobrze, że kobiety mają intuicję.
-No niestety – przez chwilę na jego twarzy zagościł dawny, huncwocki uśmiech – jak wrócimy z wioski to pójdziemy do naszego dormitorium. Tylko nie zwołuj dziewczyn, dobrze? Ewentualnie Amy. Ale nikogo więcej.
-Dobrze. Chodź, porobimy aniołki – pociągnęła chłopaka i wylądowali w miękkim puchu. Gdzieś obok reszta przyjaciół obrzucała się kulkami.
Po niespełna pół godziny Lily przywołała resztę do porządku.
-Jest już późno, może tak byśmy wracali? – bardzo chciała jeszcze porozmawiać z Syriuszem.
Ruszyli główna alejką.
-Hej! Patrzcie! – zawołał Łapa podchodząc do kartki wiszącej na jednej ze sklepowych witryn.

Niesamowite, niespotykane!
Centrum Mugolskich Rozrywek w Hogsmeade!
Tylko tutaj będziesz mógł bez czarów zagrać w kręgle i bilard!
Otwarcie już 5.01.1977 o 11:00!
Ponadto:
-kurs tańca towarzyskiego
-warsztaty artystyczne
-szermierka
-koszykówka
-siatkówka
-piłka nożna
-kino i teatr
-gry planszowe
-drink bar
Serdecznie zapraszamy!


-Pójdziemy na otwarcie? Zobaczymy co tam ciekawego będzie – zaczęła Lily.
-Oczywiście, że idziemy – odparł Łapa.
-No jakże byśmy mogli nie iść – dodał James.
-Jimmy?
-Tak Liluś?
-Zapiszemy się na kurs tańca?
-Eee… no… muszę to przemyśleć.
-Amy, Remus, wy też byście mogli. Wszyscy byśmy mogli iść.
-Na pewno będą tłumy uczniów z Hogwartu i ty chcesz się tam pchać? – zapytał Syriusz.
-A kto z takim entuzjazmem chciał iść na otwarcie?
-No właśnie, na otwarcie, a nie na kurs tańca.
-A ja pójdę czy wam się to podoba czy nie – zapowiedziała Lily zabawnie tupiąc nogą. Tak to rozśmieszyło James’a, że postanowił iść z nią na ten kurs.
-Naprawdę ze mną pójdziesz?
No przecież mówię. Może być fajna zabawa – uśmiechnął się.
-Rogacz, proszę cię chodź ze mną do skrzydła szpitalnego, może dadzą ci tam coś na odzyskanie rozsądku.
-Oj przestań Łapa – James machnął ręką – jak na balu pożegnalnym będziesz podpierał ściany, a Lily i ja będziemy wirować w walcu to zobaczymy kto wtedy będzie potrzebował leków.
-Och, dobra już, pójdę z wami – zgodził się Syriusz. Nie tylko dlatego, że przekonały go słowa James’a. Według niego w tańcu mógł robić jeszcze lepsze wrażenie na dziewczynach.
-To my też pójdziemy – powiedziała Amy – a wy? Alex? Peter?
-Nie, mnie w to nie wciągniecie – odparła Czarna – nawet siłą mnie do tańca nie zmusicie.
-Nawet Syriusz się zgodził.
-Lily, mnie do tańca towarzyskiego nie ciągnie. Najwyżej mnie pouczycie paru kroków w dormitorium.
-No skoro tak… Peter?
-Nie wiem czy się nadaję… - odparł cicho.
-Oczywiście, że tak! Każdy się nadaje.
-No to ja też idę.
-Brawo Peter za odwagę – Ruda uśmiechnęła się, a on odwzajemnił gest.
Ruszyli powolnym krokiem w stronę zamku, raz po raz obrzucając się śnieżkami.
Kiedy dotarli do ciepłego pokoju wspólnego chłopcy nie rozbierając się rzucili się na kanapę, ale groźne spojrzenie pani prefekt i jej gangu przywołało ich do porządku. Zaraz pobiegli na górę pozbyć się kurtek i butów. Nawet dosłownie, bo wrócili w skarpetkach, bez kapci.
-Czy wam się w główkach nie poprzewracało? – zapytała Amy – Chcecie koniecznie się zaziębić?
-E tam – machnął ręką Syriusz – od czego mamy nasze skrzydło szpitalne?
-Rany, nie powiem już nic na ten temat – westchnęła i usiadła na kolanach Remusa.
-Syriusz, chodź no mój drogi. Mam sprawę do ciebie – Lily wstała z fotela i ruszyła w stronę dormitoriów chłopców.
-Jaką sprawę? – zainteresował się James.
-Nic co dotyczyłoby ciebie, mój drogi – cmoknęła chłopaka w czoło i pociągnęła za sobą Syriusza.
Zamknęli drzwi, a Lily przezornie rzuciła na nie zaklęcie, tak by nikt nie mógł podsłuchać, o czym rozmawiają. Rozsiedli się na łóżku Łapy i chłopak zaczął opowiadać o sytuacji swojej z Nalizze.
-Nie martw się, jeśli nie ona to będzie inna, na pewno lepsza. Zresztą… Kochasz ją?
-Nie, to wiem na pewno, ale pociąga mnie. Z tym tylko, że ona powiedziała: „miałbyś takie samo podejście do tych spraw gdyby nie” i nie dokończyła. Chyba i tak powiedziała za dużo.
-Wiesz, może jakiś chłopak wcześniej ją skrzywdził i jest dla niej za wcześnie, żeby próbować związać się z kimś innym.
-Ale jak ona będzie tak czekać to któregoś dnia obudzi się jako osiemdziesięcioletnia stara panna!
-Rozumiem twoje rozgoryczenie, ale wierz mi, jeśli takie jest przeznaczenie to się zejdziecie.
-Rozumiesz? To nie ty zabiegałaś parę lat o chłopaka, który cię olewał. To James się starał, on przeżywał załamania, on ośmieszał się dla ciebie.
-Chyba mieliśmy rozmawiać o tobie a nie o mnie? Zresztą jestem z Jamesem i cieszę się z tego. On na pewno też. A jeśli chcesz się ze mną pokłócić to ja wychodzę.
-Nie, no czekaj. Nie chciałem.
-Wiem, ale naprawdę cię rozumiem. Dziwne, ale to właśnie przez James’a nie mogłam być z chłopakiem na którego punkcie miałam totalnego bzika.
-Ty? Taka stateczna Evans? Nie wierzę. Kto to taki?
-Remus.
-Co?
-No naprawdę. Kiedyś bardzo podobał mi się Remus. Potrafiłam ślęczeć z nim godzinami nad książkami i gadać o nauce. I tak jakoś się zaprzyjaźniliśmy. A ja wiedziałam, że nie mogę z nim być, bo zrobiłabym przykrość i jemu i James’owi. Zresztą sam Lunio mi to powiedział.
-Nie wierzę, normalnie nie wierzę.
-Uwierz – zaśmiała się Lily – ale mojemu mężczyźnie czasem nie mów, bo będzie zazdrosny.
-Jasne. Teraz będę miał na ciebie haka.
-Oj weź przestań.
-Żartuję – uśmiechnął się – chcesz cukierki? Peter ma tego pełno w szafce.
-No co ty? Tak bez pytania?
-Pozwolił nam.
-Na pewno?
-Jak miotłę kocham!
-No to dawaj. Tylko jakieś owocowe.

* * * * * * *

-Jestem padnięta! – zawołała Lily rzucając torbę na ziemię, kładąc się na kanapie i zamykając oczy.
-Zostaw trochę miejsca dla innych – Amy poszła w ślady Rudej i znalazła się obok niej.
-A przepraszam bardzo. Gdzie my mamy się położyć? – zapytał James. Dziewczęta bez otwierania oczu wskazały na podłogę.
-Bardzo to uprzejme było.
-Tak, Lunio, aż za bardzo – odpowiedział James i wziął Lily na ręce, po czym usiadł na kanapie, kiedy i Remus zabrał swoją dziewczynę.
-To było za to nieco bezczelne – odparła Lily.
-Ależ skąd! Zajmowanie całej kanapy było bezczelnością – wyszczerzył się i zaczął łaskotać Rudą.
-James, proszę cię, daj mi odpocząć – przymknęła powieki i oparła się o chłopaka.
-Czym jesteś tak zmęczona?
-Wczoraj do późna siedziała w bibliotece – odpowiedziała mu Amy.
-A cóż w tej bibliotece jest takiego ciekawego?
-Nauka mój drogi, magia książek – odparł Remus.
-Dobra, dobra, bez takich. Konkrety proszę.
-Szukała wiadomości o tańcach.
-Lily, no bez przesady. Przecież powiedziałem, ze pójdziemy na ten kurs.
-Tak, wiem, ale chciałam się dowiedzieć czegoś więcej.
-Ta twoja pogoń za wiedzą… Nie skomentuję tego – uśmiechnął się.
-Idę się położyć – Lily wstawała, ale James przytrzymał ja delikatnie.
-Tutaj ci niewygodnie?
-Oj, bo zawsze moje pomysły według ciebie są głupie.
-Ja nic takiego nie mówiłem – chłopak spoważniał – wcale nie uważam, że twoje pomysły są głupie.
-Dobra, nieważne.
-Nie, Lily, nigdzie nie pójdziesz.
-Puść mnie – starała się wyswobodzić z objęć chłopaka.
-Nie.
-Puść mnie!
-Co to nie. Wyjaśnij mi o co chodzi.
-Mówiłam, że jestem zmęczona.
-Dobrze, ale dlaczego powiedziałaś, że według mnie twoje pomysły są głupie?
-Nigdy się z nimi nie zgadzasz!
-Jak to? – zdziwił się – Przecież to zawsze twoje zdanie jest decydujące we wszystkim. Szanuję twoje decyzje i je akceptuję. Poza tym twoje pomysły nie są głupie.
Lily siedziała zamyślona. Może rzeczywiście za bardzo naskoczyła na James’a. Przecież było tak jak mówił, to ona decydowała o wszystkim, do niej należało ostatnie słowo. Czy chciała czegoś więcej? O co jej w ogóle chodziło? Tak, dobrze wiedziała o co. Chciała czegoś innego, nie pantoflarza jakim był James. Kiedy jeszcze nie byli razem miał wspaniałe pomysły, zawsze stawiał na swoim. A teraz?
-James, to moja sprawa co robiłam w bibliotece i nie powinno cię to obchodzić – zmieniła nieco temat i ton głosu, na surowszy.
-Jak to nie? Gdybyś mi powiedziała poszedłbym razem z tobą.
-Więc teraz to moja wina, tak?
-Lily, może rzeczywiście powinnaś się położyć, bo nie jesteś dzisiaj sobą.
James wstał z rudowłosą na rękach i zaniósł do dormitorium. Za nimi poszła Amy niosąca torby, jednak gdy tylko odłożyła książki wróciła do pokoju wspólnego zostawiając „Potter’ów” sam na sam.
-Z Lilką chyba dzisiaj dzieje się coś niedobrego – zauważył Remus, splatając dłonie i opierając o nie podbródek, jak to miał w zwyczaju.
-Też tak uważam, ale jak z niej cokolwiek wyciągnąć żeby mnie nie przeklęła? Może jak się prześpi to będzie bardziej rozmowna.
-Zobaczymy.
James położył Lily na łóżku. Od razu odwróciła się do niego plecami. Przysiadł na miękkim materacu i dotknął delikatnie jej ramienia. Odsunęła się.
-Przykro mi, że nie chcesz o tym ze mną porozmawiać. Myślałem, że mi ufasz – westchnął i ruszył w kierunku drzwi. Na samym wyjściu dodał – pamiętaj, że cię bardzo kocham – i zamknął drzwi.
Powoli z oczu dziewczyny zaczęły się wydostawać kryształowe łzy. Było jej źle. Wiedziała, że James ma rację, ale jej duma nie pozwalała jej tego przyznać. Teraz już była całkiem świadoma, że zachowuje się dziwnie, a zwłaszcza, jeśli chodzi o James’a. Miała gorszy dzień. Zupełnie nie wiedziała co w nią wstąpiło. Powinna teraz siedzieć w pokoju wspólnym i grać w karty albo chociaż odrabiać lekcje. A ona siedzi w dormitorium i ryczy jak małe dziecko. Nie minęło kilka minut a zasnęła.

* * * * * * *

-Nie mam pojęcia co jej jest – westchnął James i oparł brodę na dłoniach. Wpatrzył się w ogień wesoło trzaskający w kominku.
-Kurczę, to pora spaceru Neo – powiedziała Amy.
-Ja go wezmę, tylko się ubiorę – zaoferował Rogacz – mogłabyś iść po niego?
Amanda kiwnęła głową i oboje rozeszli się do swoich dormitoriów.
-Lily jeszcze śpi – zakomunikowała, gdy przyprowadziła psa.
-No to idziemy – powiedział James, po czym uśmiechnął się nieznacznie i dodał – a wy pilnujcie mi miejsca na kanapie.
Po chwili już ich nie było. Dotarł na błonia i tam puścił Neo bez smyczy. Szczeniak wesoło wskakiwał w każdą zaspę, niekiedy były tak wysokie, że trudno było go w ogóle dostrzec. James tymczasem zastanawiał się o co też mogło chodzić Lily. Przecież chyba nie o to czy jej pomysły są głupie? Chociaż kto wie, kobiety ciężko zrozumieć.
Kiedy wrócili Lily jeszcze spała. Brunet odstawił psa do dormitorium, a ten zwinął się w kłębek obok Rudej i zasnął. James wrócił do pokoju wspólnego i usiadł na kanapie. Znów zapatrzył się w ogień.
-Trzeba będzie budzić Lilkę. Za dziesięć minut kolacja – powiedział Syriusz.
-Lepiej jej nie budźmy.
-Tak, Peter, masz rację – odezwał się Remus – niech porządnie wypocznie.
-Jak się nie obudzi za pół godziny to pójdziemy bez niej – dodał Gwizdek.
Lily obudziła się z nową energią do życia i zupełnie innym poglądem na niektóre sprawy. Doprowadziła się do porządku i postanowiła zejść na dół, kiedy zorientowała się, że to pora kolacji
-Pewnie już poszli beze mnie – powiedziała sama do siebie i westchnęła, jednak postanowiła zejść do PW i zobaczyć czy przyjaciół tam nie ma. Gdy stawiała nogę na ostatnim ze schodków zobaczyła Amy, która grała w szachy z Syriuszem.
Podeszła do nich szybkim krokiem, a kiedy zorientowała się, że jest tam także jej chłopak bez chwili wahania usiadła mu na kolanach i wtuliła się w niego, on ją objął i przycisnął mocniej do siebie. Uśmiechnął się z zadowoleniem. Lubił, gdy między nimi się układało.
-Przepraszam. Miałeś rację – szepnęła tak cicho, że James nie był pewny czy dobrze zrozumiał.
-Już dobrze – musnął ustami jej włosy.
-Możemy iść na kolację?
-Syriusz jest jak zwykle najbardziej głodny – powiedziała Amy wstając i ciągnąc za sobą głodomora i śpiocha czyli Łapę i Lunatyka.
Wszyscy ruszyli do WS na kolację. Lily na początku była milcząca, ale już po chwili zaczęła żartować z resztą przyjaciół.
-Za tydzień święta – zaczęła Amy.
-O tak, znowu choinka, prezenty, ciasta, puddingi, rolady mięsne… - rozmarzył się Syriusz.
-Ty to jesteś typowy facet – zaśmiała się Lily.
-Kto? Ja? Nie jestem typowy. Ja jestem wyjątkowy.
-Jasne. A moja mama jest czarownicą – dodała Ruda.
-Serio? Zawsze mówiłaś, że twoi rodzice to mugole.
Łapa, kretynie, to było z ironią – uświadomił przyjaciela James.
-Ironia, a tak, jasne – Łapa nieco się speszył i szybko dodał – Dobra, to co dziś robimy?
-Jaka prędka zmiana tematu – zadrwił Remus.
-Siedzimy przed kominkiem i leniuchujemy – zaproponował Peter.
-Nieee. Może byśmy w coś zagrali?
-Cas, ciągle w coś gramy. W ogóle zawsze robimy to samo – zamyśliła się Amy.
-No w sumie to co tu można robić innego? Wychodzić na spacery, grać w coś, uczyć się, szlajać się po zamku, chodzić do Hogsmeade… Chyba nic więcej – dodał Remus.
-Chodzić po Hogsmeade! To jest to! – zawołał triumfalnie Syriusz.
-Co ty masz na myśli? – zapytała podejrzliwie Lily. Znając Łapę to jego pomysł wymagał złamania co najmniej dziesięciu punktów regulaminu szkolnego.
-Ty już byłaś z James’em w tunelu. Czas pokazać go reszcie.
-Dzisiaj? Teraz?
-Dokładnie tak. Zrobimy sobie spacer.
-Ale musimy wrócić przed dwudziestą drugą. Wiesz o tym.
-Jasne, pani prefekt – zasalutował.
-Wszyscy skończyli kolację? – zapytała Amy.
-Tak – odpowiedział jej chórek, za wyjątkiem jednego głosu, który mówił „nie”.
-Idziemy – zakomenderował Łapa – wszyscy za mną.
-Ale… - Peter był w trakcie jedzenia trzeciej kanapki.
-Dokończysz po drodze – szepnęła mu na ucho Lily i wzięła kilka tostów na serwetkę, a Glizdogon podreptał z uśmiechem za nią.
Wycieczka, jak to nazwała Lily, ubrała się i pod przewodnictwem jaśnie pana Syriusza Black’a ruszyli prze puste błonia. Leżała na nich gruba warstwa śniegu, ale od czego ma się różdżki i chłopców, by torować sobie drogę. Panowie chcieli wysmarować dziewczyny śniegiem, gdy tylko otworzyli wrota, jednak wspaniałomyślny Peter zauważył, że przecież mogą się zaziębić. Dlatego trójka huncwotów musiała przyznać mu rację, ponieważ mieli w planach długi wieczór.
-Lily, James. Dlaczego nie zabraliście Neo? – zapytała Cas. Wszyscy na nią spojrzeli i zaczęli się śmiać. Za wyjątkiem tych do których blondynka się zwracała.
-Co was tak bawi? – zapytała nieco zdezorientowana zachowaniem przyjaciół Lily.
-Bo Cas, haha, powiedziała do was, haha, „dlaczego nie ZABRALIŚCIE Neo”, hahaha. Wyszło jakby to był, hahaha, jakby to był, hahahaha, wasz wspólny pies – Amy nie mogła powstrzymać chichotu.
-Bo tak jest, prawda Liluniu? – James przytulił swoja dziewczynę, a ta uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową.
-Widzicie? – powiedział triumfalnie – Tylko jeszcze musimy wybrać kolor ścian do sypialni, bo się nie zgadzamy. Lily chce brzoskwiniowy, a ja niebieski.
-Nieprawda, nie brzoskwiniowy a piaskowy. Poza tym niebieski to zimny kolor. Lepszy zielony – Lily postanowiła zagrać razem z James’em w tę grę, żeby trochę zdezorientować przyjaciół.
-Dobra, niech będzie piaskowy czy kamienny, wszystko jedno, ale kolor do pokoju dziecka ja wybieram.
-O, no na pewno. Bo już ci pozwolę. Jeszcze dziewczynce na wściekły róż wymalujesz i jak my zaprosimy kogokolwiek do takiego domu? – zaczęła się śmiać – Możesz wybrać kolor do kuchni.
-Pff! Też mi zaszczyt – odwrócił się bokiem na znak, że się obraża.
-No dobra, w sypialni może być niebieski, ale jasny. I meble mają być sosnowe.
-W porządku – uśmiechnął się i cmoknął swoją dziewczynę w policzek.
-Wy poważnie to gadaliście? – odezwał się Syriusz, który jako pierwszy z zaszokowanych odzyskał głos.
-Jasne, że tak! Po skończeniu szkoły się pobieramy i wprowadzamy do domu, który sobie kupimy – odpowiedziała mu Lily. A mówiła to z taką pewnością, że nawet James w to uwierzył.
-E dobra, kolor ścian może będziecie omawiać później, bo się coraz później robi – zauważył Remus. Stali tak dobre dziesięć minut, więc rzeczywiście wypadało się ruszyć, bo postój groził przymarznięciem do ziemi aż do wiosny.
Doszli do bijącej wierzby, która zdawała się być pogrążona w głębokim śnie. Jednak gdy tylko weszli w zasięg jej gałęzi, zaczęła najpierw ospale, a potem coraz szybciej chłostać na wszystkie strony. Syriusz szybko podbiegł do niej z kijkiem i nacisnął narośl. Drzewo całkowicie znieruchomiało. James poszedł pierwszy, za nim Lily, Cas, Amy i Remus, a na końcu Peter i Syriusz. Szli w milczeniu, które od czasu do czasu było przerywane przestrogami chłopców odnośnie schylenia głowy lub uważania na wystające korzenie pod nogami. W końcu dotarli pod klapę. James pchnął ją i szybko wyskoczył na górę, po czym wciągnął Lily i pozostałe dziewczyny, chłopcy poradzili sobie sami. Ostrożnie wyszli z Wrzeszczącej Chaty i skierowali się uliczką do wioski. Pochodzili po sklepach i zaszli do Trzech Mioteł. O tej porze ruch był nieco spory, jednak wszystkich zdziwiło, że tak łatwo można było znaleźć stolik. Nie ma co się dziwić, skoro zawsze przychodzili tu, gdy były wyjścia z Hogwartu. Wtedy naprawdę znalezienie wolnego miejsca graniczyło z cudem, bo cała wioska przepełniona była uczniami. Teraz jednak mogli wybierać taki stolik jaki im się podobał. Poszli jak najdalej od drzwi, a niedaleko baru. Zaraz też podeszła do nich madami Rosmerta.
-Witam moi drodzy. Co tu robicie? – zapytała podejrzliwie. Głupia nie była i zorientowała się, że dziś nie dzień wypadu do wioski. Zastanawiała się co też siódemka Hogwartczyków robi o tej porze poza zamkiem.
-To za dobre sprawowanie. Taka nagroda od profesora Dumbledore’a – odpowiedział szybko Syriusz uśmiechając się słodko. Widać, że złapała się na to tanie kłamstwo. Gdyby tylko wiedziała jak chłopcy się dobrze sprawują…
-Tak, to dobra motywacja dla uczniów – zamyśliła się chwilę, ale szybko się zreflektowała – wobec tego, co podać?
-Siedem piw kremowych – James złożył zamówienie – Lily, chcesz coś jeszcze?
-Tak, ciastko czekoladowe – uśmiechnęła się.
-Ktoś na coś jeszcze ma ochotę? – zapytał Syriusz.
-Szarlotkę jeśli można – odpowiedziała mu Cas.
-My też poprosimy – dodała Amy, za siebie, Remusa i Peter’a.
-To wszystko? – zapytała Rosmerta notując na karteczce.
-Są może rogaliki z dżemem? – zapytał Łapa.
-Oczywiście, że są. Z malinowym, śliwkowym, wiśniowym i truskawkowym.
-To dwa z truskawkowym.
-James, a ty nic nie chcesz? – zapytała Lil.
-Podzielisz się ze mną ciachem – wyszczerzył się.
-No chyba, że tak – odwzajemniła uśmiech.
Nie minęło kilka minut jak na dużej tacy Rosmerta przyniosła ich zamówienia. Lily pałaszowała ciastko, od czasu do czasu dokarmiając James’a i popijając piwem kremowym. Spędzali miło czas na pogawędce o wszystkim i o niczym. Rozmawiali spokojnie, gdy nagle…

komentarze [15]



Drobne wyjaśnienie


środa, 13 czerwca 2007||19:49:02

Muszę niestety umieścić to krótkie ogłoszenie. Notka powinna być tu już dawno i to nawet nie jedna, ale kilka. Niestety pisanie notek idzie mi tak łatwo jak prosta jest instrukcja budowy czołgu T-55. Czyli krótko mówiąc - BARDZO KIEPSKO. Od czasu opublikowania ostatniej notki napisałam ledwie kilka zdań. Czuję, że mam brak weny, brak pomysłów... Zupełnie jakbym się wypaliła i czekała na renowację. Oczywiście od razu chcę zdementować wszelkie ewentualnie plotki - NIE porzucam bloga, będę go kontynuować. Nie wiem tylko kiedy zjawi się następny rozdział. Dlatego też z góry przepraszam wszystkich czytelników i upraszam o cierpliwość. Wszystkich powiadomię, gdy tylko pojawi się tutaj kolejna część.
Napisałam to gdyż czułam się winna w stosunku do Was, moi drodzy czytelnicy, że tak długo trzymam Was w niepewności.
Pozdrawiam wszystkich i do "napisania" :)

komentarze [8]



Hogsmeade


niedziela, 20 maja 2007||16:02:40

Błagam nie bijcie!! Wiem, że zawaliłam na całej linii ale mam nadzieję, że ta notka wynagrodzi Wam to choć trochę (złudne nadzieje znając Was). Proszę o wyrozumiałość w sprawie błędów, bo niestety Word odmówił mi posłuszeństwa i nie wiem kiedy znowu postanowi być grzeczny. Poprzednie dwie notki faktycznie były dość flegmatyczne, aż za romantyczne i nie bardzo w moim stylu, ale ta myślę jest już lepsza i bardziej "moja". Pozdrawiam wszystkich stałych czytelników gorąco!
P.S. Dziś bez wymieniania dla kogo notka - jest po prostu dla wszystkich, którzy czytają i komentują, którzy wierzą we mnie i dodają otuchy. Powodem braku wyszczególniania jest brak czasu. Jeszcze jutro czeka mnie matura ustna z polskiego (ostatni egzamin) a to znaczy, że będę miała więcej czasu na pisanie notek :) Pozdrawiam i życzę miłego czytania!


Wyjście do Hogsmeade było tym na co czekali wszyscy uczniowie Hogwartu od trzeciej klasy wzwyż. Wreszcie mogli wyrwać się spod opieki nauczycieli i choć przez kilka godzin cieszyć się wolnością. Ci którzy nie szli w gronie przyjaciół już mieli partnerów. Oprócz największego przystojniaka w szkole – Syriusza Blacka. Ciągle chciał zaprosić Nalizze i nie wiedział jak ma się do tego zabrać. W przeddzień wypadu do Hogsmeade zobaczył ją samą na korytarzu i z lekką obawą podszedł do niej.
-Cześć.
-Cześć Syriusz.
-Wiesz, jutro jest wyjście do Hogsmeade. Nie poszłabyś ze mną? – sam był zdziwiony jak łatwo mu przyszło wypowiedzenie tych słów.
-Z chęcią, bo już zostałam zaproszona.
-Co? Jak to?
-Czekaj, ty nic nie wiesz?
-O czym niby?
-Idziemy we czwórkę. Mój brat tak sobie wymyślił. Może bał się, że będzie się czuł głupio z Cas, a może ty dodasz mu odwagi. To tylko jego filozofia, osobiście uważam, że jedna z głupszych.
-To znaczy, że idziesz ze mną?
-No tak, to chyba oczywiste.
-Oczywiste?
-Jest w tym coś dziwnego? Chyba po tym co powiedziałam to było jasne. Ale nie martw się, nikt mnie do tego nie zmuszał. Właściwie to robię to dla brata.
Po tych słowach Syriusz stwierdził, że będzie jeszcze ciężej niż przypuszczał. Chciał poradzić się Rogacza, ale nie bardzo wiedział jak z nim teraz rozmawiać.
-Więc spotykamy się o dziesiątej w sali wejściowej?
-Nie zaczyna się zdania od „więc”, a poza tym to o wpół do dziesiątej. To też wymysł mojego brata. Do zobaczenia – uśmiechnęła się i zniknęła za rogiem korytarza.
Syriusz stał chwilę opierając się o parapet i wpatrując w zachmurzone niebo. Było wiadome, że w nocy spadnie śnieg.

* * * * * * *

-Nareszcie czuję się wypoczęty – James przeciągał się raz po raz leżąc na dywaniku przed kominkiem. Lily zachichotała do wtóru z Amy i Cas – Co was tak śmieszy?
-Nic, kochanie, nic.
-Jasne, gadać mi tu jak na spowiedzi, ale już!
-Leżysz na tym dywanie jak jakiś pies.
-Dobrze, że nie ma Syriusza, bo za ten tekst by się obraził – wtrącił Peter.
-Ale za to ile byłoby śmiechu – dodał Remus.
-Tak naprawdę, to co wam tak wesoło? – zapytał ponownie Rogacz.
-Eliksir Słodkiego Snu potrafi zdziałać cuda. – Lily uśmiechnęła się do przyjaciółek i wszystkie przybiły sobie „piątki”.
-Zaraz, zaraz. Jak mam to rozumieć?
-Cóż, nigdy byś się nie wyspał gdyby nie drobna pomoc naszej mistrzyni eliksirów – tu Amy wskazała na rudowłosą.
-Czyli, że upoiłyście mnie eliksirem?
-Dokładnie tak.
-Jak mogłyście? To po prostu niewybaczalne, karygodne, zupełnie bezmyślne, najcudowniejsze rozwiązanie na jakie mogłyście wpaść. Wyspałem się wreszcie – przymknął powieki i uśmiechnął się leniwie.
-Ach ci faceci, tak niewiele trzeba, żeby im dogodzić... - podsumowała Mandy.

* * * * * * *

-Rogacz, głąbie jeden, podnoś się z tego dywanu.
-Niby po co? – James podniósł głowę i spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela.
-Muszę z tobą porozmawiać.
-To naprawdę nie może zaczekać?
-Właściwie może, ale...
-No to pogadamy przed snem.
-James, no wiesz? Przyjaciel prosi cię o rozmowę, a ty wolisz wygrzewać się przed kominkiem? Jak ci nie wstyd? – powiedziała Lily, udając oburzenie.
-No dobra, dobra, idę. Tyrania.
-Słyszałam to! Pantoflarz.
-A ja słyszałem to!
-Jak dzieci – powiedział Remus wzdychając.
-Wszystko słyszę – równocześnie odezwały się dwa głosy: Lily i Jamesa.
Amy i Cas już nie mogły się powstrzymać od śmiechu.
-I powiedz tu coś człowieku to cię jeszcze zlinczują, ech.
Syriusz i James tymczasem usiedli na łóżku Łapy. Rogacz sięgnął po paluszki serowe, jego ulubioną przekąskę.
-Wiesz, Rogacz, jest taka sprawa. Chodzi o dziewczynę.
-Tak? Znowu nie wiesz jaki podać pretekst do zerwania?
-Nie o to chodzi. Wiesz która to Nalizze?
-No wiem i co z nią?
-Idę z nią jutro do Hogsmeade...
-Czyli wszystko jak należy, pobawisz się nią trochę, zerwiesz i znajdziesz następną – powiedział całkiem spokojnie Rogacz. Można by się tu doszukać jakiejś obojętności czy wręcz zupełnej ignorancji, ale tak właśnie rozmawiali Syriusz i James, znający się przecież na wylot. Ten drugi był tak zapatrzony w Lily, że nie zauważał najlepszego przyjaciela. Na szczęście rudowłosa czuwała nad sytuacją.
-Nie, nie. Zupełnie nie o to chodzi. Ona jest inna niż te wszystkie.
-To znaczy jaka? – zapytał z żywym zainteresowaniem brązowooki.
-Dziwnie się przy niej czuję, tak jakby... jakby mnie onieśmielała. Mało tego mój urok na nią zupełnie nie działa. Idzie ze mną jutro do Hogsmeade żeby jej brat, Michael, mógł być z Cas, i czułby się niezręcznie z nią sam na sam.
-I tu cię mam Łapo. Czujesz się wykorzystany – Rogacz klasnął w dłonie i zaśmiał się.
-Pewnie, śmiej się z cudzego nieszczęścia. To nie jest powód do żartów.
-Nie bądź taki sztywny, chciałem tylko znaleźć jakieś zabawne aspekty.
-Weź sobie te swoje aspekty schowaj pod ten jeleni ogon – Syriusz uśmiechnął się złośliwie.
-I to jest nasz kochany los kundello Łapa. Dzięki Bogu reanimacja się powiodła.
-Za to z twoim mózgiem gorzej. Może jakąś trepanację czaszki ci zastosujemy. Albo nie, bo jeszcze cały kurz ci z głowy wywieje i czym ty biedaku będziesz myślał...
-O żesz ty!
Chłopcy zaczęli się bić dla zabawy i prędko by nie skończyli gdyby nie to, że spadli z łóżka i Syriusz nabił sobie wielkiego guza na czole, a James nabawił się dość sporego siniaka na ręce.
-Jak my się dziewczynom pokażemy! – wykrzyknął Łapa i pognał do łazienki, zaraz za nim Rogacz. Dopadli kranu i odkręcili zimną wodę.
-To co z tą Nalizze?
-No właśnie nie wiem. Powiedziała mi, że idzie ze mną na prośbę brata. Nic na nią nie działa. Żadne nasze sztuczki.
-O stary, a to ci się trafiła sztuka.
-A Lily?
-Co Lily?
-Jak ty ją zdobyłeś?
-Właściwie to sam do końca nie wiem. Chyba miała już dość mojego uganiania się za nią i umówiła się dla świętego spokoju. A potem się zakochała.
-Zapytaj ją. Może to mi coś pomoże. Zaraz! Jasne! – stuknął się w czoło – Auuuu!
-Co?
-Boli...
-To wiem debilu, bo nie myślisz gdzie się bijesz, ale na jaki pomysł wpadłeś?
-Sam się zapytam Lily jak ją zdobyłeś – uśmiechnął się triumfalnie.
-Nie no, genialne. Sam bym na to nie wpadł – odparł James zgryźliwie.
-Ciebie bym nawet o to nie podejrzewał, bo te trybiki w twojej głowie już dawno mają postój. Dziwię się, że w ogóle umiesz wykonać dwie czynności na raz.
-Tego ci nie daruję!
James już miał zamachnąć się na kolegę, kiedy ten skulony krzyknął:
-Nie bij! Musimy jakoś wyglądać jutro!
Skończyło się więc na przyjacielskim kuksańcu w żebra.

* * * * * * *

-Jak myślicie co oni tam tak długo robią? – zapytała Amy. – Od pewnego czasu nie słychać już wrzasków.
-Może im się coś stało? – Peter zrobił przerażoną minę.
-Na pewno nie – Cas machnęła obojętnie ręką – Kto gra w szachy?
W tym momencie do pokoju wspólnego weszło dwóch chłopaków.
-O wilkach mowa – uśmiechnęła się Lily.
-Co wy tam robiliście?
-Wiesz Cas – Syriusz usiadł obok dziewczyny na kanapie i objął ją ręką – odbywaliśmy męską rozmowę.
-Tak? A ten guz na czole? Ładne mi rozmowy.
-To był wypadek przy pracy.
-No, a tu mamy drugi – powiedziała Lily podnosząc do góry rękę Jamesa ozdobioną przepięknym, soczyście fioletowym siniakiem.
-Wiecie co myślę – zaczął Remus – chyba ktoś tu powinien użyć zaklęcia, bo jakby nie było umiemy czarować, a tych dwoje – wskazał na brunetów – nie pamiętają o tym – i jednym machnięciem różdżki zlikwidował guza i siniaka.
-O wielki Remusie! Z nieba nam spadłeś! – krzyknął Syriusz i razem z Jamesem rzucił się przyjacielowi do stóp by je ucałować.
-Czy mi się wydaje, że ja jestem w wariatkowie?
-Lily, mam nadzieję, że to było pytanie retoryczne – odpowiedziała Amy.

* * * * * * *

Lily obudziła się rano wypoczęta i pełna energii. Przeciągnęła się i odsunęła kotary. Spojrzała na zegarek wskazujący pięć po dziewiątej. Rozejrzała się po dormitorium. Wszystkie dziewczyny jeszcze spały z wyjątkiem Cas. Blondynki nie było, łóżko starannie zaścielone, a kapcie grzecznie stały na podłodze. To znaczy, że musiała już wyjść. Po chwili rudowłosa przypomniała sobie, że Cassidy miała na dziś wyznaczoną randkę w Hogsmeade z Michaelem Finniganem. Lily postanowiła wstać i ruszyła do łazienki, gdzie dopełniła wszystkich przykazań porannej toalety. Zastanawiając się co założyć podeszła do okna zobaczyć jaka jest pogoda.
-Ja nie mogę! Śnieg! – krzyknęła po czym zakryła usta dłonią. Jednak w dormitorium nadal było cicho. Wyszperała w końcu ciepły sweter i spodnie. Ubrana usiadła na łóżku i wzięła pierwszą lepszą książkę jaka wpadła jej w ręce. Do tej pory nie oddała tej książki do biblioteki i dziwiła się, że pani Pince o tym nie wiedziała. Przecież musi mieć jakieś czarodziejskie sposoby, by odzyskiwać książki od dłużników. Co z tego, że ma katalog i tam wpisuje co kto pożycza? „Poznaj swoje serce”, taki tytuł nosiła okładka z granatowej skóry. Lily przypomniała sobie wróżbę, którą robiła w piątej klasie. Wtedy w nią nie wierzyła, ale okazało się, że spełniła się w stu procentach. Zamyśliła się przekartkowując tom. Na łóżko wskoczył Neo, kremowy golden retriever należący do Lily.
-Co jest piesku? – pogłaskała go po głowie – Zaraz pójdziemy do Hogsmeade tylko wstaną dziewczyny.
-Masz na myśli nas? – zapytała Amy odsuwając kotary.
-No dokładnie was – Lily uśmiechnęła się, a Neo zamerdał ogonem. Miał dopiero osiem miesięcy, a już słuchał tylko rudowłosej i jej przyjaciół, i nie dawał się pogłaskać nikomu obcemu. Gdy tylko zobaczył, że Mandy wstaje z łóżka podbiegł do niej i szczeknął radośnie. Wiedział, że zaraz dostanie swoją ulubioną piłeczkę do zabawy. I rzeczywiście, czerwona kuleczka potoczyła się po podłodze, a zaraz za nią pobiegł jeszcze niezdarnie kremowy szczeniak.
-Bierzemy go ze sobą do Hogsmeade?
-Przecież nie zostawię go samego w zamku kiedy może pobiegać po śniegu – spojrzała na uśmiechnięty pyszczek malucha.
-Masz rację. Idę do łazienki. A ty możesz obudzić te dwie śpiące istoty, co by się zbierać zaczęły. Josh się wścieknie jak Monica się znów spóźni.
-No co ty, pewnie się już przyzwyczaił – odpowiedziała z uśmiechem Ruda jednak poodsuwała kotary na łóżkach śpiących dziewcząt. Nie minęło dziesięć minut, a Monica i Alex przeciągając się kierowały się w stronę szafy.
Przed dziesiątą wszystkie wyszły z dormitorium, a właściwie wszyscy, bo Neo z piłką w pyszczku także.
-Kto idzie sprawdzić czy chłopcy wstali? – zapytała Lily.
Chętnych nie było.
-Ja idę po Josha, a wy kombinujcie – Monica wyszczerzyła się i zniknęła nim dziewczyny zdążyły zaprotestować.
-No nie, kiedyś jej się oberwie – zaśmiała się Alex – chodźmy tam wszystkie – wskazała głową schody prowadzące do dormitoriów chłopców.
Zapukały grzecznie w drzwi należące do chłopców z szóstego roku i uchyliły je. Tego się nie spodziewały. Huncwoci lubią spać, ale kiedy szykuje się wyjście do wioski wstawali bardzo wcześnie. Tymczasem trójka łobuzów spała sobie w najlepsze, tylko Syriusza nie było, ale on poszedł z Cassidy.
-Neo, obudź chłopców – Lily wskazała swojemu czworonożnemu przyjacielowi trzy leżące postaci. Piesek z głośnym szczekaniem wskoczył na pierwsze lepsze łóżko, akurat należące do Remusa i zaczął po nim skakać, a chwilę później chwycił kołdrę w zęby i zaczął ją zdzierać z Lunatyka. Posypało się trochę pierza, a szatyn w końcu zebrał się z łóżka, przekładając psiaka na posłanie Jamesa. Tam Neo zaczął od nowa robić pobojowisko. Dziewczyny rozłożyły się wygodnie na miejscu „spoczynku” Syriusza i obserwowały całą scenę, chichocząc po cichu. Kiedy i Rogacz wstał, pies pobiegł do trzeciego chłopca, jednak tu miał najtrudniej, gdyż dobudzić Glizdogona to był nie lada wyczyn. Jednak sprytnemu retrieverowi się to udało i to w rekordowym czasie, a wszystko dzięki zębom i pazurom.
-Co za potwór! Pogryzł mnie! – krzyczał Peter, przy wtórze śmiechu dziewcząt.
-Glizdek, spokojnie, poprzednim razem to ja miałem odbite jego zęby na nodze – James wyszedł z łazienki całkiem gotowy. Kiedy już chłopcy się jako tako wyszykowali, zeszli w końcu na śniadanie. Neo dostał jak zwykle talerz z pokrojonym w kostkę chlebem i mięsem oraz drugi z wodą.
-Jak to dobrze, że można mieć psy w Hogwarcie – powiedziała Amy wesoło.
-Tak, przydają się do budzenia – zaśmiała się złośliwie Alex.
Po śniadaniu ustawili się w kolejce do wyjścia. Kot Filcha prychnął tylko na szczeniaka i schował się za nogami pana.
-Jeszcze psy mi tu trzymają, bachory – muknął woźny.
-Przepraszam, mówił pan coś? – zapytała Lily podchodząc do Argusa i prowadząc na smyczy Neo.
-Możecie iść. No już!
-Nie ma to jak kultura.
-Potter! Dorwę cię w końcu – pogroził chłopakowi pięścią.
-Ta, jasne, powodzenia życzę.
Neo gdy tylko zobaczył śnieg pognał wprost w wielką zaspę ciągnąc za sobą Lily. Dziewczyna wyjęła go stamtąd i wzięła na ręcę.
-Mój drogi, tak się nie będziemy bawić – pies polizał ją po policzku i szczeknął radośnie.
-Nawet nie wiedziałem, że napadało tyle śniegu w nocy – powiedział James mierząc się z zaspami. Sięgały mu one do bioder, a trzeba przypomnieć, że Rogacz ma stoosiemdziesiątsześć centymetrów wzrostu, co daje nam jakiś metr białego puchu.
-Tak, jak ktoś w taką wpadnie, to nawet go widać nie będzie – powiedział Peter.
James spojrzał z huncwocką iskierką w stronę Lily.
-Nawet o tym nie myśl! – rudowłosa w porę spostrzegła zamiary swojego chłopaka.
-Ale to taki ładny śnieg, nie ma na nim śladu stopy, taki mięciutki...
-James!
-Och no dobra – uśmiechnął się – w takim razie jak będziemy wracać to wylądujesz w tych zaspach.
-Nie ma mowy, nie wracam z tobą - odwróciła się od niego i przyspieszyła kroku.
-No Lily, nie wygłupiaj się – James dogonił swoją dziewczynę i objął ją – przecież żartowałem.
-Właśnie, cały czas żartujesz. A kiedy będziesz poważny?
-Mam na to czas. Przecież teraz jesteśmy w szkole, musimy się wyszaleć.
-To może wolisz szaleć beze mnie?
-Lily co ty gadasz – James stanął i przytrzymał dziewczynę, po czym zwrócił się do przyjaciół – Idźcie, dogonimy was.
Skinęli głowami i skierowali się w stronę pierwszych sklepów. Z kolei Lily postawiła psa na śniegu i ruszyła alejką w stronę parku. Rogacz podążył za nią. Chciał ją objąć, ale odsunęła się nieznacznie.
-Co ci jest?
-Nic. Oprócz tego, że nie potrafisz być już poważny. Kiedy chcę powiedzieć ci coś ważnego, ciągle obracasz to w żart. A gdybym powiedziała ci, że jestem w ciąży, też byś się śmiał?
-A jesteś? – zapytał przerażony.
-Nie! Och! Zrozum, że zaczynasz mnie powoli denerwować. Widzę coraz więcej twoich wad, żadnych zalet. Jesteśmy ze sobą od trzech miesięcy, ale już zdążyłam cię dobrze poznać.
-To znaczy, że... chcesz ze mną zerwać?
-Nie, ale jeśli nic się nie zmieni będę musiała.
-Nie możesz...
-Mogę! Nie ty mi będziesz mówił co mam robić! Zajmij się lepiej sobą.
-Tak się składa, że ty też nie jesteś święta! Flirtujesz z innymi chłopakami. Myślisz, że nie widzę?
-A twoje fanki to niby co? Może nie jestem tak popularna w szkole jak ty, ale każdy lubi choć odrobinę zainteresowania! Za to ty cały czas jesteś w centrum uwagi, a mi się też coś należy!
-Jesteś zazdrosna tak? Może znajdziesz sobie jeszcze kochanka, żeby robić mi na złość?
-To wcale nie jest taki zły pomysł! W końcu ktoś doceniłby mnie i to co dla niego robię!
-Zarzucasz mi, że cię nie doceniam? Nie no, oczywiście, że nie, bo nigdy nie dajesz mi dojść do słowa! – James postąpił krok do przodu i spojrzał nieco z góry na rudowłosą.
-Według ciebie za dużo gadam? Poszukaj sobie jakiejś cichej dziewczynki, która nawet słowem się nie odezwie, jeśli to cię zadowoli! – Lily także zrobiła krok w przód i zaczęła „wytykać” Jamesa palcem w tors.
-Chyba sama nie wiesz czego chcesz...
-Nie rozumiesz mnie...
-Ciągle siedzisz w książkach...
-Nigdy cię nie ma jak potrzebuję...
Przekrzykiwali się tak jedno przez drugie, lecz nagle runęli na śnieg. Byli tak zaaferowani kłótnią, że nie zauważyli jak sprytny pies oplata im nogi długą smyczą. W końcu pociągnął z całej swej szczenięcej siły i Lily upadła na Jamesa. Oboje umilkli wpatrując się w siebie i oddychając mroźnym powietrzem, jednak ich oddechy stawały się coraz bardziej gorące. Lily patrzyła w te czekoladowe oczy i nie mogła uwierzyć, że powiedziała tyle złych rzeczy. Wcale tego nie chciała, ale miała dość wybuchowy charakter i zdarzało jej się powiedzieć o kilka słów za dużo. James także dobrze wiedział, że przesadził. Posypało się tyle bezpodstawnych oskarżeń... Patrzyli tak na siebie dłuższą chwilę przeżywając tą kłótnię na swój sposób. Rogacz czekał aż Lily wykona ruch, nie chciał jej do niczego zmuszać. Wiedział, że to mogłoby pogorszyć sytuację. Ona z kolei chciała, by to jej chłopak wykonał jakiś gest. W końcu jednak przemogła się i przejechała ręką po jego kruczoczarnych włosach, a potem ponownie spojrzała na niego. Nie wahała się ani chwili dłużej. Pocałowała go delikatnie, zamykając przy tym oczy. James gdy tylko poczuł smak ust ukochanej przymknął powieki. Neo usiadł na śniegu i z radosną mordką wpatrywał się w całującą się parę.
-Przepraszam – szepnęła Lily.
-Ja też przepraszam. Ale miałaś rację, cały czas żartuję.
-Nie, nie powinnam tak mówić.
-Dajmy już sobie z tym spokój – James uśmiechnął się i pocałował Lily w czubek nosa.
-Jim! Przecież się przeziębisz! Leżysz na śniegu! – rudowłosa wstała na tyle na ile mogła i zaczęła rozplątywać smycz. Rogacz przewrócił tylko oczyma i wyszczerzył do ukochanej zęby. Neo tymczasem podbiegł do chłopaka i zaczął go lizać po twarzy.
-Ty mały cwaniaku. Skąd taki geniusz znalazł się w psim ciele, co? – drapał szczeniaka za uszami a ten poszczekiwał od czasu do czasu.
-Wstawaj James.
Chłopak podniósł się, a Lily osuszyła ubranie różdżką.
-Chodź, musisz się ogrzać. Idziemy do Trzech Mioteł.
-A mówiłem, że to tyrania – odbił usta na policzku dziewczyny i objął ją kiedy ruszyli alejką w stronę pubu, a przy nogach rudowłosej truchtał merdając ogonem, kremowy szczeniak, zadowolony, że jego państwo znów się uśmiechają.

* * * * * * *

Amy z Remusem, oraz Peter i Alex siedzieli w Trzech Miotłach czekając na przyjście Lily i Jamesa.
-Czemu ich tak długo nie ma? – zapytała Mandy.
-Nie bój się, zaraz na pewno przyjdą – odparł Remus.
-Chyba nic im się nie stało, co?
-Na pewno nie. Pewnie James wrzucił Lilkę w jakąś zaspę.
-Oni się prawie kłócili – zauważył Glizdogon.
-Peter ma rację. Na to wyglądało – odpowiedziała Alex.
-To znaczy, że chyba na nich trochę poczekamy. Chcecie coś do picia dziewczyny?
-Jakbyś mógł Remi to przynieś mi dużą herbatę z miodem. Strasznie zimno na dworze.
-A mówiłem, żebyś się cieplej ubrała.
-Oj przestań – zaśmiała się klepiąc go delikatnie w udo.
-Ja poproszę kawę z mlekiem.
-W porządku. Peter?
-To co zwykle – blondyn uśmiechnął się.
-No, madame Rosmerta zaraz nam to przyniesie. Przynajmniej jeśli uda jej się obsłużyć tę kolejkę – wskazał głową na spory tłumek.
Odszedł na chwilę i stanął w ogonku.
-Długo ich nie ma. Siedzimy tu już od dziesięciu minut, a jeszcze nie przyszli.
-Amy, przestań. Nie zasiewaj nam tu ziarna niepokoju. Mówię ci, że z nimi wszystko dobrze. Mają ze sobą psa.
-Ta, taki z niego obrońca jak ze mnie mężczyzna.
-Ale ma ostre zęby – do rozmowy włączył się Peter.
-No tak, ty się o tym przekonałeś dziś rano – uśmiechnęła się Alex.
-Boleśnie – zajęczał Glizdogon, a po chwili roześmiał się. Dołączyły do niego dziewczęta.
-No, zaraz dostaniemy to o co prosiliśmy – Remus usiadł przy swojej partnerce i wziął ją za rękę - Doszliście do jakichś ciekawych wniosków dlaczego jeszcze nie ma naszej zakochanej pary?
-Bynajmniej nie. Ale mam tylko nadzieję, że się nie pozabijali nawzajem - zaśmiała się Alex.

* * * * * * *

-Syriusz - Nalizze szepnęła. Chłopak odwrócił głowę w jej stronę. - Chodź, nie będziemy im przeszkadzać - szatynka pociągnęła Łapę za rękaw i oddalili się w stronę miasteczka. - Jak myślisz, pasują do siebie?
-Cas i Mike? Myślę, że tak. Dobrze się dogadują z tego co widzę. No i tak są zapatrzeni w siebie, że nawet nie zauważyli kiedy odeszliśmy.
-Ciesz się, że nie musisz wysłuchiwać ciągle Michael'a zachwalającego Cas z każdej strony. "Bo wiesz Nal, ona ma takie śliczne oczy i mógłbym w nie patrzeć ciągle i bez końca, i ten jej uśmiech". Bla, bla, bla. Mam tak cały czas - zachichotała.
-Cassidy chyba tylko dziewczynom opowiada o Mike'u. Nam się nie zwierza.
-Ale jest jedynaczką prawda? Gdybyś był jej bratem to na pewno poznałbyś co to znaczy paplanie o miłości. Osobiście nie lubię takiego gadania. Niektórzy ludzie po prostu uważają, że są jakimiś poetami. Ten cały romantyzm to totalny kicz. Trzeba kogoś kochać na zabój i prawdziwie a nie tak jak te dwunastolatki wyznające miłość aktorom czy piosenkarzom. Dla mnie wiek do dwudziestu lat to jeszcze zwykłe miłostki, nic poważniejszego.
-Dlaczego tak myślisz? Według mnie na przykład uczucie pomiędzy Lily a James'em jest czymś poważniejszym niż jakieś tam zauroczenie.
-No oczywiście są wyjątki od reguły. Ale mam wrażenie, że to i tak nie przetrwa. Wiesz, lubię Lily, ale moim zdaniem oni długo nie pociągną.
-Według mnie oni są dla siebie stworzeni.
-A według mnie nie do końca. Różnice charakterów, rozumiesz. Tak jak między tobą a mną.
-Przecież nie znasz mnie na tyle, żeby wydawać opinie.
-Może i owszem, ale ja wydawać opinii nie chcę, to opinia publiczna pokazuje jaki jesteś.
-Media zniekształcają obraz.
-O jakich mediach mówisz? Telewizja? Może prasa? W Hogwarcie albo kogoś znasz osobiście albo go nie znasz wcale. Tu nie ma miejsca na media.
-Wiesz co? Chciałem się z tobą umówić, moglibyśmy spróbować być parą, ale widzę, że z tego kompletnie nic nie wyjdzie! Masz zupełnie odmienne podejście do tych spraw.
-Miałbyś takie samo podejście gdybyś... Zresztą nieważne.
-Gdybym co? Jak już zaczęłaś to może skończysz?
-Chyba chciałeś się spotkać ze swoimi przyjaciółmi? Może chodźmy.
-Jak sobie chcesz.

komentarze [11]



Zaproszenia


piątek, 9 marca 2007||20:30:31

Przepraszm, że na notkę musieliście tak długo czekać. Ja nie jestem z niej zadowolona, jakaś taka dziwna wyszła... Nie miałam do niej takiej weny jak zwykle. Sentymentalizm mnie jakiś dopadł. Niemniej jednak chciałabym ją zadedykować:
-Martkowi za wszystko, zwłaszcza za mobilizowanie mnie!
-l-ove-potter za te poświęcone mi 5 h :)
-Karolinie za doping
-Princess czyli nowej czytelniczce
-Dolomei za to, że czyta i koemntuje
-AnGeL za to, że jest już stałą czytelniczką
-nowa-ja żeby zaczęła pisać
-allex za komentowanie
-du-und-ich że nie komentuję
-notatnik-lily że skomentowała i że pamiętała (Nalizze to Krukonka:))
Teraz już wam nie nudzę. Na osłodę dałam też nowy szablon (w całości wykonany przeze mnie - musiałam się pochwalić). Czytajcie!




Czas do świąt, a tym samym do wypadu do Hogsmeade, mijał nieubłaganie, a Syriusz nie zdecydował się znowu zagadać do Nalizze. Dziwiło to nie tylko huncwotów, ale także dziewczyny. Łapa stał się bardziej cichy, mniej rozrabiał i ogólnie mało się odzywał.
-Panie Black – powiedziała McGonagall na jednej z listopadowych lekcji transmutacji – Otrzymuje pan pięć punktów dla Gryffindoru.
-Ale… za co? – Syriusz sprawiał wrażenie jak gdyby nie dotarły do niego słowa nauczycielki i myślał, że punkty mu odjęto.
-Zachowuje się pan wyjątkowo spokojnie i stał się pan wzorem dla innych uczniów Hogwartu – tu spojrzała na Jamesa – dlatego też postanowiłam pana nagrodzić wcześniej wspomnianymi pięcioma punktami.
-Dziękuję – wydukał tylko i ponownie zaczął skrobać piórem notatki.
-Co z nim jest? – zapytała Lily swojego chłopaka.
-Chyba się zakochał – James uśmiechnął się do Rudej po czym także zabrał się za pisanie.

* * * * * * *

Syriusz w tym czasie myślami był bardzo daleko od klasy transmutacji. Zastanawiał się jak podejść tą brązowowłosą Krukonkę. Ona nie należała do tych zwykłych dziewcząt, które tylko się podrywa, wykorzystuje i rzuca. Nalizze miała w sobie to „coś”. Bliżej nieokreśloną cząstkę, która tak przyciągała Syriusza. Dlatego myślał o niej rano kiedy się obudził, kiedy był na lekcjach i kiedy kładł się spać. Zaskoczenie przeżył gdy jadł z przyjaciółmi obiad. Piątkowe popołudnie, skończyli już lekcje i uzupełniali siły posiłkiem. Syriusz smętnie grzebał widelcem w talerzu i zupełnie nie docierało do niego co mówią przyjaciele. Po kilku nieudanych próbach zwrócenia uwagi Syriusza na siebie zrezygnowali z jakiegokolwiek kontaktu z nim podczas obiadu. Kiedy właśnie kończyli deser dosiadła się do nich Nalizze Finnigan.
-Cześć – powiedziała śmiało.
-Cześć Nalizze – odpowiedzieli jej Lily i Remus. Reszta tylko przypatrywała się nieznajomej. Z kolei Syriusz nie umiał wyksztusić słowa i pochylił się nad talerzem wiercąc widelczykiem dziury w cieście.
-Jestem Nalizze Finnigan – przedstawiła się przyjaciołom prefektów.
-Miło nam – powiedział Amy – Co cię do nas sprowadza?
-Właściwie to dwie sprawy, a konkretnie do Cassidy i Syriusza.
Brunet słysząc swoje imię z ust dziewczyny gwałtownie podniósł głowę o mało nie wywracając pucharu z sokiem z dyni.
-Jakie sprawy? – zapytał machinalnie.
-Twoja poczeka, teraz ważniejsza jest sprawa Cassidy.
-Słucham więc – powiedziała blondynka uważnie wpatrując się w rozmówczynię.
-Zakładam, że wszyscy wiedzą kim jest mój brat?
-Nie – powiedział James zgodnie z prawdą. Takiej samej odpowiedzi mogliby udzielić wszyscy prócz Cas, Lily i Remusa.
-Moim bratem jest Michael Finnigan, siódmy rok, Ravenclaw. Może go kojarzycie jednak? Zresztą mniejsza o to – machnęła ręką. – Czternastego grudnia jest przedświąteczny wypad do Hogsmeade. Mój brat chciałby zaprosić ciebie Cassidy, ale się boi, że dasz mu kosza. Nawet jeśli nie masz zamiaru z nim chodzić to chociaż skocz z nim do tej wioski. On traktuje to śmiertelnie poważnie.
Cas miała mętlik w głowie. Więc jednak ona mu się podoba. On jest nieśmiały i dlatego nie odwzajemnił żadnego gestu. Nie mogła uwierzyć, że jej ideał chce ją zaprosić na randkę. Najprawdziwszą randkę, nie taką jak wcześniejsze, które były tylko dobrą rozrywką. Randkę, na którą idą dwie osoby bardzo sobie bliskie, nawet kochające się.
-To znaczy, że...
-Że mój brat chce cię zaprosić, ale nie wie jak. Dlatego postanowiłam zrobić to za niego. Jak on będzie nadal się tak do tego zabierał to osiwiejecie oboje i nic z tego nie wyniknie – uśmiechnęła się. Przyjaciele odwzajemnili ten gest.
Syriuszowi bardzo podobał się uśmiech tej szatynki. Jasne zęby ukazywały się, gdy oba kąciki podnosiły się do góry, a jej różowe wargi rozchylały się. Chciał ją pocałować. Jednak teraz zastanawiał się cały czas jaką to ma do niego sprawę? Bo przecież nie chodziło chyba o umówienie się z Delilah? Na to by się nie zgodził. Choć może jeśliby Nali go ładnie poprosiła....
-Czyli chcesz z nim iść?
-Tak, bardzo chętnie.
-Tylko on sam nie podejdzie do ciebie. Ośmiel go jakoś, wiem, że umiesz.
Cassidy spojrzała błagalnie na Lily. Nie chciała się przyznać, że już próbowała wszystkiego.
-Nalizze, wiesz, jesteś w końcu jego siostrą. Może mówił ci co na niego działa i jak można go podejść? Bo tak w ciemno to ciężko coś wymyślić – powiedziała Lily.
-Racja. Z nim to najlepiej najprościej zagrać. Uśmiech, powiedzieć „cześć”, zapytać co u niego słychać, albo co sądzi o quidditchu. On kocha tą grę i jest w niej świetny z tym tylko, że nie lubi być w świetle reflektorów. Ale komplementy mogą zdziałać cuda.
-Te wiadomości na pewno się przydadzą, dzięki – Lily posłała szczery uśmiech do młodej Finnigan.
-To by było tyle jeśli chodzi o Cassidy – zwróciła głowę w stronę bruneta. – Syriusz, chciałabym cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. Miałam zły dzień.
-Ech, nie ma sprawy, naprawdę.
-W takim razie kamień spadł mi z serca. Do zobaczenia na kolacji – wstała i lekko kołysząc biodrami opuściła Wielką Salę odprowadzana spojrzeniem niebieskookiego Gryfona.
-Łapa, zakochałeś się? – zapytał rozbawiony Peter widząc minę przyjaciela.

* * * * * * *

-Lily, pomaluj mi paznokcie – błagała Cas chodząc za rudowłosą krok w krok.
-Cassy! Do łazienki też za mną pójdziesz?
-Jeśli będzie trzeba... No żartuję.
-Kolacja w Wielkiej Sali to jeszcze nie jest randka więc nie przesadzaj.
-Ale ty tak ładnie malujesz pazurki – blondynka wyszczerzyła zęby w uśmiechu i zamrugała kilkakrotnie rzęsami.
-Dobra, dobra, siadaj – Lily wskazała jej miejsce przy stoliku w pokoju wspólnym – Skoczę tylko po kilka lakierów. Jaki chcesz kolor?
-Najlepiej coś jasnego z niebieskim wzorem.
-W porządku, zaraz wracam.
-Też sobie ubzdurałaś. Co te laski robią, żeby się nam podobać – zakpił Syriusz.
-Humorek wrócił? – zapytała Amy śmiejąc się od ucha do ucha.
-A czy gdzieś odchodził?
-Bynajmniej owszem, nie było go. Podejrzewam, że poszedł na zwolnienie lekarskie – dodał Remus.
-Ty mi tu nie filozuj, Luniaczku.
-Chyba nie filozofuj – poprawił kumpla Peter.
-To było takie artystyczne przejęzyczenie – tłumaczył się Łapa.
-Artystyczny to może być nieład, ty się nie znasz – dodała Cas.
-Ledwie wyszłam, a wy już beze mnie tu jakieś sprzeczki uskuteczniacie? Toż to brak szacunku dla mnie – Lily powiedziała oburzona jednak chwilkę potem się roześmiała.
-Ja nigdy nie miałem dla ciebie szacunku, nie wiedziałaś o tym?
-Black, bo wyczaruję patelnię i jak trzasnę w ten twój pusty łeb...
-Proszę cię Lily, nie rób tego, bo cię zamkną w więzieniu i też tam będę musiał trafić – Rogacz uśmiechnął się i objął ukochaną w talii stając za nią.
-James, jak chcesz pomóc to siadaj – Ruda wskazała mu krzesło naprzeciw Cas.
-Ale nie będziesz mi malować paznokci?
-O nie, jeszcze byś mi zniewieściał jak Syriusz.
-Wypraszam sobie! A na jaki kolor malujesz? – zapytał mrugając rzęsami i parodiując Cas, od której dostał kopniaka w łydkę – Proszę jaką karę ludzie dostają za pokazanie prawdy.
Przyjaciele skwitowali to salwą śmiechu.
James usiadł naprzeciw Cas, na jego kolanach Lily, która zajęła się malowaniem paznokci przyjaciółki.
-Moglibyśmy zrobić jakąś imprezę, bo mi się już nudzi – zaczął Peter.
-Za niedługo święta to się będzie działo – odpowiedziała mu Lily.
-Ale nie wszyscy zostają na przerwę świąteczną w zamku – zauważyła Amy.
-Racja. Remus, myślisz, że udałoby się nam rzucić na wieżę Zaklęcie Wyciszenia?
-Lilka, ja cię nie poznaję – Cas była zdezorientowana – Ty pomagasz w organizacji imprezy za którą normalnie byś ukarała cały dom? Świat staje na głowie!
-Bycie dziewczyną huncwota do czegoś zobowiązuje – zaśmiała się Ruda, a James pocałował ją w policzek i zaczął delikatnie muskać jej szyję – James, nie rozpraszaj mnie, bo ciebie też pomaluję.
-W porządku, już przestaję. Ale tylko na chwilkę – wyszczerzył zęby w iście diabelskim uśmiechu.
Po dziesięciu minutach Cassidy miała pięknie pomalowane paznokcie na beżowo z niebieskim kwiatowym wzorem, pasującym jej do bluzki.
-Wiedziałam Lily, że jesteś niezastąpiona! Kocham cię! – blondynka uścisnęła Rudą i odcisnęła na jej policzku siarczysty pocałunek.
-Przepraszam, ale od całowania Lily to ja tu jestem. No chyba, że się mylę?
-Rogacz, wiesz, że to takie babskie zagrywki. Spróbuj mnie pocałować...
-W życiu!
-Nie dałeś mi dokończyć. Jak ja bym cię pocałować to by nas od gejów przezywały, a one to lesbijkami nie są. No i za co znowu?! – Syriusz zawył z pretensją w głosie, kiedy gazeta czytana przez Mandy wylądowała na jego głowie.
-Skoro oberwałeś, znaczy, że się należało – zaśmiała się Lily – Ech, proszę was, róbmy coś, bo się zanudzę na śmierć.
-Dobra, to zawołajcie nas na kolację – powiedział James przerzucając sobie zielonooką przez ramię – Tymczasem znikamy i upraszamy o nieprzeszkadzanie – uśmiechnął się złośliwie.
-I za jakie grzechy? – powiedziała Lily kiedy znikała na schodach niesiona przez szukającego Gryfonów.

* * * * * * *

-Zakochani, wyłaźcie! Kolacja zaczyna się za pięć minut! – Syriusz zaczął się dobijać do męskiego dormitorium. W środku na łóżku kotłowali się rudowłosa dziewczyna i jej czekoladowooki chłopak.
-Już, zaraz! – krzyknęła do przyjaciela stojącego za drzwiami – James, wredoto jedna, oddawaj moją skarpetkę.
-Nie ma mowy, założę ją sobie.
-Dawaj! – dziewczyna ze śmiechem rzuciła się na James’a i przyparła go do łóżka.
-I tak ci nie oddam.
-To pójdę bez skarpetki – zeszła z łóżka i zaczęła mocować się z klapkiem, który zaczepił się o wystający z łóżka gwóźdź – Kurczę, no!
-Co się stało? – brunet zakładał właśnie koszulę.
-Klapek mi się zahaczył.
-Nie siłuj się – schylił się i zaczął majstrować coś przy łóżku. - Proszę – oddał jej buta i skarpetkę.
-Dziękuję, o mój ty Romeo.
-Długo jeszcze?! – Syriusz ponownie zatłukł się pięściami w drzwi.
-Już idziemy!
-Słyszałem to z pięć minut temu. Jesteśmy głodni – powiedział, gdy drzwi w końcu się otworzyły i wyszła zza nich uśmiechnięta para. – Co można tak długo robić?
-James nie chciał mi oddać mojej skarpetki – zaśmiała się Evans.
-Skarpetki? – zapytał spoglądając podejrzliwie – A nie przypadkiem majtek?
-Syriusz!
-No co? – wyszczerzył się do rudowłosej i pchnął portret ukazując wyjście na korytarz.
-Mówię ci, że to była tylko skarpetka.
-Już doszliście do tej części garderoby?
-Syriuszku, nie moja wina, że kiedy się wygłupialiśmy James zabrał mi skarpetki. To chyba miało być śmieszne w jego mniemania – wytłumaczyła.
-Dobra, dobra, tak to się tylko mówi. Już ja wiem swoje.
-A nie gadam z tobą – Lily machnęła ręką i odwróciła głowę w stronę swojego chłopaka – Jim, czemu mi się przyglądasz?
-Bo jesteś piękna.
-Nie mogę! Przestańcie, bo będę rzygać! – Syriusz udał, że wymiotuje.
-Nikt cię o zdanie nie pytał – powiedziała Lily, udając wielkie oburzenie.
Przyjaciele roześmiali się serdecznie. Od zawsze Evans i Black się kłócili, jednak tylko pozytywnie. Tak naprawdę rozumieli się naprawdę dobrze, a od kiedy Lily zaczęła chodzić z James’em nawet doradzała Syriuszowi jak poderwać uparte i niedostępne dziewczęta.
-Dobra, dajcie już spokój, proszę – powiedział Rogacz kiedy wchodzili do Wielkiej Sali.
Usiedli na swoich stałych miejscach i powoli zajęli się jedzeniem. Cas ciągle wypatrywała Michaela, z kolei Syriusz wodził wzrokiem po Hogwartczykach szukając Nalizze. Nagle pojawili się w drzwiach. Uśmiechnięci przepychali się między sobą. Zasiedli przy swoim stole. Nalizze odwróciła się i posłała przyjaciołom uśmiech, za to Michael nieśmiało spojrzał na Cassidy. Policzki blondynki zaróżowiły się lekko.
-Żyleta! Ty się rumienisz! – powiedział Peter, szczerząc zęby.
-Już myślałam, że ona nie umie – Amy wystawiła jęzor przyjaciółce, a ta usiłowała kopnąć ją pod stołem. Niestety trafiła w kogoś innego.
-Auć! Za co to?
-Och, przepraszam Remus, to miało trafić w nogę Amandy. Mógłbyś jej oddać za mnie?
-Ja dziewczyn nie biję – powiedział i zajął się smarowaniem tosta dżemem, ale na jego ustach błąkał się złośliwy uśmiech.
-Nikt nie chce mi pomóc. Co za naród – westchnęła.
James i Lily podśmiewywali się z przyjaciółki, ale jeszcze większą radość wywołał w nich dowcip Remusa. Mandy zajęta rozmową z Alex nie zwracała uwagi na to co robi Remus, trzymający dłoń swojej dziewczyny. A on w najlepsze smarował jej rękę dżemem.
-Lunio, myślisz, że to smaczne będzie? – zapytał James zerkając na dłoń Lily.
-Mam nadzieję – zaśmiał się zapytany.
Lily na szczęście czuwała i szepnęła tylko „ani mi się waż” nie odrywając wzroku od jajecznicy.
-Remus, zjadłeś już? Chciałabym iść na spacer – powiedziała nieświadoma niczego Amy.
-Już kończę – odparł i podniósł dłoń dziewczyny. Dopiero wtedy zorientowała się.
-Remus! Ty jesteś nienormalny! – krzyknęła, a kilka głów zwróciło się w ich stronę.
-Amy, nie denerwuj się tak. Ładne masz serducho na ręce – zachichotała Cas.
Faktycznie na dłoni Mandy widniało dość koślawe serce z dżemu truskawkowego.
-Widzieliście i nic mu nie powiedzieliście.
-Amy, to było takie słodkie...
-Słodkie czy nie, Remus, jak to zrobiłeś to teraz się tego pozbądź.
-Jak sobie życzysz – Lupin powoli zaczął „zlizywać” czerwoną maź z dłoni swojej dziewczyny.
-Ty naprawdę jesteś nienormalny – powiedziała, bliska śmiechu, gdyż język chłopaka łaskotał jej skórę.
-To my idziemy – Remus pociągnął Amy w stronę wyjścia i po chwili oboje zniknęli w wejściu do Wielkiej Sali.
-Ja też dziękuję – Alex podniosła się i ruszyła śladem przyjaciół.
-Cas, ja myślę, że za chwilkę zostawimy cię tutaj samą, tym bardziej, że Nalizze wychodzi, a Michael zerka w twoją stronę – powiedziała Lily dopijając sok jabłkowy.
-Jak chcecie – powiedziała niby obojętnie. W rzeczywistości jednak chciała, by wszyscy wyszli. Wszyscy, prócz niej i Michael’a.
-Jimmy, zbieramy się.
Chłopak posłusznie wstał.
-A wy nie idziecie? – zapytała Syriusza i Petera.
-Ja jeszcze zostanę... – zaczął Glizdogon, jednak przerwał mu Syriusz.
-Chodź, trafimy do kuchni.
Czwórka przyjaciół odeszła zostawiając blondynkę. Michael Finnigan zobaczył, że jego ukochana pije sobie sok, najwidoczniej zaraz będzie wychodzić, bo jej przyjaciele już opuścili Salę. Zebrał się w sobie i wstał od stołu.
-Cześć – powiedział nieśmiało.
-Cześć, siadaj – odparła uśmiechając się – Co słychać?
-Ee... wszystko dobrze. A u ciebie?
-Też, choć chciałabym już święta. Można będzie odpocząć, a ja uwielbiam spać.
Michael roześmiał się, a Cas nie wiedziała przez chwilę czy powiedziała coś głupiego.
-Sen to dobry pomysł, ale dla mnie odpoczynkiem jest latanie na miotle.
-Lubisz quidditcha?
-Bardzo.
-Nie widziałam cię w drużynie.
-Nie lubię się chwalić umiejętnościami.
-Rozumiem.
-Jeśli chcesz pokażę ci parę sztuczek.
-Byłoby mi bardzo miło.
Nastąpiła niezręczna chwila ciszy, podczas której Cassidy myślała o czym jeszcze mogłaby z nim porozmawiać i zatrzymać go tym samym dłużej. Tymczasem Michael powtarzał w głowie pytanie, które ćwiczył przez całe wczorajsze popołudnie.
-Cassidy?
-Tak?
-Pójdziesz ze mną do Hogsmeade? Bo wiesz, za niedługo jest wyjście i tak myślałem, że jeśli nie masz z kim iść, a pewnie masz, ale może jednak...
-Bardzo chętnie z tobą pójdę.
-Naprawdę?
-Naprawdę. Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
-Drobiazg taki tam – zainteresował się nagle swoimi palcami.
-Może chciałbyś iść na spacer? Taka ładna pogoda.
-Chciałabyś?
-Tak.
-W takim razie chodźmy – uśmiechnął się promiennie i wziął pod rękę zadowoloną Cassidy.

* * * * * * *

Pogoda dopisywała. Śnieg jeszcze spadł, a deszcz padał tylko nocami. W dzień chmury nie chciały uronić ani jednej kropli. Cassidy spacerowała z Michael’em. Rozmowa szła im obojgu wyśmienicie, i choć mieli kilka przerw nie przejmowali się tym.
Lily patrzyła przez okno na uśmiechniętą przyjaciółkę. Podszedł do niej James obejmując ją w talii i opierając podbródek o czubek głowy dziewczyny.
-Co tak na nich patrzysz? Dosłownie dziesięć minut temu też tak spacerowaliśmy.
-Wiem, ale to takie miłe widzieć, że oni też są szczęśliwi.
James zaśmiał się cicho.
-Chodź, usiądziemy sobie. Chłopaki chcą żebym z nimi zagrał w karty.
Lily klapnęła na kanapę. Jimmy usiadł tuż obok niej, a Syriusz podstawił dwa fotele i stolik. Amy siedząca na oparciu fotela Remusa patrzyła w jego karty. Syriusz wydawał się być skupiony na grze. Peter na stoliku obok pisał jakieś wypracowanie, a Lily podpowiadała mu raz po raz. James także bardzo angażował się w grę, a jego dziewczyna sugerowała mu ruchy jakie powinien wykonać.
-To jest niesprawiedliwe! Ona jest w remika najlepsza i ci pomaga. Nie ma tak! – oburzył się Syriusz, kiedy James po raz trzeci rzucił karty na stół oświadczając, że wygrał.
-Amy też pomaga Remusowi – próbowała się bronić Ruda.
-Ale ona nie umie w to grać i Lunio przegrywa. Bez obrazy – Syriusz zaczął na nowo kłócić się z Lily.
-Dobra, nie będę mu już pomagać.
-Ja mam dość grania. Odpocznę sobie.
-Rogacz, a rewanż?
-Nie teraz Łapa – James wtulił się w swoją dziewczynę przymykając oczy.
-On już kompletnie zgłupiał.
-Słyszałem! – mruknął Jim nie podnosząc powiek.
Lily uśmiechnęła się sama do siebie. Miała przy sobie najcudowniejszego chłopaka pod słońcem. W dodatku on ją kocha... Nie wiedziała czemu odrzucała tą miłość. Teraz nie wyobraża sobie dnia bez jego uśmiechu, dotyku czy pocałunku. Miała wrażenie, że James jest z nią od zawsze. I była świadoma, że kochała go już wcześniej, tylko przyznać się nie chciała. Nawet przed samą sobą. W tym momencie mogłaby wykrzyczeć w całym zamku, że kocha Jamesa Pottera.
-Liluniu?
-Słucham James?
-Poszłabyś ze mną do Hogsmeade?
-Po co pytasz?
-No, bo gdyby zaprosił cię ktoś inny...
-Jim, przecież jesteś moim chłopakiem. To oczywiste, że chodzimy razem na takie wycieczki.
-To dobrze, bo już myślałem...
-Weź Rogacz nie myśl, bo jeszcze ci się krzywda stanie.
-Łapa, policzę się z tobą, zobaczysz.
-Ty mi się nie odgrażaj chwastożerco – Black uśmiechnął się.
-Zamknij się kundlu – James nadal nie otwierał oczu – Remus weź mu rzuć patyk niech pobiega, to może się uspokoi.
Przyjaciele zaśmiali się. James poprawił się, by było mu wygodniej. Amy położyła się na fotelu i przytuliła do Remusa. Syriusz zajął się grą w eksplodującego durnia razem z Peterem.
-Jimmy, może położysz się do łóżka? – zapytała Lily gładząc chłopaka po włosach.
-Nie, chcę zostać z tobą.
-W porządku – uśmiechnęła się i pogłaskała go lekko po policzku. Nawet nie zorientowała się kiedy zasnął utulony jak małe dziecko. Kilkanaście minut później do Pokoju Wspólnego weszła Cas, uradowana i z wypiekami na twarzy.
-I jak było?
-Zaprosił mnie na randkę! – krzyknęła podniecona, ale Lily uciszyła ją gestem ręki – Śpi?
-Tak. Wydaje mi się, że to przez te treningi quidditcha. Ostatnio chodził strasznie zmęczony.
-Czemu go nie wygoniłaś do łóżka?
-Chciałam, ale uparł się, że woli ze mną zostać.
-To mogłaś iść z nim – Cas zachichotała.
-Nie chcę żeby potem głupio gadali.
-A przejmujesz się niepotrzebnie. Wiesz, że jutro też idę na spacer z Michael’em?
-Cassy, nie tak szybko – Lily uśmiechnęła się do przyjaciółki. Blondynka ziewnęła przeciągle.
-Idę spać. Jutro trzeba wstać rano. Dobranoc.
-Branoc – odrzekli jej przyjaciele.
-Późno już, chyba faktycznie pójdziemy spać – Amy zaczęła zbierać się z fotela.
-Lily, a co robimy z Jamesem? – zapytał Remus.
-Posiedzę z nim jeszcze, jak za godzinę nie wstanie to go obudzę.
-No to dobra. W takim razie dobranoc.
-Dobranoc.
Lily została w pustoszejącym Pokoju Wspólnym. Kiedy zegar wybił godzinę dwudziestą trzecią obudziła delikatnie Jamesa.
-Wstawaj, idź się przebrać i kładź się spać. Chłopaki już poszli dawno do łóżek.
-Nie chcę.
-Ni zachowuj się jak dziecko. Idź spać.
-Odprowadź mnie.
-Ja wiem, że chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, zboczeńcu jeden – zaśmiała się.
-Nieprawda, ja tylko...
-Wiem – pocałowała go w czoło. – Chodź – zaprowadziła go do dormitorium w którym paliły się ledwie świeczki. Usiadła na łóżku, a James poszedł do łazienki. Kiedy wrócił Lily przykryła go kołdrą i pocałowała.
-James jesteś przemęczony. Śpij już – wstawała, gdy złapał ją za rękę.
-Nie idź Lily. Nie chcę być sam.
-Nie jesteś sam. Jest Remus, Syriusz i Peter.
-Ale... boję się, że jak się obudzę to ciebie nie będzie przy mnie. Ze nasz związek to tylko sen.
-To nie jest sen. Kocham Cię James i już zawsze tak będzie. A teraz śpij, bo jesteś zmęczony.
James zamknął powieki trzymając dłoń dziewczyny i po chwili smacznie spał. Lily wyswobodziła rękę z jego uścisku, zgasiła świece i oświetlając sobie drogę różdżką także udała się do łóżka.

komentarze [24]



Kim ona jest... Komórka na miotły


środa, 24 stycznia 2007||21:24:54

Ode mnie dla Was, moi kochani! Strasznie Was przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale cóż... Mam nadzieję, że ta notka Wa to wynagrodzi, choć częściowo (znając życie już za chwilę będziecie mnie prosić o kolejną część strasząc mnie i mi grożąc) :P Wyjaśnienie dla mojej stałej kochanej czytelniczki zwanej Martek: wiem, że za bardzo skupiłam się na Lily i Jamesie i takie było pierwotne założenie, ale pewnego dnia napisałam z perspektywy innych osób i mi się spodobało. Ostatnio miałam natchnienie na główną parę i stąd to skupienie na nich. W tej notce też jest bardzo dużo o Potterach (tak, tak, już niedaleko im do ślubu, zresztą się pzekonacie). Tym razem więcej napisałam z perspektywy narratora, bo częste zmienianie osób jes tbardzo trudne w opisach, przecież każdy scenę przeżywa inaczej, a pisanie jednego i tego samego zdarzenia ale według kilku osób byłoby nudne. Stąd dzisiejszy narrator wszystkowiedzący ^^. A teraz życzę miłego czytania.
P.S. Żeby nie było: notka dla mojej Melanie (dla mnie już chyba nią zostaniesz), autorki bloga Złote słowa, AnGeL, Nowa Ja, Dolomei, Werci, Du und Ich, no i oczywiście dla mojej przekochanej ale jakże brutalnej Karoliny ;)
Teraz to już na serio miłego czytania!



-James, no już... Proszę cię... – mówiła coraz słabszym głosem usiłując zepchnąć z siebie chłopaka, który całował ją po szyi. Rozpływała się przez niego... Jak on to robi?
-James... – zaczęła znowu, ale gdy tylko spojrzał jej w oczy zupełnie zapomniała co chciała powiedzieć.
-Słucham Lily? – zapytał prawie szeptem. Miał taki spokojny, zmysłowy głos. Mogłaby go tak słuchać godzinami... Ocknęła się po długiej chwili wpatrywania w jego oczy, wzięła głęboki oddech, spojrzała na niego, przejechała ręką po jego włosach. Kilka kosmyków opadło na czoło tworząc uroczą grzywkę.
-James, chodźmy na śniadanie – powiedziała uśmiechając się, jednak chłopak ani drgnął – James...
On zatracał się w jej spojrzeniu, zupełnie odciął się od świata, wystarczyło, że ona była z nim, tu i teraz i będzie już zawsze, był tego całkowicie pewny.
-James, ja też chciałabym zostać z tobą, cały czas tak leżeć i mieć cię blisko siebie... Ale jestem już trochę głodna.
Potrząsnął głową i zapytał:
-Co? Mówiłaś coś?
-Tak – zaśmiała się – Że bardzo chciałabym tu z tobą zostać, cały czas tak leżeć i mieć cię blisko siebie, ale jestem już głodna...
-Ach, oczywiście. Ale teraz to ty wykazałaś zero romantyzmu – pocałował ją delikatnie i wstał z łóżka, pomagając się jej podnieść.
-Ja idę się ubrać i ty też powinieneś.
-Po co masz się ubierać? Przecież w pidżamie nie jesteś.
-A wyobrażasz sobie żebym zeszła na śniadanie w tym stroju? – zaśmiała się podnosząc zadziornie jedną brew.
-Jak dla mnie to możesz tak iść – wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.

Według Syriusza...
No i co oni tam robią? Pewnie leżą, obściskują się... Och! Chyba muszę poderwać jakąś laskę, bo nie wytrzymam. Tylko kogo? Rozglądam się po WS i nie widzę nikogo, kto by się nadawał. Chodziłem już z każdą z tej szkoły... Zaraz, zaraz... Czyżbym się mylił? A ta szatynka to co za jedna? Była tu wcześniej?
-Lunatyk?
-Lily i James są odpowiedzialni i...
-Nie o nich mi chodzi – machnąłem ręką.
-Nie? – spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Nie. Znasz tą szatynkę?
-Którą?
-No tą, co siedzi tam przy końcu z tą w zielonym, przy stole Krukonów.
-A znam.
-I?
-Co „i”?
-No co mi możesz o niej powiedzieć?
-Hm... Nazywa się Nalizze Finnigan. Jest dwa lata niżej od nas, lubi zielarstwo i eliksiry.
-W sam raz dla mnie. Do tego ładna... Że ja jej wcześniej nie zauważyłem?
-Jeszcze jedno: nie jesteś w jej typie.
-Co?
-Nie podobasz się jej. Koniec.
-Nie mogę się nie podobać.
-A jednak. Zajmij się jedzeniem, bo odkąd tu jesteśmy nie ruszyłeś nic prócz soku dyniowego.
-Co z tego?
-Chcesz umrzeć z głodu? Nie będziesz wtedy mógł podrywać dziewczyn.
-Bardzo śmieszne – zmrużyłem oczy, by dać Remusowi do zrozumienia, że za chwilę to on zginie.
I tak będzie moja. Każda po pewnym czasie jest moja. Zresztą nawet nie muszę się specjalnie wysilać. Po prostu wszystkie dziewczyny chcą być ze mną, bo jestem przystojny, słodki... No po prostu ideał i tyle. Zjadłem szybko tosty i wstałem od stołu. Jak podrywać to już teraz.
-Cześć dziewczyny. Jestem Syriusz Black.
-Wiemy – powiedziała Nalizze nie podnosząc wzroku znad książki.
-Nalizze ma dziś zły humor – odpowiedziała mi jej koleżanka.
-Delilah przymknij się, ok?
-Sam widzisz.
-Delilah!
-No dobra, dobra. Syriuszu, co cię do nas sprowadza? Wiesz, mogłabym napisać ci jakąś pracę z mugoloznawstwa jeśli chcesz – zaproponowała brunetka zwana Delilah uśmiechając się słodko. Przynajmniej tak jej się wydawało. Kiedyś z nią „chodziłem”, ale kompletnie nie umie się całować.
-Nie mam już mugoloznawstwa – Delilah zrobiła smutną minę – Za to mam eliksiry – spojrzałem na Nalizze. Ona cały czas uparcie siedziała z nosem w książce. Spokojnie, niedługo.
-Nalizze?
-Słucham?
-Pokażę ci ciekawe miejsce. Pójdziesz ze mną?
-Za godzinę zaczynają się lekcje. Poza tym nie gadam z nieznajomymi.
-Wiesz że jestem Syriusz Black i rozmawiamy sobie więc znasz mnie.
-Raczej prowadzisz monolog. A teraz wybacz, uczę się – zatrzasnęła książkę i wstała od stołu.
-Nalizze! Czekaj! Czemu nie chcesz z nim iść? – Delilah pobiegła za przyjaciółką.
Chyba będzie nieco trudniej niż sądziłem. Ale nie takie wyzwania już były. Wróciłem do przyjaciół którzy dokańczali jeść śniadanie.
-No i co? Chyba nie poszło za dobrze? – Remus śmiał się, a wtórowały mu Cas i Amy.
-Wręcz przeciwnie, poszło wyśmienicie.
-Jeśli wyśmienitym można nazwać odstraszenie dziewczyny tak, że wybiegła z WS to naprawdę poszło ci świetnie. Tylko tak dalej.
-Ha ha. No naprawdę Lunio, bardzo śmieszne.
-Owszem. No proszę, kto się zjawił – Amy kiwnęła głową w stronę wejścia do WS.
Środkiem sali szli sobie Lily i James trzymając się za ręce. Cóż za słodki widok.
-Cześć wam – powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Zielona.
Wszyscy odpowiedzieliśmy, a Amy od razu dodała:
-Syriusz bał się, że za dziewięć miesięcy będzie wujkiem.
-Wcale się nie...
-Syriusz, przykro mi, nie za dziewięć a za siedem miesięcy – Lily usiadła obok mnie i jak gdyby nigdy nic zaczęła smarować sobie kromkę masłem.
-Łapa, zamknij buzię, bo ci ślina kapie – Rogacz jak zwykle dowcipny.
-Jak to za siedem miesięcy?
-Po prostu, stało się. Będziemy musieli iść do Dumbledore’a żeby coś z tym zrobił. Jakieś wolne od szkoły czy coś.
-Lily, ty żartujesz? – wolałem się upewnić.
-Oczywiście, że żartuję. Uwierzyłeś w coś takiego? Naprawdę myślałam, że jesteś mądrzejszy.
-Następna co się mnie czepia.
-Ja się ciebie nie czepiam przecież. Żartuję sobie z tobą, a ty się od razu obrażasz.
-Nie obrażam się.
-Łapa, wszystko ok? – zapytał Rogacz, widać było, że się martwił o mnie. Bez potrzeby.
-Tak, jest w porządku.
-Syriusz właśnie wrócił z nieudanego podrywu – Remus jak zwykle musi wtrącić coś od siebie.
-Jakiego podrywu? – zapytał James.
-Nieważne – odpowiedziałem szybko.
-Mów, przecież jesteś tak boski, że podobno możesz mieć każdą – powiedziała Lily, na co James spojrzał na nią dziwnie.
-Liluś, czy ja o czymś nie wiem?
-Jim, przecież wiesz, że ja tylko tak gadam.
-Wiem – uśmiechnął się do niej.
Jasne, po lewej para, po prawej para, a ja w środku tego wszystkiego. Muszę wyjść i to szybko.
-Gdzie się wybierasz? – zapytała Amy.
-Przejść się.
Nikt się więcej nie odezwał. Wyszedłem z WS, skoczyłem tylko po kurtkę i już spacerowałem po błoniach. Sam nie wiedziałem gdzie iść i co robić. Stanąłem przy brzegu jeziora i zacząłem rzucać kamykami. Na wodzie robiły się okręgi, rozszerzały się coraz bardziej, a po chwili tafla znów była gładka. Mogłem być z Amandą. Ale oczywiście wolałem wtedy romansować z kilkoma innymi. Teraz każda myśli, że będzie moją dziewczyną tylko na jeden dzień. Dość mam już takich „związków”. Chcę mieć kogoś w końcu na stałe, nie na dobę czy dwie. Tak jak Lily jest z Jamesem, a Amy z Remusem. Może mógłbym być z Nalizze? Ale chyba rzeczywiście nie jestem w jej typie. Jak mogę nie być? Przecież każda dałaby się pokroić żeby ze mną być, a ona... Nie mam pojęcia co robić.

Z perspektywy narratora...
-Delilah daj mi spokój. Nie chcę z nim iść, bo on mi się nie podoba.
-Jak może ci się nie podobać? On podoba się każdej.
-Jak widać nie każdej. Dasz mi w spokoju się pouczyć?
-Nie. Ja na twoim miejscu bym poszła z nim.
-Więc trzeba było iść – szatynka usiadła na łóżku w dormitorium i otworzyła książkę do transmutacji.
-Ale mnie nie proponował – Delilah zasmuciła się nieco.
-Przecież mogłaś powiedzieć, że pójdziesz zamiast mnie.
-Wyszłoby na to, że mu się narzucam. A tego bym nie chciała.
-Przecież już kiedyś z nim chodziłaś.
-Tak, nie wiem czy z jeden dzień. On był już właściwie ze wszystkimi dziewczynami. Poza tymi ze swojego roku i poza tobą.
-I tak zostanie.
-Czemu nie dasz mu szansy?
-Jeśli pokaże, że ma coś więcej do zaoferowania niż tylko wygląd i niezbyt kulturalne maniery to się z nim umówię. Możesz mu to nawet przekazać, bo i tak wątpię, że mu się uda.
-A jeśli jednak się uda?
-Wtedy się z nim umówię.
-James Potter się zmienił dla Lily Evans.
-Co ma Potter do tego?
-Przecież to najlepsi kumple. James będzie doradzał Syriuszowi.
-Niech doradza. Mało mnie to obchodzi.
Szatynka podeszła do okna. Z dormitoriów Krukonów widać było jezioro. Ktoś stał przy brzegu i rzucał kamykami do wody. Nie ktoś, Syriusz Black, pogrążony w myślach. Nalizze zaczęła mu się przypatrywać. Może i nie jest zły, ale to typ podrywacza i dziewczyna wątpiła, by mógłby stworzyć z kimś związek na całe życie. Według niej nie należał do chłopców będących materiałem na przyszłego męża. Zbyt pewny siebie, czasem porywczy, no i wieczny kawalarz i flirciarz. Nie mógłby się zmienić. Nie wiedziała, że on byłby w stanie się poświęcić gdyby tylko zainteresowała się nim dziewczyna, dla której miałby być chłopakiem. Najzwyklejszym chłopakiem, do trzymania za rękę, do noszenia toreb z zakupami, do wspólnego spędzania czasu, nawet milcząc. Nalizze z charakteru była dokładnie taka jak ideał dziewczyny Syriusza. Była mądra, umiała zachować się w każdej sytuacji, była wygadana, potrafiła czasem nieźle komuś dociąć. Pomimo wszystkiego była naprawdę oddana przyjaciołom i nie wahała się nikomu pomagać. Zupełnie jak Lily Evans, jednak ona była „zarezerwowana” dla Jamesa, więc Syriusz nie śmiał się do niej zbliżać. Poza tym nie ukrywajmy faktu, że dla Syriusza liczył się wygląd, a Lily zdecydowanie nie była w jego typie. Za to Nalizze... Długie włosy, ciemnoniebieskie oczy, drobne usta, jasna cera, figura całkiem niezła, choć Nali nie należała do tych szczuplutkich dziewczyn wyglądających jak wieszaki na ubrania. Może i nie miała cudownie płaskiego brzucha i nóg do samej szyi, ale była zawsze sobą i to podobało się chłopcom. Najładniejsza nie była, ale Syriusza coś w niej pociągało. Może właśnie to, że będzie dla niego wyzwaniem. Zaczynał oswajać się z myślą, że może dojść do sytuacji „Finnigan – Black” porównywalnej do „Evans – Potter”.
Szatynka nadal stała wpatrując się w Syriusza. On dla niej był rzeczą całkowicie zakazaną. Tak sobie wymyśliła i zamierzała się tego trzymać. Prawda była taka, że ona także chciała mieć kogoś bliskiego. Nie przyznawała się do tego nikomu, jedynie samej sobie. Jej rodzice uważali, że ma jeszcze czas. Otoczenie wskazywało na coś zupełnie innego. Większość jej rówieśniczek miała już jednego chłopaka, a część nawet trzech! W duchu im zazdrościła. Mogłaby też z jakimś być, ale po co? Jeśli jej nie odpowiadali z jakiegoś powodu czemu ma się męczyć w bezsensownym związku, który i tak na dłuższą metę nie ma szans? Syriusz miał wiele cech, które Nali ceniła: szczerość, inteligencja, lojalność, wierność przyjaciołom. Co z tego jeśli wmówiła sobie niepotrzebnie, że Syriusz nie jest tym kogo szuka? Uważa go za zadufanego, zapatrzonego w siebie ważniaka, który tylko czeka na odpowiednią okazję by wykorzystać niewinną dziewczynę. Tak naprawdę wcale nie chciała by taki był. Miała te czternaście lat i wyobrażała sobie Syriusza i siebie w wielu sytuacjach. Była niepoprawną marzycielką, choć wiele z tych marzeń się nie spełniało. Mimo to ona wierzyła, że nadejdzie kiedyś taki dzień gdy choć jedno się spełni, to największe...

-Ciekawe czemu Syriusz tak nagle wyszedł – James zapytał przyjaciół kiedy wychodzili z Wielkiej Sali.
-Nie mam pojęcia, ale nie wyglądało na to, że ma zachciankę na spacer – podsumował Remus.
-Może poszedł podrywać tą dziewczynę? – wtrącił Peter.
-Raczej nie. Nie byłby wtedy taki zamyślony. Coś się z nim dzieje złego.
-James, może ja z nim porozmawiam?
-Ty Lily? Zapewniam cię, że jeśli nam do tej pory nie powiedział to tobie też nie powie – James zakpił.
-Tak uważasz? No to bardzo dziękuję, że we mnie wierzysz – Lily demonstracyjnie wyrwała rękę z dłoni Rogacza i ruszyła żwawszym krokiem.
Gdzieś na lewo dały się słyszeć podniecone rozmowy dziewczyn.
-Może ta Ruda z nim zerwała?
-Byłoby świetnie.
-Nie zerwała ze mną i nie zerwie moje drogie panie. Więc nie liczcie na nic – James zwrócił się w ich kierunku, a te nagle zarumieniły się i uciekły w przeciwną stronę.
-Czyżby? – Lily stała kilka stopni wyżej i patrzyła z góry na swojego chłopaka. James doskoczył do niej w dwóch susach i stanął zaledwie o stopień niżej tak, że teraz ich oczy były na tej samej wysokości. Nie musiał nic mówić, wystarczyło, że objął ją w talii. Na początku niewzruszona delikatnie się uśmiechnęła, potem odwróciła się łapiąc szukającego za rękę i ciągnąc w górę schodów.
-Nie zerwą ze sobą za żadne skarby świata – powiedziała Amy.
-Tak jak my – dodał Remus, na co dziewczyna nieco się zarumieniła i opuściła wzrok na podłogę.
-No nie, znowu love story. Czy wyście wszyscy poszaleli? Uspokójcie się wre... – Cas miała już dosyć tych par naokoło jednak urwała wpół zdania. Oto z naprzeciwka szedł Michael Finnigan. Wysoki, dobrze zbudowany szatyn, o ciemnoniebieskich oczach i jasnej karnacji. Młodsza siostra, Nalizze, była do niego bardzo podobna. Jednak różnili się nieco charakterem. Michael był cichy i spokojny, nie udzielał się w życiu szkoły. Mimo, że dobrze grał w quidditcha nie zgadzał się by przyjęli go do drużyny, nie chciał żyć w blasku reflektorów. Zupełne przeciwieństwo Cas. Jednak Michael to jej miłość, marzenie, jej druga połowa. Skąd Cassidy to wiedziała? To się po prostu czuje. A ona czuła to w tej chwili.
-Cześć Michael – uśmiechnęła się lekko.
-Cześć – powiedział obojętnie i poszedł dalej. Cas podążyła za nim wzrokiem jednak mogła tylko popatrzeć na jego plecy. Chłopak nie odwrócił się ani na sekundę. To ją nieco zabolało. Ruszyła w stronę wieży. Dopiero wtedy Michael spojrzał za siebie i zatrzymał się na chwilę. Co ta dziewczyna ma takiego, że przyciąga jego wzrok? W Wielkiej Sali szuka jej zawsze, przychodzi o tej samej porze co ona, bywa w miejscach gdzie przebywa najczęściej, nawet rozmawia z ludźmi z jej otoczenia. Czy ona tego nie widzi? A może właśnie widzi, bo powiedziała mu „cześć”. A jeśli to było przypadkiem? Stał na korytarzu póki nie zniknęła na schodach. Westchnął i udał się do pokoju wspólnego Krukonów. Wiedział, że Cassidy ma swoje sztuczki, które praktykuje na chłopcach. Dlatego udawał niewzruszonego. Powoli planował jak może się do niej zbliżyć.
-Carla?
-Tak, Michael?
-Idziesz do dormitorium?
-Tak, chciałeś coś?
-Zawołaj mi Nalizze.
-Nie ma sprawy.
-Dzięki.
Chłopak usiadł na miękkiej granatowej kanapie. Wpatrywał się w wielkiego kruka będącego godłem Ravenclawu.
-Wołałeś mnie? – szatynka usiadła obok brata.
-Tak. Powiedz mi... Znasz Cassidy Brandt?
-To ta blondynka, koleżanka Lily Evans?
-Właśnie ta.
-No to kojarzę. Dzisiaj podszedł do mnie jej kolega, Syriusz Black. Chyba chce, żebym była jego następną zdobyczą.
-Zagadał do ciebie? – Michael zaciekawił się.
-No tak. Delilah mówiła, żebym z nim poszła, bo chciał mnie gdzieś zaprowadzić.
-Mogłaś iść.
-Ty też przeciwko mnie?
-Po prostu myślę, że może on nie jest taki zły.
-Ej, czy ty nie chcesz mnie wykorzystać żeby poderwać tą Brandt? Widziałam jak się ślinisz na jej widok. Ona podrywa facetów tak samo jak Black dziewczyny.
-A może się mylisz? No tak, jestem starszy od ciebie całe trzy lata i wiem o życiu więcej niż ty.
-Myślałby kto. Całe szczęście, że to twój ostatni rok w tej szkole.
-Ależ ty umiesz być złośliwa.
-Nauczyłam się od ciebie braciszku.
-Sprytna bestia – uśmiechnął się – To co, nie chcesz się nazywać Nalizze Black?
-Teraz to przegiąłeś – zaczęła łaskotać chłopaka.
Kiedy oboje się zmęczyli i usiedli oddychając głęboko Nalizze zapytała:
-Tobie naprawdę podoba się Cassidy?
-Naprawdę.
-To czemu do niej nie zagadasz?
-Bo... – zawiesił się. Właściwie czemu tego nie zrobił? Był pewny, że go odtrąci, znajdzie sobie lepszych chłopców.
-Bo?
-Dlatego, że...
-Boisz się?
-Trochę.
-Mogę z nią pogadać. Wiesz, za półtorej miesiąca jest przedświąteczny wypad do Hogsmeade i jeszcze ktoś ci ją sprzątnie sprzed nosa. Musisz umocnić swoją pozycję.
-Gadasz jak jakiś chory uzdrowiciel.
-Wydaje ci się. Teraz pozwól, że wrócę do swojego pasjonującego zajęcia jakim jest uczenie się.
-Ależ proszę cię bardzo. Może cię odprowadzić?
-Obejdzie się – wystawiła bratu język i ruszyła schodami w górę.

-Gdzie u licha jest Syriusz? Za pięć minut zaczynają się lekcje! – James zaczynał się coraz bardziej martwić o przyjaciela.
-Może weźmy mu rzeczy, on pewnie dojdzie do nas – zaproponował Remus.
Jak na zawołanie do dormitorium wpadł Łapa, nieco zdyszany.
-Gdzie się podziewałeś?
-Byłem na błoniach. Idziemy na lekcje?
-Tak – Rogacz rzucił koledze spakowaną już torbę i wypchnął go za drzwi sam wychodząc przy okazji.
Na dole spotkali się z dziewczynami. Spojrzały dziwnie na Syriusza, który był zdyszany, lekko czerwony na twarzy, a włosy były w całkowitym nieładzie.
-Coś ty wyrabiał? – zapytała Lily, podchodząc do Łapy i czochrając mu włosy by choć trochę wyglądały „normalnie”.
-Lilka, bo James się robi zazdrosny – Amy zaśmiała się na widok miny Rogacza.
-On dobrze wie, że Syriusz to żadna konkurencja dla niego.
-No wiesz! Wypraszam sobie! – Łapa urażony tym stwierdzeniem odwrócił się bokiem do panny Evans.
-Przecież żartowałam – Lily usiłowała się bronić.
-Hej, mamy dwie minuty na dotarcie do klas – powiedział Remus ciągnąc Amy, która z kolei złapała się Cas. Za nimi pobiegła reszta. Dzięki skrótom huncwotów wszyscy zdążyli na swoje lekcje. Siedziała właśnie na transmutacji i usiłowała słuchać co do niej mówi McGonagall. Nie przychodziło jej to jednak łatwo... „James, co ty mi zrobiłeś?” – zadawała sobie w myślach wciąż to samo pytanie. Gdy nie było go obok niej myślała co w tym momencie robi, czy nad czymś się zastanawia. Kiedy go przytulała była ciekawa czy on też myśli o tym samym co ona. Patrząc w jego oczy zatracała się całkowicie. Pragnęła wtedy tylko jego dotyku, jego bliskości, z każdą chwilą coraz bardziej. Tak bardzo się zamyśliła, że nie usłyszała dzwonka kończącego lekcję. James spakował jej rzeczy do torby, zarzucił na ramię i dopiero wtedy złapał Lily za rękę i pociągnął do wyjścia. Dziewczyna na początku nieco zdezorientowana ocknęła się i zapytała:
-Lekcja się już skończyła?
-Oczywiście, a ty byłaś tak zamyślona, że musiałem cię siłą stamtąd wyciągać – uśmiechnął się z błyskiem w oku jak prawdziwy huncwot.
-Zaraz! – ruda osóbka stanęła nagle na środku korytarza, a James trzymający ją za rękę zachwiał się i zrobił krok do tyłu by utrzymać równowagę. Spojrzał na swoją dziewczynę.
-Co się stało?
-Muszę iść do klasy transmutacji. Przecież została tam moja torba – usiłowała pociągnąć Rogacza w drugą stronę, lecz ten tylko się uśmiechał. Po chwili zdjął ze swojego ramienia torbę zielonookiej i podał ją dziewczynie. Zarumieniła się lekko, biorąc swoją własność od chłopaka i bąknęła pod nosem „dzięki”. Ruszyli w kierunku schodów, jednak nagle James się rozmyślił i wepchnął Lily do korytarza po prawej. Tam dopadł pierwszych drzwi po lewej i oboje nagle znaleźli się w małym i ciemnym pomieszczeniu.
-James, co ty...
-To schowek na miotły więc nikt nam przeszkadzać nie będzie – powiedział brunet. Zdjął swoją torbę z ramienia i zrobił to samo z bagażem Lily. Przysunął się do niej bardzo blisko, między ich ciałami nie było ani cala wolnego miejsca. Dziewczyna nieśmiało cofnęła się o krok do tyłu. James który ciasno oplatał ją rękoma w talii podążył za nią. Zatrzymała się dopiero gdy za plecami miała ścianę a przed sobą jedynego chłopaka, którego kochała... Teraz Lily była już tego pewna. Powiedziałaby to Jamesowi gdyby nie to, że cały czas miała zajęte usta przez jego czułe i namiętne pocałunki. Powoli rozpinał jej szatę nie przestając zajmować się jej wargami. Ona w tym czasie jedną ręką mierzwiła jego włosy, drugą błądziła gdzieś w okolicach talii chłopaka. Kiedy jej szata była całkowicie rozpięta, James zajął się bluzką Lily, również zapinaną z tym tylko, że na zamek. Odpinał go powoli jedną ręką, drugą zaś wsuwając pod rozchylający się materiał. Dziewczyna drżała na całym ciele. Jednak nie bała się, że cała sprawa zajdzie za daleko. Nie w komórce na miotły, jej chłopak był tego świadomy. Nagle zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy i tym samym początek kolejnej lekcji. Zatopionym w sobie kochankom to nie przeszkadzało. Po chwili jednak Lily się ocknęła.
-Był już dzwonek na lekcje?
-Chyba tak, nieważne – zaczął całować ją w szyję przesuwając rękoma po nagiej talii Rudej.
-James, jest lekcja! Mamy teraz eliksiry.
-A ja mam to gdzieś – wrócił do przerwanej czynności przyciskając zielonooką jeszcze bardziej do ściany by mu nie uciekła. Już myślał, że się poddała. Nic bardziej mylnego.
-Jim, nie zmuszaj mnie bym w ciebie rzuciła jakimś zaklęciem.
-Nie zrobisz tego Liluś – powiedział pewnym siebie głosem jednak zdębiał gdy dziewczyna przyłożyła mu do piersi koniec różdżki. Zupełnie go zamurowało. Nie wykonał żadnego ruchu, zupełnie jak gdyby był posągiem.
-Jamesie Potter. Odsuń się grzecznie, weź torby i wychodzimy.
-Ale Lily...
-No już!
-Dobra, ale może najpierw się zapnij – usłyszała w jego głosie czystą złośliwość. Jedną rękę poradziła sobie z zamkiem. Szatę dopnie później. James otworzył drzwi i wyszedł tyłem na korytarz, zanim poszła Lily.
-Teraz idziemy na lekcję – powiedziała i ruszyła żwawym krokiem w stronę schodów. James spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia minut kończyły się eliksiry. Przynajmniej ich pierwsza godzina. Według Jamesa nie było żadnego sensu by iść do klasy z takim spóźnieniem. Pewnie przygotowują jakiś trudny eliksir i nawet jeśli Slughorn nie wlepi im szlabanu za uciekanie z lekcji to i tak nie zdążą uwarzyć żadnego specyfiku. Dogonił swoją ukochaną, złapał za rękę i przyciągnął do siebie tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka cali...
-Lily... – szepnął.
-James, jest lekcja.
-Zostało już jakieś piętnaście minut do końca pierwszej godziny eliksirów. Nie opłaca nam się iść.
-Ale do schowka nie wracam – Lily uśmiechnęła się pod nosem i razem z Jamesem poszli do PW. O tej porze wszyscy byli na lekcjach. Zajęli kanapę. Szukający Gryfonów nie miał już na sobie górnej garderoby. Lily znów pozbyła się szaty, a w ślad za nią poszła rozpinana bluzka. Jedynie został biustonosz i spódniczka od mundurka. James lubował się w jej oczach, pieścił to ukochane ciało, chłonął z tych chwil ile tylko się da... Lily rozpływała się pod jego dotykiem, mogłaby tak leżeć z nim godzinami a i tak jej się nie znudzi. Poznawanie i uczenie się jego ciała to jak otwieranie nowego prezentu na Gwiazdkę. Ujęła delikatnie jego twarz w swoje dłonie zmuszając go tym samym do spojrzenia jej w oczy. Znów brąz i zieleń przeplatały się ze sobą.
-James... Kocham Cię – Lily wypowiedziała słowa, które już od dłuższego czasu powinny ujrzeć światło dzienne.
-Lily... ja... Też bardzo Cię kocham – przytulił się do dziewczyny, a potem delikatnie pocałował.
-Pamiętam jak w trzeciej klasie, na tej właśnie kanapie to ty pierwszy powiedziałeś mi, że mnie kochasz – dziewczyna uśmiechnęła się.
-A myślałem, że strasznie mnie za to nienawidzisz, że wtedy wyznałem ci miłość.
-Jak widać jednak nie – przyciągnęła go do siebie i pocałowała.
Zabrzmiał dzwonek kończący lekcję eliksirów.
-Mam nadzieję, że nikt nie przyjdzie z pretekstem, że zapomniał książki – powiedział James odrywając się na chwilkę od dekoltu rudowłosej. Ona tylko delikatnie się uśmiechnęła. Nikt im nie przeszkodził w czasie przerwy, ale kiedy zbliżała się godzina zakończenia eliksirów ubrali się, zabrali rzeczy i uśmiechnięci od ucha do ucha wolnym krokiem poszli w stronę klasy Obrony Przed Czarną Magią.

komentarze [13]



"Zbereźniki"... chwila refleksji.


wtorek, 2 stycznia 2007||22:57:01

Obiecana notka :) Zaczął się kolejny rok wraz z nim czas na przemyślenie wielu spraw i być może zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń, może poglądów... Nie nudzę już :P Dziś dedykacja dla wszystkich odwiedzających blog, a zwłaszcza dla stałych czytelników którzy znają całą treść mojego "dzieła". W końcu to nie laa wyczyn ;) Życzę miłego czytania!

Obudziłam się rano pełna energii. W końcu dziś sobota, można nadrobić zaległości... Zaraz, zaraz. Jakie zaległości? Ja nie mam żadnych, ale znając życie to James ma ich pełno. O Syriuszu i Peterze nie wspominając. Spojrzałam na zegarek. Dopiero po czwartej. No i po co obudziłam się tak wcześnie? Co mam robić? Muszę spróbować zasnąć. Tylko, że to trochę trudne. Myślę, co zrobić. James… Co on robi kiedy budzi się tak wcześnie? James! Przyszedł mi w sumie do głowy dosyć szalony pomysł. Choć właściwie, czemu nie? Zawsze byłam spokojna i opanowana, no może za wyjątkiem sytuacji kiedy Jimmy mnie zdenerwował. Może od czasu do czasu trochę zaszaleję? Przecież nic się nie stanie... No i jestem prefektem. Rozsunęłam kotary. Dziewczyny jeszcze spały. Bardzo dobrze. Po cichutku podeszłam do szafy i wyciągnęłam ubrania. Przebrałam się i przeczesałam włosy. Kropelka perfum... Jeszcze tylko rzut oka na śpiące dziewczyny i już mnie nie było w dormitorium. Szłam przez pusty pokój wspólny. W kominku jak zwykle trzaskał ogień, choć nie tak duży jak za dnia. Wspinałam się po schodkach i w końcu stanęłam przed drzwiami z napisem „Rok VI” a pod spodem na tabliczce były nazwiska „Black Syriusz, Lupin Remus, Pettigrew Peter, Potter James”. Pod nazwiskami była umieszczona jeszcze jedna tabliczka. Napis na niej głosił: „Dormitorium Huncwotów. Wchodzisz na własne ryzyko. Za ewentualne urazy psychiczne nie odpowiadamy”. Ech, chłopcy i ich humor. Bez zbędnych ceregieli nacisnęłam na klamkę. Weszłam po cichu do pomieszczenia. Słychać było tylko oddechy chłopców, pochrapywanie od czasu do czasu, jakieś gadanie przez sen i skrzypienie łóżek towarzyszące przekręcaniu się z boku na bok. Wiedziałam, które łóżko należy do Jamesa, jednak coś mnie podkusiło i podeszłam do łóżka zajmowanego przez Syriusza. Spał tak słodko, że nikt nie podejrzewałby jakie numery potrafi czasem odstawić. Kolejne łóżko należało do Petera. Na nocnej szafce leżała tabliczka czekolady i o dziwo skakanka! Co ona tam robi? Czyżby Peter dbał o linię? Ciekawe... Remus wciąż niespokojnie wiercił się na łóżku i mamrotał przez sen. Na co dzień spokojny, a we śnie coś go dręczy. I chyba nawet wiem co... Biedny Remus. Westchnęłam i podeszłam do ostatniego łóżka zajmowanego przez mojego chłopaka. Odsunęłam kotarę. Jest jeszcze przystojniejszy kiedy śpi. Kucnęłam, tak żeby mieć jego twarz naprzeciwko mojej. Mogłabym tak patrzeć na niego dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Dlaczego tak późno to zrozumiałam? Dlaczego przez te lata byłam dla niego taka? Mogliśmy być razem już tak długo! Ale oczywiście, że nie! Moja duma, moja opinia mogła ucierpieć. Czym ja się tak przejmowałam? Teraz żałuję, bardzo. Chciałabym mu to jakoś wynagrodzić. Zawsze się starał, był przy mnie kiedy potrzebowałam, pocieszał choć robiłam mu awantury... On był cierpliwy. I opłaciło mu się to. W końcu dałam się przekonać do niego. Przypomniał mi się pewien pocałunek w czwartej klasie. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, ale był ważny. Jak dziś pamiętam maj, kiedy wracaliśmy z cieplarni. Już po lekcjach zmierzaliśmy do dormitoriów. Zaczepił mnie James znów z tym swoim pytaniem „Umów się ze mną Evans”. Już chciałam mu coś powiedzieć kiedy złapał mnie za rękę i pociągnął. Krzyczałam do dziewczyn, ale z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk... Podły, rzucił na mnie „silencio”. Mogłam się opierać, ale co by to dało? Dziewczyny już dawno weszły do zamku, a reszta huncwotów podążyła za nimi najwyraźniej znając zamiary Rogacza. Zaciągnął mnie w cudne miejsce... Co prawda w Zakazanym Lesie, ale ten wodospad był boski! Srebrzysta woda spływająca kaskadami po wielkich głazach, rozkosznie chlupała rozbryzgując się na wszystkie strony. Głazy i roślinność miały specyficzny zapach wilgoci, który uwielbiam. Wpatrywałam się tak w piękno przyrody kiedy James lekko ścisnął moją dłoń.
-Podoba ci się prawda? – zapytał nie puszczając mojej ręki.
Pokiwałam głową nieśmiało. Przysunął się do mnie bliżej. Objął od tyłu w talii. Delikatnie odsunął kosmyki włosów z mojej szyi, pocałował raz, drugi, trzeci... Ten wodospad, szum wody i James. Po co mi chcieć więcej? Z każdym dotykiem Jamesa czułam jak budzi się we mnie coś, trudno nazwać co dokładnie, ale domaga się by te dłonie trwały przy mojej skórze, a jego usta... Tak, te wargi by dotknęły moich. Chcę tego, nic się dla mnie nie liczy, nie ważne co będą mówić inni. Odwróciłam się twarzą do Jamesa, by spojrzeć w jego oczy... Niczym orzechy, czekolada. Miały w sobie tę iskierkę szczęścia, prośbę o więcej bliskości, wręcz błaganie. Zrobiłam smutną minę. Chciałam mu wtedy powiedzieć ile dla mnie znaczy, ale zaklęcie nadal działało.
-Co się stało?
Objęłam Jamesa, spojrzałam mu głęboko w oczy po czym opuściłam wzrok w dół. Chyba zrozumiał, bo po chwili odezwał się:
-Chcesz mi coś powiedzieć?
Kiwnęłam głową, wciąż nie patrząc mu w oczy. Głupio mi było przyznać się do tego co chciałam mu wyznać, a mimo wszystko czułam, że muszę to zrobić. Tu i teraz.
-Więc mów, proszę – wyszeptał.
Dopiero wtedy podniosłam na niego wzrok. Tonęłam w głębi jego oczu. I wcale nie chciałam prosić o kamizelkę ratunkową. Mogłabym tak trwać wiecznie.
-James, ja... Nie wiem czemu, może to magia miejsca, może jakieś twoje sztuczki – zmarszczył brwi, jak gdyby chciał zaprzeczyć – i nigdy ci tego nie mówiłam, bo sama nie chciałam się przyznać przed sobą, ale uważam, że... jesteś bardzo przystojny i podobasz mi się jak żaden inny. Nie wiem co w sobie masz, ale to mnie przyciąga jak magnes. I dlatego – James już chciał się uśmiechnąć kiedy zobaczył, że posmutniałam – nie powinniśmy się spotykać. Dlatego zawsze cię odrzucam, bo tak samo działasz na inne, podobasz się tylu dziewczynom... Boję się, że jeśli ja ulegnę to mnie zostawisz, że znajdziesz sobie inną. A ja tego nie chcę.
-Lily, daj mi chociaż jedną szansę. Proszę...
-Nie mogę James. I nie chodzi o to, że ci nie ufam. Zostaw mnie proszę.
-Nie ma mowy. Lily, ja się tak łatwo nie poddaję.
Zbliżył się do mnie tak, że między nami nie było ani trochę wolnego miejsca. Przerażała mnie ta bliskość, ale z drugiej strony chciałam by zrobił to do czego się przymierzał, by być jeszcze bliżej... Kiedy był zaledwie o cal od moich ust przymknęłam oczy i wyszeptałam:
-James, zrób to, pocałuj mnie.
Nie wahał się ani chwili. Poczułam jak jego usta delikatnie dotknęły moich. Oddawałam każdy pocałunek, sama nalegając na więcej. Co mnie wtedy podkusiło? Wydaje mi się jednak, że od tego zaczęło się prawdziwe zauroczenie Jamesem. Oczywiście tamten pocałunek skończył się na kłótni, ale i tak wspominam go bardzo miło. Kiedy teraz patrzę na twarz Jamesa zastanawiam się jak taki łobuz mógł usidlić bardzo grzeczną dziewczynę nie tolerującą łamania regulaminu? Pogładziłam go po policzku, przeczesałam włosy. Spał spokojnie, jednak na krawędzi łóżka, zupełnie jakby robił mi miejsce. Usiadłam przy nim patrząc wciąż na śpiącego chłopaka. Przymknięte powieki skrywały te przecudne orzechowe oczy. Czarne włosy rozrzucone w nieładzie. Leżał na plecach z jedną ręką na klatce piersiowej, a drugą położoną na poduszce. Spał bez koszulki. Kocham kiedy nie ma na sobie żadnej bluzy. Widok jego nagiej klatki piersiowej to coś, dla czego mogłabym stracić głowę. Położyłam się obok, okrywając się kołdrą i zasuwając kotarę. Przytuliłam się do Jamesa. Jaką miałam ochotę teraz go pocałować. Hmm… Właściwie czemu nie? W końcu śpi. A gdyby nie spał to na pewno sam by tego chciał. Przysunęłam się bliżej. Czułam jego oddech na swojej twarzy. Nagle otworzył oczy.
-Jak to się stało, że taka grzeczna pani prefekt przyszła do największego łobuza w szkole? I to jeszcze wpycha mu się do łóżka? Co ja sobie mogę pomyśleć? – szepnął.
Pocałowałam go zamykając mu skutecznie usta.
-Rozumiem, czyli dobrze myślałem – uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie. Położyłam się bardzo blisko niego, objął mnie ramieniem, a drugą ręką gładził mnie po policzku – Wiesz jakim jesteś dla mnie szczęściem? Myślałaś, że byłbym w stanie cię zdobyć i porzucić? Lily, jesteś dla mnie wszystkim – pocałował mnie w czoło.
-Wiesz, ja tu przyszłam się wyspać, ale widzę, że masz inne pomysły na spędzenie czasu.
-Jeśli tak się będziesz ubierać to ja zawsze będę miał inne pomysły na spędzanie wolnego czasu – uśmiechnął się figlarnie.
-No wiesz, przecież to zwykły ubiór. Koszulka, spodenki…
-Tak, ale jaka koszulka i jakie spodenki.
No dobra, mam na sobie czerwoną bluzeczkę na ramiączkach i jasnoniebieskie dżinsowe szorty. Czy to jest nienormalne?
-Oj, przestań – uśmiechnęłam się i przytuliłam do chłopaka.
-Lily…
-Tak?
-Ja nadal nie wierzę, że ty jesteś ze mną. To nie jest sen?
-Nie, to nie jest sen. Ale ja też nie mogę uwierzyć jak to się stało, że jestem z tobą.
-No wielkie dzięki za komplement. Nie ma co – powiedział jakby obrażony.
-Czyli mam sobie iść?
-Nie! – objął mnie mocniej.
-A widzisz. Mały szantaż na ciebie działa.
-Nie bądź taka mądra, bo na ciebie też.
-Phi! Wiesz która jest godzina?
-Eee… Wczesna?
-Owszem, po czwartej. Więc z łaski swojej jak chcesz się wyspać to może zamknij już oczka i śpij.
-A zostaniesz? – zapytał jakby bał się, że nagle mu ucieknę, że czar pryśnie. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Zostanę – wyszeptałam i pocałowałam w czoło.
Wtulił się we mnie tak jak ja to zwykle robiłam. Poczochrałam go po włosach. Wiem, że coś do niego czuję. Ale nie potrafię tego określić.

Według Syriusza…
-Rogacz, wstawaj. Już jest po dziesiątej. Pasowałoby coś zjeść w końcu.
Cisza. Nie wstaje czy co?
-Rogacz! Wstawaj! Mówi się do ciebie! – zacząłem krzyczeć. Coś tam mruknął przez sen i znowu cisza. Tylko on spał, reszta wstała. Nawet Glizdogon. A ten rogaty stwór śpi w najlepsze. Zaraz mu zgotuję pobudkę. Podszedłem do kotary i jednym ruchem ręki ją odsunąłem.
-Rogacz czy mógłb… O żesz w mordę!
-Co takiego? – zapytał Lunio wychylając się z łazienki.
-Sam zobacz CO takiego.
Peter podbiegł od razu, potem doszedł Lunio. Nie wierzyłem w to co zobaczyłem. Lily przytulała się do Jamesa. Spali razem. Na jego łóżku. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić.
-Co się dziwisz? Przecież są ze sobą – powiedział mądrze Remus. Jakbym nie wiedział…
-No dobra, ale musiała przyjść jak my już spaliśmy. Nie wiadomo co robili zanim położyli się spać.
-Oj, przestań. Zawsze myślisz tylko o jednym – powiedział znudzony Lunatyk. Zasunął kotarę – I daj im pospać. Niech się sobą nacieszą.
Otworzyłem oczy ze zdumienia.
-A…a… ale jak McGonagall tu przyjdzie? Dostaną szlaban i… i…
-Ona nie zabierze ci kumpla, zrozum to. Poza tym nic się nie stanie jak czasem pójdziemy na śniadanie bez nich.
-A co powiemy dziewczynom? Będą się pytać o Lilkę.
-No to powiemy że jest u nas – odezwał się Peter.
-Jasne! Zaraz będą pytania co oni tam robią i tak dalej.
-Łapo, daj już spokój i nie wydzieraj się tak.
-Bo co?
-Bo cię stąd wyrzucę.
-Nie możesz, to moje dormitorium.
-Jestem prefektem więc mogę. Powiem, że zakłócasz porządek – Remus zaczął się śmiać. No faktycznie bardzo śmieszne. Ja nic w tym takiego nie widzę – Ja nie chcę jeszcze być wujkiem.
-Wiesz co, oni nie są tacy głupi jak to sobie wyobrażasz.
-Możemy iść już na śniadanie? – wtrącił Glizdogon.
-Oczywiście.

Okiem Jamesa…
Słyszałem jak się przekomarzają, ale nie chciałem otwierać oczu. Wystarczyło, że czuję obok siebie Lily. Jeszcze tylko charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi. Dobrze, że poszli na śniadanie, będzie chociaż z dwadzieścia minut spokoju. Otworzyłem powoli oczy i spojrzałem na Lily leżącą obok mnie. Rude włosy rozsypane na poduszce, spokojna twarz… I jak ja miałem się w niej nie zakochać? Delikatnie uśmiechała się przez sen.
-James… Przyglądasz mi się?
-Hej, myślałem, że śpisz!
-Przecież twoi cudowni współlokatorzy obudziliby nawet umarlaka – roześmiała się otwierając oczy. Te przecudne zielone oczy…
-Kocham Cię Lily – pocałowałem ją przewracając na plecy i lekko nachylając się nad nią. Całowałem jej szyję, dekolt, ramiona. Pieszczotom nie było końca.
-James, to łaskocze! – kocham jak się tak śmieje. Jest wtedy taka rozkosznie pociągająca. Całowałem coraz zachłanniej.
-Mam nadzieję, że nie wparują tu za chwilę – powiedziałem przerywając na chwilkę.
-Też mam taką nadzieję… - ujęła moją twarz i przyciągnęła do swojej muskając ustami moje wargi.
Dla takich chwil mógłbym oddać wszystko. Do końca nie wierzyłem, że Lily kiedyś będzie ze mną. To chyba jest przeznaczenie, coś znacznie silniejszego ode mnie. I od samej Lily.
-Zostajesz na święta w zamku? – zapytałem.
-Przecież do świąt jeszcze naprawdę dużo czasu. Całe dwa miesiące.
-Tak, gdyby to były egzaminy to zaraz byś nudziła że to tylko dwa miesiące.
-Nie przesadzaj.
-Wcale nie przesadzam.
-Nie, jasne
-Oczywiście, że nie. Tak będzie zobaczysz. Zresztą, nie obchodzi mnie to – odwróciłem się od niej i położyłem na boku.
-Nie obchodzi cię? To po co pytasz? Idę się ubrać.
-Idź, nikt cię nie trzyma.

Lily’s life…
-Jak chcesz – prychnęłam i trzasnęłam drzwiami. Co on sobie niby wyobraża? Że może tak sobie ze mnie żartować? Doskonale wie, że o pewnych rzeczach się ze mną nie dyskutuje! Chciał się pokłócić, to mu to wyszło! Podeszłam do szafy. Przerzucałam ciuchy i nie mogłam nic dla siebie znaleźć. Nic mi nie pasowało. To za jasne, to za duże, to znowu w paski, tamto za długie. Daję słowo, jeszcze chwila i się naprawdę wkurzę! Idę pod prysznic.

Okiem Jamesa…
Wszyscy muszą trzaskać drzwiami jak są zdenerwowani? To już się stało niemodne! Może mam teraz biec za nią i przepraszać? O nie, nie ma mowy. Czemu to zawsze ja muszę za nią łazić i prosić o wybaczenie? Jeśli coś do mnie czuje, jeśli nadal chce ze mną być to prędzej czy później sama przyjdzie. Idę pod prysznic.

Lily’s life…
Jak dobrze się wykąpać! Nawet złość na Jamesa mi nieco przeszła. No i w końcu wymyśliłam w co się ubiorę. Czas chyba zejść na śniadanie. Wyszłam z dormitorium, wolno szłam po schodach zastanawiając się czy iść teraz do Jimmy’ego czy jednak po śniadaniu. Nie musiałam się zastanawiać, bo kiedy tylko szłam w stronę schodów prowadzących do dormitoriów chłopców zobaczyłam mojego cudownego rozczochranego szukającego. Podeszłam i bez słowa pocałowałam rzucając się na szyję.
-Przepraszam James. Zdenerwowałam się, a to przecież była taka głupia rzecz. Zostaję na święta.
-Też powinienem cię przeprosić. Głupio się zachowałem.
-Nie ważne. Za bardzo mi na tobie zależy, żeby to zepsuć jakąś durną kłótnią o byle co.
Uśmiechnął się i poczochrał te swoje czarniusieńkie włosy.
-Idziemy na śniadanie? Ten twój niedobry chłopak jest głodny – powiedział.
-Ależ oczywiście. Umrzesz mi z niedożywienia i kto mnie będzie denerwował?
-Ja? Przecież cię nie denerwuję.
-Oczywiście, że nie – pocałowałam go znowu, chwyciłam za rękę i pociągnęłam do portretu.

Według Syriusza…
-Lunio, jak myślisz, obudzili się?
-Łapa, daj spokój. Jemy teraz.
-No i co? Nie przełknę nic, kiedy oni tam siedzą sami.
-Przecież mają już wystarczająco dużo lat, żebyś przestał się martwić co oni tam robią. Dla mnie to mogą nawet skakać z wieży byleby sobie krzywdy nie zrobili – powiedział spokojnie smarując kanapkę masłem.
-Jasne – powiedziałem naburmuszony. Niby on się wcale nie przejmuje tym co Lily wyrabia z Jamesem?
-Może oni po prostu śpią? – powiedział nieśmiało Peter.
-Właśnie. ŚPIĄ. Śpi się razem, odpoczywa się samemu. Śpią czyli pewnie baraszkują w łóżku i Bóg raczy wiedzieć co zastaniemy jak tam wejdziemy.
-Łapa. Czy mógłbyś już skończyć? Idą dziewczyny.
-Jasne, wszystko źle to ja. Pewnie.
-Cześć chłopaki – powiedziała Amy całując Remusa w policzek. Rany, ja też tak chcę! Zaraz, przecież mogę... Albo i nie. Mogłem być z Drabiną, przecież powiedziała mi, że… Że mnie kocha. A ja wolałem ganiać za pięcioma innymi. Ale jestem głupi!
-Syriusz? Jesteś tutaj? – Alex klepnęła mnie w plecy.
-Co?
-Właśnie to, że się trochę zamyśliłeś. Jadłeś coś? Bo Remus mówił, że nic nie chcesz tknąć.
-Wydaje wam się.
-No to jedz, na co czekasz. Dziwnie czyściutki masz ten talerz.
-Czepiacie się.
-Co on taki zdenerwowany? – zapytała Cas.
-Lily jest u Jamesa… - zaczął Remus.
-Wiemy, i co z tego?
-No widzisz? – spojrzał na mnie, wzruszyłem ramionami – Syriusz boi się, że wujkiem zostanie.

Z perspektywy narratora…
-Stuknij się w głowę – Alex wykonała takowy gest w stronę Syriusza. Spojrzał na nią oburzony. Oni i tak nie zrozumieją co przeżywa. Tylko on sam to wie. Dlaczego jednak nie chce nikomu przekazać co czuje? Może ktoś by mu pomógł? Owszem, nawet nie jedna osoba, lecz on wolał unieść się honorem. W końcu taki macho jak on nie ma, a przynajmniej nie powinien mieć problemów, jest zawsze boski i nie potrzebuje nikogo. Poza dziewczynami które utwierdzają go w jego umiejętności uwodzenia. Jednak skorupa kryje pod sobą wrażliwego chłopaka, pragnącego miłości jak nikt inny. Bawienie się dziewczynami to tylko chęć pokazania, że to on tu jest górą, on będzie ranił, sam się zranić nie da. Dopiero niedawno zaczęło do niego docierać, że raniąc innych tak naprawdę rani siebie. Nie pozwala żeby rozwinął się w jego sercu najpiękniejszy kwiat – miłość.
Remus patrzył jak jego ukochana Amy sięga po sałatkę owocową. Była pełna gracji, roześmiana, taka cudowna… Wezbrała w nim chęć pocałowania jej. Choć przez chwilę, na krótko, byle dotknąć jej ust. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Nachylił się i pocałował. Poczuł się nagle lekki, myśli odpłynęły, pozostało jedynie ciepło w sercu. Nie chciał przestawać i ku jego radości Amy również była tego samego zdania. Całowali się póki ktoś nie odchrząknął. Była to Cas.
-Zbereźniki. Możecie chociaż zjeść śniadanie a potem się całować? No i nie na Wielkiej Sali.
-A czemu? – zapytał zdziwiony Remus.
-A temu, że to miejsce publiczne.
-Czyli tak samo moje jak i wasze, a to znaczy, że mam tu wolność słowa i zachowania. Zresztą Wielka Sala to bardzo romantyczne miejsce.
-Może i romantyczne, ale ty Remus? Taki spokojny, prefekt a taki przykład dzieciom dajesz.
-No właśnie, muszę przestać bo cię zgorszę, bachorze.
-Przestań, jestem młodsza od Ciebie zaledwie o dwa tygodnie!
-Nie kłóćcie się – powiedziała spokojnie Amy uśmiechając się łagodnie i kładąc dłoń na ramieniu swojego chłopaka.
Cassidy patrzyła na to wszystko z przymrużeniem oka. Była w końcu dziewczyną rozrywkową i lubiła przekomarzanie się. Cierpiała tylko gdy miała niedobór uwagi zwłaszcza ze strony męskiej części społeczeństwa. Teraz jednak coś się w niej zmieniło. Chciała zwrócić na siebie uwagę tylko jednego chłopca, tego który nie chciał się nią zainteresować za żadne skarby świata. Teraz rozumiała co czuł James kiedy Lily odrzucała go tyle razy. Ale w końcu mu się udało A na tego chłopaka nie pomagają najskuteczniejsze metody stosowane na innych. Co robić? Dziewczyna była w rozterce i coraz częściej chodziła zamyślona. Nawet pożyczała od Lily mugolskie romansidła byle tylko znaleźć na niego jakiś sposób… Tylko jak ma jej się to udać? Powtarzała sobie wciąż i wciąż: „Michaelu Finniganie, będziesz w końcu mój”.
Alex szukała wśród tłumu swojego lubego. Zachary Nott jeszcze nie przyszedł na śniadanie, albo już zjadł ponieważ nie było go wśród czarno-zielonej masy Ślizgonów. Westchnęła i zabrała się za jedzenie. Jedna myśl tylko ją gnębiła. On jest ze Slytherinu, czysta krew. Ona taką miała, ale nie wszyscy jej przyjaciele byli nią obdarzeni. Zastanawiała się czy byłaby w stanie poświęcić przyjaciół dla miłości. Potem jednak dochodziła do wniosku, że niepotrzebnie się zamartwia. Może być przecież tak, że nie będzie z Nottem nigdy. Albo może on zaakceptuje jej przyjaciół? Czas pokaże…
* * *
W czasie kiedy reszta jadła śniadanie Lily cieszyła się bliskością Jamesa. Tak długo czekała na chłopaka, który będzie ją kochał bez względu na wszystko, tak o tym marzyła… Przypomniała sobie jak siedziała pod drzewem w zeszłym roku i Cas wykrzyknęła, że jest idealny chłopak, potem wymieniła nazwisko „Potter”. Wtedy Lily prychnęła z niesmakiem gotowa ukąsić niczym wąż jeśli „ta kreatura podejdzie i śmie poprosić o randkę”. Teraz takie sytuacje ją bawiły, wszystko co wtedy robiła było jeszcze śmieszniejsze i głupsze od tego co robią zakochane dziewczyny. Zaślepiona nienawiścią nie widziała miłości, która jest w stanie przenosić góry. W porę się jednak opamiętała i dostrzegła to co dla niej było dotychczas niewidoczne. Niewidoczne dlatego, że nie chciała tego zobaczyć. Teraz cieszyła się, że jednak odważyła się zaufać Jamesowi. Nie obchodzą ją plotki i docinki innych. Wystarczy, że ten kruczowłosy i brązowooki chłopak jest tutaj z nią, trzyma za rękę, obejmuje, całuje… Jak nikt inny. Powoli w Lily narastało przekonanie, że albo zaczyna zakochiwać się w Jamesie albo uświadamia sobie, że kocha od dawna. Im był bliżej tym bardziej była skłonna przyznać się do tej drugiej opcji…
James, który tyle lat czekał aż Lily się z nim umówi lub choćby uśmiechnie się do niego naprawdę szczerze korzystał z każdej chwili jaką obdarzył go los. Byle tylko być jak najbliżej i najdłużej z Lily. Tylko ona się liczyła, nikt i nic więcej. Kiedy tylko dotykała swoją dłonią choćby kawałeczka jego skóry cały drżał, pragnął by chwile te trwały wiecznie, ulatywały z niego wszystkie emocje i uczucia, zostawała tylko miłość, miłość do ukochanej rudowłosej Lily. Kochał ją całym sercem. Nie wyobrażał sobie, że mógłby całować teraz jakąś inną dziewczynę. Przy niej czuł się wyjątkowo, swobodnie, mógł mówić o wszystkim, mógł milczeć, leżeć i stać, wzlatywać i opadać. Jeśli tylko była obok wykonałby każde zadanie. Za nią skoczyłby w ogień, porzuciłby magię. Właśnie tak. Byłby nawet gotów to zrobić jeśli miałby gwarancję, że do końca życia Lily będzie z nim, że go pokocha… Wiedział, że nie może jej niczego nakazywać, bo serce nie jest sługą umysłu. Każde z nich podąża własną drogą, które rzadko się krzyżują. Tym razem wygrało serce.
Nie wiedział, ale Lily porzuciła już wszelkie granice rozsądku. Kierowała się tylko głosem serca. Chciała szczęścia bliskiego jej chłopaka. Dlatego właśnie całowała coraz zachłanniej. Przewróciła go na plecy i usiadła okrakiem. James patrzył na nią jak urzeczony. Mógł teraz dostrzec każdy szczegół jej wyglądu, każdą najdrobniejszą plamkę na jasnej skórze, każdy odcień włosów, grę światła w zielonych oczach… Napawał się tym widokiem. Lily patrzyła na niego i nie mogła uwierzyć, że tak cudowny chłopak mógł się nią zainteresować, że ma go teraz całego dla siebie. Czekoladowe oczy, czarne jak węgiel włosy rozczochrane na wszystkie możliwe strony, lekko opalone, umięśnione ciało, delikatna w dotyku skóra…
-James…
-Tak?
-Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim.
-Kocham Cię Lily.
Przyciągnął ją delikatnie do siebie. Zatrzymała się o cal nad jego twarzą, tak by widzieć go dokładnie.
-Nie wyobrażam sobie, że mogłabym całować teraz innego chłopaka niż ciebie.
Pochyliła się pokonując dzielącą ich odległość i pieściła wargami jego usta, języki złączyły się w namiętnym tańcu, a ich dłonie błądziły po ciałach tej drugiej połówki. To wszystko razem, ta bliskość dawały im niepohamowaną rozkosz.
Gdyby nie to, że zaraz ze śniadania mieli wrócić ich przyjaciele mogłoby dojść do czegoś więcej i Lily specjalnie by się nie opierała. Tak działał na nią James. On jednak był świadomy, że jeszcze jest za wcześnie.
-Lily – szepnął kiedy leżeli obok siebie.
-Słucham James?
-Idziemy na śniadanie? – uśmiechnął się w ten jedyny huncwocki sposób.
-Och ty, zero romantyzmu.

komentarze [10]



Szczęśliwego Nowego Roku 2007!


niedziela, 31 grudnia 2006||18:01:08

Z góry przepraszam za tak długie nie dodawanie notek. Chciałabym was jednak zapewnić, że już 2.01.2007 będzie nowa notka. Długości standardowej. Co w niej się znajdzie niestety nie zdradzę, żebyście mieli niespodziankę :)
Chciałabym serdecznie pozdrowić:
-Alex czyli Olę
-Caroline Sinval
-Kathrin Dundrow
-Lisę Presckott
-Hermionę Granger
-Melanie Snape
-Dolomeę
-Lily Evans
-Allex
-Agatę
-Gabrysiową vel Crystal
-Shierkę
-oraz wszystkich tych których nie wymieniłam, ale pamiętam o WAS! Dziękuję, że byliście ze mną przez ten rok i mam nadzieję, że zostaniecie na kolejny. Wasze słowa są balsamem dla mojej duszy, wiem, że mam dla kogo pisać i że to doceniacie. Bardzo Wam za to dziękuję, z całego serca. Jednocześnie chciałabym także podziękować wszystkim pisarkom, któych blogi czytam, że mam rozrywkę w długie wieczory, ale także gdy dopada mnie melancholia od razu Wasze blogi mnie rozweselają. Za to najmocniej dziękuję.

Na ten Nowy Rok życzę Wam pzede wszystkim zdrowia i siły do pokonywania przeszkód i dążenia do osiągnięcia wymarzonych celów, weny do pisania i czytania i spełnienia wszelkich marzeń! Wszystkiego najlepszego.

Natalia vel Lily "Ruda" Evans a kiedyś nawet i Potter :)

komentarze [3]



Dziwne sprawki


wtorek, 7 listopada 2006||19:43:25

Ha! Nareszcie nota! Obiecałam, że dodam w ciągu miesiąca i jest :) Dedykacja oczywiście dla wszystkich wiernych czytelników! Jesteście po prostu cudowni! Dziękuję...


„Tajemnicze morderstwo w Witch Creek badane jest właśnie przez grupę specjalnie wyszkolonych policjantów. Nie wiadomo jak do niego doszło i dlaczego, gdyż brak śladów włamania, nie ma też nigdzie odcisków palców. Na ciele Andrew Cordera nie znaleziono znaków duszenia, ran ciętych czy tłuczonych, guzów, a sekcja nie wykazała śladów trucizny we krwi. Ofiara zastygła z wyrazem przerażenia na twarzy. Doświadczeni wróżbici podsuwają zdumiewającą tezę śmierci ze strachu bądź ingerencji sił nadprzyrodzonych. Sprawa jest w toku”

To niemożliwe. Jak ten ktoś mógł zginąć? Czy to robota jakiegoś czarodzieja? Zaklęcie niewybaczalne… Avada kedavra Tylko jedna możliwość. Nie mogło się to stać w inny sposób.
-Lily? Nad czym tak myślisz?
Głos Amy wyrwał mnie z zamyślenia. Podsunęłam jej gazetę „Dziennik Londyński”, którą przysyłali mi rodzice, żebym wiedziała co na mugolskim świecie się dzieje. Przeczytała z szeroko otwartymi oczyma.
-Myślisz, że to robota jakiegoś czarodzieja? – spojrzała na mnie zielonymi tęczówkami. Kiwnęłam głową.
-Ale po co ktoś miałby zabijać mugola?
-Sama nie wiem. Może się komuś naraził?
-Podłe. Wiadomo, że mugol nie ma szans w starciu z magią.
-Wszyscy to wiedzą i może dlatego właśnie ten ktoś to wykorzystał. Ciekawe czy Ministerstwo Magii się już tym zajęło.
-Mam taką nadzieję. Jeśli temu mordercy nie podobają się mugole to równie dobrze mogą przestać mu się podobać czarodzieje.
-O czym tak nasze szanowne panie gawędzą? – pojawił się przy nas James, całując mnie w policzek – Chyba o tym, że dziś sobota i warto by było się przejść. W końcu od tygodnia lało i jest pierwszy dzień kiedy świeci słoneczko. No i już tydzień jesteśmy razem – spojrzał na mnie i wyszczerzył te swoje śliczne ząbki.
-Siadaj Jim – zrobiłam mu miejsce obok mnie na kanapie.
-Remus jest u siebie? Znaczy w dormitorium? – zapytała Amy.
-Tak, ale nie musisz przecież nigdzie iść – powiedział James.
-Chcę pogadać z Remusem. Ostatnio dziwnie się zachowuje.
-W porządku – odparłam.
Amy odeszła do dormitorium chłopców.
-No to co tam czytałaś? – zapytał James obejmując mnie.
-„Dziennik Londyński”.
-Mogę? – delikatnie wyjął mi z rąk gazetę i przeczytał artykuł o którym dyskutowałam z Amy.
-To musiał być jakiś czarodziej, któremu ten koleś się naraził.
-Też tak myślimy.
-Mam nadzieję, że to nie jest jakiś psychopata. Ministerstwo Magii chyba się już tym zajęło.
-Tak myślę.
-Nie przejmuj się. Chodź na spacer – pociągnął mnie za rękę – No chodź, muszę się nacieszyć tobą, bo nie wierzę, że jesteś ze mną.
-W porządku, idę.
Nie potrafię opisać uczucia, które gości w moim sercu, które rozpływa się po całym ciele kiedy tylko James mnie dotyka, gdy jest obok, kiedy czuję jego oddech na moim policzku… To jest nie do określenia. Czemu wcześniej tego nie czułam? Może nie zauważyłam, że czułam?
-Nad czym tak dumasz? – szepnął mi do ucha mój chłopak.
-Myślę o tobie.
Uśmiechnął się szeroko, a w oku można było dostrzec błysk.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-Nie wierzę.
-Chodź to uwierzysz – pociągnęłam go za rękę i wyszliśmy przez portret Grubej Damy. Za rogiem jednego z nieuczęszczanych korytarzy zatrzymałam Jamesa i przyparłam „brutalnie” do ściany.
-Ostra z ciebie dziewczyna.
-Nie wiedziałeś o tym?
-Jakoś się tak złożyło, że nie – znów uśmiech.
Pocałowałam te słodkie usta, ręce błądziły po jego ciele. Pod zamkniętymi powiekami miałam obraz uśmiechniętego Rogacza. Czułam, że jest szczęśliwy jak nigdy.

Okiem Jamesa…
Pierwszy raz Lily pocałowała mnie w ten sposób, jest inaczej, bardziej z uczuciem… No i ta brutalność, nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego mi się spodoba. Już wiem, że to Lily będzie rządzić w naszym związku. I wcale nie będę z tego powodu płakał. Poddam się jej całkowicie. Spojrzałem na nią kiedy na chwilę oderwaliśmy się od siebie. Tak ślicznie wygląda. Nie potrzebuje makijażu, ani specjalnego ułożenia włosów. W każdych ciuchach wygląda świetnie. Ale to nic w porównaniu z jej charakterem, z zachowaniem. Jest cudowna pod każdym względem. Kocham ją za to, że jest inna od wszystkich, nie jest pusta, wie czego chce…
-Kocham Cię Lily – szepnąłem i pocałowałem ją.
Nie chcę żeby poczuła się niezręcznie. Wiem, że nie może powiedzieć mi tego samego, albo może nie chce, albo po prostu jeszcze nie jest gotowa. Nie będę tego na niej wymuszał. Zadowolę się tym co mam, pocałunkami, tym, że mogę z nią porozmawiać, potrzymać za rękę, że nie robi mi awantur, że jest ze mną.
-James, wiesz, że ja… ja nie mogę po…
-Ciii – położyłem jej palec na ustach – Nic nie mów. Wiem wszystko. Przejdźmy się w końcu, bo nam słońce zajdzie – uśmiechnąłem się.
Wziąłem Lily za rękę i ruszyliśmy do wrót.

Z serca Amy…
Wspinałam się po schodach. Jeszcze tylko kilka. Zapukałam.
-Proszę – usłyszałam głos Remusa zza drzwi.
-Cześć, mogę?
-Wejdź – siedział na parapecie. Spojrzał na mnie.
-Czemu siedzisz sam? Nie zejdziesz do nas do wspólnego?
-Nie mam ochoty – powiedział i zapatrzył się w okno. Dawno go takim nie widziałam.
-Remus, powiedz mi co się dzieje, proszę – podeszłam i usiadłam naprzeciw niego.
-Nie mogę, Amy, nie mogę.
-Dlaczego?
-Bo… nie chcę żebyś cierpiała. I jedyne co mogę Ci powiedzieć to to, że nie możemy być już dłużej razem.
Oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia. Przecież byliśmy ze sobą ledwo miesiąc a on już mówi, że nie możemy być razem?! Dlaczego? Ma inną dziewczynę? Nie, nie Remus. Może przestałam mu się podobać? Coś jest ze mną nie tak?
-Remus, proszę, powiedz mi, dlaczego? Czy to ze mną jest coś nie tak?
-Nie, z tobą wszystko w porządku, nie ma wspanialszej dziewczyny od ciebie. Ja po prostu nie mogę ci powiedzieć, Amy, nie chcę cię skrzywdzić.
-Miłość to dobrowolna zgoda na cierpienie. Jeśli ty cierpisz, to ja też.
-Nie mogę cię krzywdzić, to jest niezgodne z moim sumieniem.
-A co mówi ci serce?
Zastanowił się chwilę. Na jego twarzy można było dostrzec cień zakłopotania i smutku.
-Serce… Amy, bardzo dużo dla mnie znaczysz i nie chciałbym żebyś cierpiała i żeby cokolwiek ci się stało.
-Zrozum Remus, nie zostawię cię choćby nie wiem co się działo. I nie mów mi o jakimś cierpieniu, bo każdy go doświadcza, w mniejszym lub większym stopniu. Jeśli nie chcesz powiedzieć teraz to może powiesz kiedy indziej. Nie będę naciskać. Chcesz zostać sam?
-Nie… Zostań ze mną.
Po jego policzku poleciała jedna łza. Otarłam ją delikatnie.

Śladami Remusa…
Amy chyba wie ile mnie kosztowało powiedzenie jej tego, że nie możemy być razem. Ja chcę z nią nadal być, ale nie mogę jej narażać. Nie chcę żeby stało jej się coś złego. Nie chcę żeby stała się wilkołakiem tak jak ja. Właściwie to chciałbym, bo moglibyśmy się włóczyć razem w czasie pełni… Nie! Nie wolno mi tak myśleć! W żadnym wypadku! Nie mogę!
-Nie mogę… - szepnąłem.
-Czego nie możesz? – zapytała łagodnie.
-Nie mogę cię narażać. Zrozum.
-Co mam zrozumieć? Powiedz mi, proszę.
-Amy, ja… nie mogę, naprawdę. Chcę żebyśmy chociaż zostali przyjaciółmi. A to co powiem może zepsuć nasze relacje.
-Remus, nawet przyjaciołom się ufa (ufa, nie UFO :P – przyp. aut.) i mówi swoje sekrety. Nie chcę być tylko twoją przyjaciółką. Dzięki tobie zapomniałam o Syriuszu, odkryłam na nowo kolory świata, poczułam się szczęśliwa. Teraz tobie chcę dać szczęście, żebyś zapomniał o złych chwilach, zobaczył świat w różowych barwach. Proszę, pozwól sobie pomóc.
-Doceniam to co mówisz…
-Ale nie możesz mi powiedzieć – dokończyła za mnie – Wiesz, że to bardziej rani niż powiedzenie prawdy? W porządku, niech będzie, nie mów. Myślałam, że masz więcej zaufania do mnie.
Wstawała, ale szepnąłem:
-Zostań ze mną. Nie chcę być sam. I nie złość się na mnie.
-Mam zostać jako kto? Koleżanka? Przyjaciółka?
-Jako moja dziewczyna. A dopiero potem jako przyjaciółka.
-Dobrze, Remus, dobrze – podeszła i przytuliła mnie. Tak jak tylko ona umiała. Potem spojrzała na mnie – Marnie wyglądasz – pogładziła mnie po twarzy. Postanowiłem, że jednak jej powiem. Ma prawo wiedzieć.
-Pojutrze pełnia – powiedziałem smętnie.
-No i co z tego? – zapytała spoglądając mi w oczy, nie mogłem wytrzymać, opuściłem wzrok.

Z serca Amy…
-Remus?
Nie patrzył na mnie. Pojutrze pełnia. Ale co to ma wspólnego z nim, ze mną, z nami? Pełnia. Czas magii w najczystszej postaci. Dla jednych ukochany, dla innych znienawidzony. Czas wilkołaków… Przeszedł mnie dreszcz. Niemożliwe. To jest nierealne. Nigdy w życiu! Ale to jest dobry powód, by zerwać. Wilkołak… I Lily nic mi nie powiedziała! Może nie wiedziała? A może to nie jest prawda? Może chodzi o coś innego? Jeśli nie zapytam nie będę wiedzieć. Wzięłam głęboki oddech.
-Remus, czy ty chcesz mi powiedzieć, że jesteś wilkołakiem?
Milczenie. Oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia.
-Czy ktoś o tym wie?
-Chłopaki i Lily. No i teraz ty.
Skoro Lily wiedziała, mogła mi powiedzieć. Ale jeżeli jej to nie przeszkadza… Zresztą wilkołakiem jest się tylko raz w miesiącu. Co to komu szkodzi?
-Remus, myślałeś, że coś takiego może mnie zniechęcić do ciebie?
-Przecież każdy normalny człowiek…
-W takim razie ja, Lily i chłopaki jesteśmy nienormalni. Jesteś głupkiem jeśli myślałeś, że możesz się ode mnie odczepić taką wymówką.
-Ale to nie wymówka. To prawda!
-Wiem, że prawda, ty nie kłamiesz. Remus, ja chcę z tobą być bez względu na wszystko.
-Na pewno?
-Jestem tego całkowicie pewna, świadoma, nikt mnie nie zaczarował. Tylko proszę, jak będziesz miał jakiś problem, powiedz mi. Martwiłam się o ciebie.
Przytuliłam go, najmocniej jak umiałam. Nie obchodzi mnie, że jest wilkołakiem. Co z tego? Z tym można żyć. Poza tym ja spotykam się z chłopakiem nie ze zwierzęciem, którym Remus jest raz na miesiąc. Zupełnie jak kobieca dolegliwość, raz w miesiącu… Wtuliłam twarz w jego włosy. Mimo wszystko… chyba go kocham.

Śladami Remusa…
To niemożliwe. Na Amy nie zrobiło wrażenia moje wilkołactwo. Każda inna osoba już nigdy więcej nie odezwałaby się do mnie. A ona nie dość, że ze mną rozmawia to jeszcze chce nadal być ze mną! Amy jest cudowna. Żaden inny facet tego nie zauważył. Syriusz mógł mieć taką świetną dziewczynę. Nie skorzystał. Tym lepiej dla mnie. Zaśmiałem się w duchu. Spojrzałem na Amy. Patrzyła na mnie tymi ślicznymi zielonymi oczami.
-Co tak patrzysz? – zapytałem.
-Bo mi się podobasz.
-Nawet kiedy jestem taki chudy i słaby?
-Nawet wtedy.
-Jesteś cudowna Amy.
Zarumieniła się lekko. Wyglądała tak ślicznie. Musnąłem jej wargi swoimi ustami. Spojrzałem na nią. Uśmiechała się. Pocałowałem ją. Uwielbiam to robić. Jej usta zawsze mają smak malin. Są takie ciepłe, takie elektryzujące. Kocham to uczucie kiedy całuję Amy.

Lily’s life…
Zachody słońca w Hogwarcie zawsze są takie piękne, takie przesycone magią. Są jeszcze piękniejsze kiedy można je podziwiać z najbliższą sercu osobą. Kto by pomyślał, że ja zgodzę się w końcu chodzić z Jamesem? Niemożliwe, a jednak prawdziwe. Mimo, że jesteśmy ze sobą ledwie tydzień, czuję jakbyśmy chodzili ze sobą od pierwszego dnia szkoły, od momentu w którym Tiara przydzieliła mnie do Gryffindoru. Spojrzałam na Jimmy’ego. Patrzył na słońce chowające się za taflą jeziora. Wyglądał teraz tak dostojnie, tak cudownie, jak nie z tego świata. Powiał lekki wiatr czochrając mu i tak już zabałaganione włosy. Mogłabym tak stać i patrzeć na niego w nieskończoność. Ten blask w oczach, w których odbija się słońce powodując, że mają jeszcze wyrazistszą barwę jest tak magiczny. Przytuliłam się do niego bardziej. Spojrzał na mnie czule.
-Nie jest ci za zimno? – szepnął.
-Nie, po prostu chciałam się przytulić do ciebie.
Przyciągnął mnie do siebie mocniej. Oparłam głowę na jego torsie i wpatrywałam się w zachód, kiedy James oparł brodę na moich włosach.
-Nawet nie wiesz Lily ile dałaś mi szczęścia.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili milczenia powiedziałam:
-Dlaczego nie zrezygnowałeś ze mnie? Tyle dziewcząt dałoby się pociąć żeby być z tobą.
-Nie były żadnym wyzwaniem dla mnie.
-Ach, więc byłam dla pana, panie Potter wyzwaniem? – spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Cóż, panno Evans, można to tak nazwać – również się uśmiechnął a potem dodał – Ale poza tym zawsze czułem się przy tobie wyjątkowo, dawałaś mi takiego przysłowiowego kopa. Przy tobie mogę dokonać wszystkiego. Tak czuję.
-James, chociaż jesteśmy ze sobą tylko tydzień…
-Aż tydzień – przerwał mi.
-W porządku, aż tydzień, czuję jakbyśmy byli ze sobą od dawna. Już teraz mogę ci powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia z innym chłopakiem niż ty.
-Lily, wiesz ile to dla mnie znaczy? To jak gwarancja szczęścia. Kocham Cię Lily – pocałował mnie przy zachodzącym słońcu, przy świergocie ptaków, przy szumie jeziora…

Według Syriusza…
Jak miło, Peter siedzi w bibliotece, Amy i Remus gadają na poważnie, Lily i James są na spacerze, Cas jest na randce, Monica siedzi z Joshem, a Alex gdzieś wsiąkło. I co ja mam niby robić sam? Przydałaby się dziewczyna, ale taka jak Amy dla Remusa i Lily dla Jamesa. Czemu ja, Syriusz Black, największy przystojniak w szkole, muszę siedzieć sam, podczas gdy przeciętni faceci, jak na przykład… o, ten z siódmego roku, ma swoją dziewczynę? No czemu? Zawsze muszą się mnie czepiać jakieś wytapetowane lale z którymi nie można nawet normalnie porozmawiać. Czy jest gdzieś w tej szkole dziewczyna, która się mną poważniej zainteresuje? Którą ja się zainteresuję?
-Hej, Syriusz, co tak siedzisz sam?
Odwróciłem się.
-Cześć Alex, wszyscy gdzieś się zapodziali. Chcesz może zagrać w szachy?
-Jasne.
-Przynajmniej nie będę się nudził.
-Ty? Miałbyś się nudzić? Nie żartuj.
-Nie żartuję. Nudziłem się zanim nie przyszłaś.
-Przyznaj się, chłopaki cię wkurzają.
-Skąd wiesz?
-Bo ja mam to samo z dziewczynami. Każda ma chłopaka, no może za wyjątkiem Cas, ale ona ma na pęczki takich. Dlatego czasem czuję się nieco samotna.
Właściwie, Alex jest niczego sobie. Ładna, zgrabna, miła.
-To może…
-Jeśli myślisz o randce ze mną to bardzo mi przykro, ale nie chcę chłopaka z odzysku.
-Z odzysku?
-Przecież Amy się w tobie bujała. Nie będę jej robić na złość.
-Ale ona jest z Remusem.
-Wiem. Ale mi się już podoba ktoś inny.
-Bardziej ode mnie?
-Bardziej od ciebie.
-Kto to taki? Załatwię ci z nim randkę.
-Nie trzeba, jakoś przeżyję bez tego. Poza tym to Ślizgon.
-Ślizgon? Zwariowałaś.
-Gramy w te szachy czy nie?
-Ok, gramy.
Po kilkunastu minutach, kiedy byliśmy w połowie partii zapytałem:
-No to powiesz mi kto to?
-Kto?
-Ten chłopak co ci się podoba.
-Nie powiem ci. Lepiej żebyś nie wiedział.
-Nie mów, że to Malfoy.
-Nie, nie on.
-A może ten cały Macnair?
-Nie.
-A z którego roku?
-Z naszego.
-Z naszego?
Zamyśliłem się. Kto może podobać się Alex? Ale przecież ja nie znam jej gustu! Ślizgonów z naszego roku jest siedmiu. Malfoy, Macnair, Entrer, Tomms, Vengar, Royalingen i Nott. Malfoy i Macnair odpadają. Tomms jest zbyt głupi no i brzydki, dziewczyny od niego uciekają. Vengar ucieka od dziewczyn, ale to dlatego, że jest jakiś dziwny. Może ma alergię na laski? Zostaje Entrer, Royalingen i Nott. Chyba coś mi świta… Przecież Alex często przesiaduje na lekcjach z Royalingenem. Może to on? Ale często gapi się na Entrera.
-Czyżby to był Nott? – zaryzykowałem.
-Skąd wiedziałeś?! Tylko nie mów nikomu. Zwłaszcza dziewczynom. Zamordują mnie jak się dowiedzą.
-Ok, nikomu nie powiem.
-Grajmy dalej, co?

Lily’s life…
-Haha, ale jak mina mu zrzedła! – weszłam do PW trzymając za rękę uśmiechniętego od ucha do ucha Jamesa. Skierowałam kroki w stronę kominka. Tam zobaczyłam…
-Hej, Alex. Grasz z Syriuszem?
-No tak.
-Wiesz, że on oszukuje?
-Nie prawda, nie oszukuję – oburzył się Syrek.
-Nie oszukujesz, tylko trochę kantujesz – dodał James.
-Ja? Kantowanie to to samo co oszukiwanie. Jak możesz tak mówić – udał obrażonego i zrobił słodką minkę. Na Alex nie wywarła ona żadnego wrażenia.
-To my sobie usiądziemy i popatrzymy – klapnęłam na fotelu, na kolanach mojego chłopaka. Jak to fajnie brzmi, „mojego chłopaka”.

* * *
-Lilka! Czy ty chcesz żebyśmy się spóźniły? – wydzierała się na mnie Amy.
Przecież każdemu zdarzy się zaspać! Dlaczego robi z tego taką aferę. Nagle zupełnie jakby czytała w moich myślach powiedziała:
-I nie myśl, że przesadzam. Ty się NIGDY nie spóźniasz! No ruszaj się! – rzuciła we mnie szkolnym mundurkiem i wepchnęła do łazienki. Zza drzwi usłyszałam jak ktoś wpadł do dormitorium.
-Gdzie Lilka?
-W łazience.
-Lily! Pospiesz się, chyba nie chcesz się spóźnić?
-James! Spokojnie, zdążę.
-Jasne, a ja jestem królem Szkocji! Jest za piętnaście ósma! Ruchy Lily!
Rany, co za dozorcy niewolników! Przecież spieszę się jak mogę. Nie muszę jeść śniadania. Nie jestem głodna. Spokojnie się wyrobię. Wyszłam z łazienki po ekspresowym myciu.
-No i co? Zdążyłam.
-Jeszcze nie, nie jadłaś nic.
-Nie jestem głodna.
-Jesteś, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Chodź – James złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia.
Po drodze na eliksiry wstąpiliśmy do WS gdzie Jim wepchnął we mnie dwie zapiekanki i jeszcze na drogę wziął trzy.
-Przecież ja tyle nie zjem.
-No to najwyżej Łapa zje za ciebie, on ma wielki żołądek.
Dotarliśmy pod salę eliksirów, była za dwie ósma.
-Zdążyliśmy, widzisz?
-Tak, ale ile trzeba było cię poganiać!
-Znalazł się. To zawsze ciebie trzeba poganiać. Zwłaszcza do odrabiania lekcji.
-Przestańcie się przekomarzać. Zupełnie jak małżeństwo – z uśmiechem pokręcił głową Remus.
-Wypraszam sobie – powiedziałam.
-Liluniu, słoneczko ty moje…
-Oj, cicho bądź.
-Witam was wszystkich, zapraszam do sali – pojawił się Slughorn.
Siadłam w ławce z Jamesem. Ślimak był chyba zadowolony, bo uśmiechnął się i powiedział, że ładna z nas para. Uśmiechnęłam się pod nosem. Za to Jim wypiął pierś i dumny jak paw szczerzył zęby. Kopnęłam go w kostkę.
-Za co?
-Za żywota – wystawiłam mu język.
-Liluniu, no nie bądź taka…
-Nie rób przedstawienia. Lekcja jest. Poczekaj do przerwy.
-Dobrze.
Lekcje minęła nam w miarę spokojnie. Syriusz zjadł te trzy zapiekanki. Doprawdy nie wiem gdzie mu się to mieści! Przecież jest taki szczupły! James zresztą też, a oboje jedzą więcej niż ja, Amy, Cas, Alex i Monica razem wzięte. Może oni mają krowie żołądki?
-Nad czym tak myślisz kochanie?
-Zastanawiam się czy ty i Syriusz macie po cztery żołądki.
-Bardzo śmieszne, wiesz.
Remus i Peter zaczęli się śmiać z tego co powiedziałam i z obrażonej miny Rogacza. Syriusz także po chwili do nich dołączył. Tylko James nadal stał z założonymi rękoma. Objęłam go.
-Jimmy, przecież wiesz, że żartowałam – pocałowałam go w policzek – No, rozchmurz się.
Poczochrałam go pieszczotliwie po włosach. Spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psa.
-Nie obrażaj się. James Potter nie może robić czegoś takiego.
-Może.
-Gorzej niż baba – powiedział Syriusz, za co dostał ode mnie po głowie i od Remusa kopniaka w kostkę.
-No i za co mnie tak karzecie?
-Za głupie komentarze – odpowiedział mu Peter.
-No nie, ja zgłaszam protest! Toż to znęcanie się nade mną. Zgłoszę się do jakiejś organizacji ochraniającej…
-…bezdomne psy – dokończyłam i parsknęłam śmiechem..
Myślałam, że zaczną się śmiać razem ze mną, ale każdy z huncwotów zrobił się nagle poważny, zwłaszcza Syriusz.
-No przecież to był tylko żart z tym psem – tłumaczyłam się.
-Nietrafiony – odpowiedział James, kiedy Syriusz odszedł wtapiając się w tłum.
-Co? Dlaczego? Nie rozumiem.
-Nie musisz – James także odszedł pozostawiając moją głowę pełną pytań. O co chodzi?
-Remus?
-Musimy iść Lily, przepraszam.
On i Peter odeszli za Jamesem. Dziwnie się czułam. Nagle mój chłopak i brat poszli sobie nie wyjaśniając słowem o co chodziło. W dodatku Syriusz jest na mnie na pewno zły. Ja naprawdę żartowałam z tym psem! Przecież i tak nikt nie ma pojęcia, że oni są animagami i że Syriusz zmienia się akurat w psa. A że bezdomny to kogo to obchodzi? Nic z tego nie rozumiem. Poszłam do PW. Zamiast tępo wgapiać się w okno, wyczekując na powrót chłopców wolałam odrobić zadania. Ponieważ było tylko wypracowanie z eliksirów napisałam jeszcze po jednym dla każdego z huncwotów. Nawet za Remusa. Może chociaż tym jakoś ich udobrucham?
-Lily?
Byłam tak zamyślona, że nawet nie poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Dopiero kiedy się odezwał ujrzałam nad sobą Jamesa.
-Możesz mi wyjaśnić…
-Cii – przyłożył palec do ust – nie tutaj. Chodź.
Wstałam i poszłam posłusznie za nim. Wyszliśmy na błonia. Było chłodno, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam się dowiedzieć o co chodzi. Tymczasem James prowadził mnie wyraźnie w stronę wierzby bijącej.
-Ee… James…
-Tak?
-Pzecież idziemy do wierzby bijącej…
-Dokładnie tak.
-Ale… ona nam może zrobić krzywdę! Czy ty jesteś niepoważny?
-Nie bój nic.
Kiedy byliśmy naprawdę blisko, tak że świst gałęzi wdzierał się do uszu a one same prawie dosięgały naszych twarzy James podniósł z niemi jakiś długi kij i nacisnął na pień drzewa. Nagle stało się coś niesamowitego – wierzba całkowicie znieruchomiała.
-Chodź – pociągnął mnie w stronę konaru gdzie znajdował się otwór do którego z łatwością się zmieściliśmy – Lumos! Puściłbym cię przodem, ale sama rozumiesz… Tu jest dużo niespodzianek po drodze takich jak wystające korzenie albo kamienie.
-No jasne, nie chcesz żeby mi się coś stało. Ale skąd znasz ten tunel? I dokąd on u licha prowadzi?!
-Zaraz wszystko ci wyjaśnię, kochanie.
-Teraz to kochanie. A kto się na mnie obraził? Kto naraża mnie na zmaltretowanie przez wierzbę? Wielkie dzięki za takie „kochanie”.
-Ech, kobiety…
Wolałam się nic nie odzywać. Inaczej zaraz by było jakie te kobiety są, nie można im dogodzić, cały czas zrzędzą. A chłopcy? To samo, albo nawet gorzej! Szkoda w ogóle języka na takie gadanie. Właściwie to po co James mnie tu ściąga? Chce mnie wykorzystać? Nie, to do niego niepodobne. Może chce mi coś pokazać? Tak, to na pewno to. Bo przecież porozmawiać mogliśmy na błoniach.
-No, jesteśmy – powiedział James. Stanęliśmy na drewnianej podłodze. W nikłym świetle różdżki mogłam zobaczyć pozabijane deskami okna, poszarpane fotele nieokreślonego koloru, tu i ówdzie odklejająca się tapeta i pełno kurzu.
-Gdzie my jesteśmy?
-We Wrzeszczącej Chacie.
-Żartujesz? Przecież tu straszy! Idziemy stąd! – zaczęłam ciągnąć Jamesa z powrotem do tunelu. Stał niewzruszony.
-Nic tu nigdy nie straszyło. I nie straszy. Najprawdopodobniej tez straszyć nie będzie.
-Co?

Okiem Jamesa…
-Nic tu nie straszyło i nie straszy. Straszyć też raczej nie będzie – powtórzyłem – Przyprowadziłem cię tutaj, bo wiesz, że Remus jest wilkołakiem. To tutaj dokonuje przemiany. Tylko pamiętaj, żeby nigdy nie przychodzić tu podczas pełni.
-Wilkołaki nie są groźne dla zwierząt więc mogę – powiedziała szybko. Chyba za szybko.
-Coś chcesz mi powiedzieć?
Chwila ciszy, walczyła sama ze sobą.
-Nie, nic – pokręciła nerwowo głową.
-Dobrze, skoro tak… Chciałem ci wyjaśnić dlaczego to stwierdzenie o bezdomnym psie tak uraziło Syriusza.
Spojrzała na mnie bardzo zaciekawiona i czekała w napięciu co powiem dalej. Wziąłem głęboki oddech.
-Dobrze wiesz, że Syriusz jest animagiem i zmienia się w psa – kiwnęła głową przytakując – Ale chyba nie do końca wiesz jaką ma rodzinę. Jego brat, Regulus, para się czarną magią. Rodzice widzą w nim cudowne dziecko. Z kolei Syriusza traktują jak jakiegoś wyrzutka, bo dostał się do Gryffindoru.
-Czyli wszyscy z rodziny Syriusza byli w Slytherinie?
-Dokładnie. Regulus i Bellatrix są rok młodsze, a Narcyza dwa lata. I wszyscy są w Slytherinie.
-Bellatrix i Narcyza? One mają na nazwisko Black?
-Tak, są kuzynkami Syriusza.
-Ale co to ma wspólnego z „bezdomnym psem”?
-Jak mówiłem Regulus, mimo, że młodszy od Syriusza, jest uważany za kogoś lepszego. Łapa nie mógł tego dłużej znieść, bo ciągle porównywali go do ukochanego braciszka. Matka go wyklęła, ojciec nawet się nie sprzeciwił. Syriusz wyprowadził się z domu i przyszedł do mnie. Od tego czasu mieszkamy razem.
Lily stała przez chwilę, po czym zaczęła powoli spacerować na około fotela.
-Od jak dawna Syriusz u ciebie mieszka?
-Wprowadził się do mnie w drugim tygodniu wakacji. Od tej pory mieszkamy razem.
-Teraz rozumiem dlaczego tak go uraziło to co powiedziałam. Muszę go przeprosić.
-Przecież nie wiedziałaś, jaka jest sytuacja.
-No tak, ale mimo wszystko…
-Pogadasz z nim jak wrócimy.
-No to chodźmy.
-Poszlibyśmy, ale powiedziałaś coś co mnie zainteresowało.
-Co takiego?
-Że zwierzęta czują się bezpiecznie w towarzystwie wilkołaka. Dodałaś, że możesz przebywać z Remusem. Jesteś animagiem?
Milczenie.
-Wiesz, że kiedy nic nie mówisz to znaczy, że to prawda.
-Niech będzie, jestem animagiem. Zarejestrowanym.
-W co się zamieniasz?
-Pamiętasz jak kiedyś przybiegł do was jednorożec, a za nim dziewczyny? Ja byłam TYM jednorożcem.
Nie odezwałem się. To dlatego Lily była później taka miła na święta. Minął już prawie rok od tamtego czasu. Myślałem, że mówię do jej zwierzaka, a tak naprawdę zwracałem się do Lily… Jak to musiało głupio wyglądać! Jestem kretynem!
-James? – poczułem jej ręce obejmujące mnie w talii i głowę opierającą się na ramieniu – Coś się stało?
-Nie, nic.
-Powiedz. Widzę, że coś cię gnębi.
Odwróciłem się i ująłem jej ręce w swoje dłonie. Zacząłem się w nie wpatrywać.
-To musiało być bardzo głupie, kiedy mówiłem do ciebie jak do konia. Ty wszystko to słyszałaś i nic nie powiedziałaś… Jestem skończonym głupkiem.
-Wcale nie. A nawet jeśli to jesteś moim „skończonym głupkiem”. Teraz już będziesz wiedział, że ten jednorożec to ja – uśmiechnęła się i pocałowała mnie.
-Wracajmy.

Lily’s life…
-Hej Remus, gdzie Syriusz?
-W dormitorium.
-Dzięki – spojrzałam na Jamesa, kiwnął głową.
Wspinałam się po schodach. Kiedy stanęłam przed właściwymi drzwiami, zapukałam. Usłyszałam ciche „proszę”. Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Brunet siedział na łóżku i patrzył na szarzejące niebo.
-Syriusz, chciałam cię przeprosić za to co powiedziałam – wypaliłam bez zbędnych wstępów.
-Nie ma sprawy – powiedział zupełnie beznamiętnie wpatrując się w okno.
-Jest. Nie powinnam żartować sobie w ten sposób. James powiedział mi wszystko. Nie martw się, nikomu nie powiem o tym. Może to nawet lepiej, że mieszkasz z Jimmy’m. Chociaż nie wiem jak znoszą to ściany, podłogi i sufity.
Syriusz uśmiechnął się blado. Przysiadłam się do niego i lekko objęłam.
-Wiesz, że nie chciałam cię urazić.
-Wiem – przysunął się do mnie i przytulił jak skrzywdzone dziecko do mamy. Delikatnie pogłaskałam go po włosach.
-Wszystko już będzie dobrze.
-Tak myślisz?
-Tak, właśnie tak myślę.
-Więc dlaczego ty masz Jamesa, Amy ma Remusa, Monica Josha, a ja nie mam nikogo?
-Znajdziesz kogoś. Widzisz, gdyby nie upór Jamesa nie byłabym z nim. Gdyby nie wspólne pasje Amy i Remusa, nie byliby razem. Gdyby nie wariacje Monici, Josh by się nią nie zainteresował. W końcu każdy znajduje tą drugą połowę.
-Myślisz, że James jest twoją drugą połową?
Wbiłam wzrok w ścianę. Nie wiedziałam czym spowodowane było to pytanie.
-Myślę, że tak. Chociaż nie jesteś tego pewnym póki nie poczujesz. Trzeba kogoś naprawdę pokochać. Ja na razie jestem zakochana w Jimmy’m. Ale podejrzewam, że będzie to coś więcej niż zwykłe zakochanie.
-No nareszcie! Już myślałem, że nigdy to się nie stanie.
-Co takiego?
-Myślałem, że nigdy nie zakochasz się w Jamesie. Wygrałem galeona.
-Czy wy mieliście jakiś zakład?
-Tak, ja i Josh.
-No pięknie, miło się dowiedzieć, że byłam przedmiotem zakładu.
-Oj nie obrażaj się, Lilka.
-Przecież się nie obrażam – uśmiechnęłam się – Idziemy na dół? Bo chłopcy mi żyć nie dadzą jak cię nie przyprowadzę.
-W porządku, możemy iść.
Wstał powoli z łóżka i zaczął się wlec do drzwi. Nagle zerwał się do biegu i z okrzykiem „kto ostatni na dole ten gumochłon!” wyleciał z hukiem z dormitorium. Pokręciłam tylko głową i spokojnie wyszłam za nim.

komentarze [8]



Ogłoszenie


sobota, 28 października 2006||18:36:34

Wiem, że nie spodoba się wam to co tu zastaniecie, ponieważ nie jest to kolejna notka, tak jak byście tego oczekiwali. Z powodu braku czasu na rozrywkę (zostaje mi tylko na naukę ponieważ jak wiecie jestem w klasie maturalnej), braku weny (co w końcu także mnie się przydarzyło, a ja nie umiem pisać na siłę) i zainteresowaniem pewnego chłopaka (ach, to serducho!) nie dokończyłam notki, a nie chcę dawać Wam jakiegoś ochłapu. Obiecałam, że bedzie dłuższa od poprzedniej to będzsie4, choćbym miała na rzęsach stanąć. Od razu dementują też ewentualne plotki, że zawieszam bloga. Nic z tych rzeczy. Blog nadal będzie istniał i działał. Za to mogę Wam powiedzieć (i to jest fakt), że notka pojawi się do miesiąca czasu, bo uporządkuję wtedy wszystko i będę już po próbnych maturach. Zainteresowanych moim prywatnym życiem zapraszam na mój blog. Znajdziecie do niego też adres w "ulubionych".
Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy tu wchodzą za te ponbad 5000 odwiedzin i tyle komentarzy. Bądźcie cierpliwi, proszę :)

komentarze [5]



Ona

Jest to historia, o tym jak James codziennie zakochiwał się w Lily. A ona nie była mu dłużna ...
Ciekawe? Odwiedzaj mnie częściej, by zobaczyć co działo się później.

|Wpisz|
|Zobacz|

Było, minęło


2005
lipiec (2)
sierpien (2)
październik (2)
listopad (1)

2006
styczeń (2)
luty (8)
marzec (3)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (3)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2007
styczeń (2)
marzec (1)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
kwiecień (1)
lipiec (1)


Rozdziały


1. Chwila wspominków i 1 września
2. Ceremonia Przydziału i uczta
3. Znów szkoła, znów Potter, znów wariacje
4. Jak ja mogłam z nim spać i kretyni znowu w akcji...
5. To włamanie i najście!!
6. Wielka Sala oraz nienawidzę Irytka!!
7. Mecz
8. Mecz c.d. i dziwny sen
9. Głupie kawały, nieznośna Cassy i animag w roli głównej
10. Prezenty, zaskoczenie
11. Chciałaś prezent to sobie go szukaj
12. Mój błąd czyli uświadamianie sobie wszystkiego
13. Jestem zdrowa, zwierzenia James'a, kuchnia
14. Latające książki, Hogsmeade... Kocham kłótnie
15. Łyżwy, tłumaczenie Cas i sowa
16. Życie jest niesprawiedliwe! Kocham szlabany, bleh!
17. Szlabany nie są takie złe... Książka
18. Koszmarna pobudka, wróżba, Hogsmeade
19. Spotkania zawodowe, przemyślenia, co się dzieje z Amy?
20. Konsekwencje imprezowania, SUMy, wakacje - nareszcie dość Pottera :P
21. Biwak
22. "Trzymajcie mnie, bo jak zaraz walnę patelnią w ten pusty łeb... Rogacz!"
23> "Może dorzucimy tam jeszcze Rogacza, co?"
24. Umowa, impreza, koszmar w lesie, jeleń...
25. Szkoła, "James zmądrzał", zgoda
26. "Ja chciałbym... zapytać Cię... czy... (...) Czy chcesz usiąść na ławce?", owsianka
27. Dziwne sprawki
28. "Zbereźniki", chwila refleksji
29. Kim ona jest... Komórka na miotły
30. Zaproszenia
31. Hogsmeade
32. I'm back and I have a lot of ideas... :)
33. Jak to jest pod ladą i nauczycieli wieczorne rozmowy
34. Jazda konna, tajemnica i niespodzianki
35. Tanecznie i namiętnie
36. Narada wojenna z Wesołymi orangutanami
37. Dumbledore coś wie...

Odwiedzam


paint-the-lilyt-h-4-e-v-e-r

Zaglądam


Czarodziejskie
Wspaniały blog Gabrysiowej
Shierka jako Lily Evans

Grafika


Layout by |Liselinne|
Only for |Lily|